Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


Postapokalipsa/survival w grach
 Rozpoczęty przez »Sorata, 04-11-2015, 14:54

23 odpowiedzi w tym temacie
»oX   #21 
Rycerz


Poziom: Ikkitousen
Stopień: Samurai
Posty: 740
Wiek: 29
Dołączył: 21 Paź 2010
Skąd: Wejherowo
Cytuj
Sorata napisał/a:
Po trudach Stalkera postanowiłem zanurzyć się odrobinę w świat Division, który otrzymałem w ostatniej paczce abonamentu Humble Bundle. Jest to gra z pogranicza postapo/survivalu, która większość mechanizmów pożycza od sieciowych TPSów. Nie będę rozwodził się nad mechaniką rozgrywki, bo to po prostu całkiem przyzwoity klon Gears of War - ot strzelanka z systemem osłon. Co urzeka, to uroda wykreowanego świata - opuszczony, zaśmiecony Manhattan po wielkiej epidemii wygląda jak rodem z I am Legend (szkoda, że nie ma zombiaków). Z chęcią zanurzam się w przepastne kanały, do rozbebeszonych centrów handlowych lub opustoszałych kamienic. Gra jest dość powtarzalna, więc jeszcze nie wiem, czy zagości na dysku na dłużej, ale pierwsze wrażenia są pozytywne.


Mówisz o pierwszej części, tak? Gwarantuję Ci, że pograsz parę godzin i wywalisz. Powtarzalność to drugie imię Division. Każda misja robi się później taka sama. PvP jest całkowicie bez sensu, jeśli nie jesteś wymaksowany dzięki p2w. Grałem chwilę, zajarany światem i mechaniką, jednak dosyć szybko odpuściłem. Przeszedłem na Destiny 2. Niby też powtarzalne, ale o niebo lepsze.
   
Profil PW Email WWW
 
 
»Sorata   #22 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1470
Wiek: 34
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Cytat:
Mówisz o pierwszej części, tak? Gwarantuję Ci, że pograsz parę godzin i wywalisz. Powtarzalność to drugie imię Division. Każda misja robi się później taka sama. PvP jest całkowicie bez sensu, jeśli nie jesteś wymaksowany dzięki p2w. Grałem chwilę, zajarany światem i mechaniką, jednak dosyć szybko odpuściłem. Przeszedłem na Destiny 2. Niby też powtarzalne, ale o niebo lepsze.


Niestety muszę się zgodzić. Ciekaw jestem, czy Ubi robi jeszcze jakiekolwiek dobre gry. Szkoda, bo miałem chrapkę na AC: Origins i Oddysey. Destiny 2 mam, ale jeszcze nie grałem - Warframe jest znacznie ciekawsze. Niestety nie pasuje do tematu postapokalipsy.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
^Tekkey   #23 
Generał
Paranoia Agent


Poziom: Genshu
Stopień: Shogun
Posty: 536
Wiek: 29
Dołączył: 24 Cze 2011
Cytuj
Ostatnio natknąłem się na ciekawą recenzję gry Kenshi, sandboxowej postapokaliptycznej kontynuacji orientalnej strategii Battle Realms. Wprawdzie jeszcze nie grałem, ale wydaje się godna polecenia w tym temacie.


A mogę zrobić wszystko! Wystarczy Twoja krew.~
   
Profil PW Email
 
 
»Sorata   #24 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1470
Wiek: 34
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Cytat:
Ostatnio natknąłem się na ciekawą recenzję gry Kenshi, sandboxowej postapokaliptycznej kontynuacji orientalnej strategii Battle Realms. Wprawdzie jeszcze nie grałem, ale wydaje się godna polecenia w tym temacie.


Zapowiada się jednocześnie dziwnie i ciekawie. Nie wiem, czy znajdę takie pokłady czasu i cierpliwości, żeby to ograć. Niemniej trafia na listę gier do wypróbowania.

[ Dodano: 14-06-2019, 14:17 ]
Zniechęcony przez Division, a jednocześnie zachęcony przez oX'a, zacząłem krótki romans z Destiny 2. Ku mojemu rozczarowaniu, postapokaliptyczne krajobrazy czekają tylko na jednej planecie, a reszta to (przyznam, że ciekawe) projekty oparte na scifi. Gra opiera się na systemie hubów i losowym loocie, ale błyskawicznie się nudzi. Postaci i fabuła praktycznie nie istnieją, wrogowie wyglądają bardzo powtarzalnie, a z niemal każdej broni strzela się tak samo. Do tego dochodzą absurdalnie długie czasy ładowania zarówno w singlu, jak i w multi. Tytuł powyżej 3/10 w moich oczach trzyma wyłącznie grafika. Efekty świetlne i pomysłowość projektantów robią duże wrażenie. W tym gatunku wracam do nadal niekwestionowanych Borderlands 2 i czekam niecierpliwie na trójeczkę. Związek z Destiny póki co zawiesiłem.

[ Dodano: 11-09-2019, 08:54 ]
Natrafiłem ostatnio na samodzielnego moda do STALKERa, a mianowicie Anomaly. Miałem nie brać się za gry na XRay engine, ale podobno ta jego wersja jest stabilniejsza i ostatecznie nie umiem zrezygnować. Z powodu braku czasu, przeleżakował trochę na dysku, ale gdy już go włączyłem, ponownie wróciło niesamowite wrażenie przebywania w Zonie.

Anomaly rozbija Stalkera na czynniki pierwsze i dodaje mnóstwo rzeczy. Po raz pierwszy w tej marce czuję się wolny - nieograniczony fabułą mogę zwiedzać fantastyczny świat. Nie jest to podróż bez wyrzeczeń - pierwsza misja (nomen omen oklepane "zabij dziki") doprowadziła mnie niemal do płaczu i kilku quickloadów. Przekonałem się, że doświadczenie z oryginalnych gier nie ma tu wielkiego zastosowania. I dobrze.

[ Dodano: 01-10-2019, 14:42 ]
Kolejną udaną cechą Anomaly jest fakt, że NPCe również mają podobnie surowe życie, co gracz. Grając sprytnie, jestem w stanie zaskoczyć niewielkie oddziały lepiej wyposażonych wrogów i nawet moje mizerne wyposażenie mi w tym nie przeszkadza. Mutanty to inna bajka - poruszają się na tyle chaotycznie, że dopadnięcie więcej niż jednego może stwarzać [problem dla budżetu (rany długo krwawią, a apteczka kosztuje ponad 3000 rubli). Dodatkowym minusem jest fakt, że większość sprzętu na wyposażeniu pokonanych NPC jest niemożebnie uszkodzona. Ani nie sprzedam go handlarzom, ani nie wykorzystam dla siebie. Ergo: znowu jest ciężko. I dobrze.

Dotychczas odiwedziłem Kordon, Wielkie Bagno, Agroprom i Wysypisko. Czytaj: ledwie musnąłem zawartość moda. Niby mam ten sfatygowany egzoszkielet, ale naprawa kosztuje 100 tysięcy rubli i jakoś nadal tak niepewnie się czuję.

Jeśli dobrze odczytałem mapę, Anomaly zawiera każdy obszar i każdą frakcję zawartą w trzech oryginalnych grach, co jest niesamowitym osiągnięciem. Misje dla frakcji kończą się wzrostem reputacji, a fakt, że możesz zagrać bandytą lub członkiem Monolitu, bardzo urozmaica rozgrywkę. Póki się bardzo nie zdenerwuję, będę starał się regularnie odwiedzać Zonę.

[ Dodano: 08-10-2019, 08:35 ]
Mimo, że już kilka razy wyleciałem do pulpitu, a quickloady przestałem liczyć jeszcze przed setką,nie umiem oderwać się od Anomaly. Dawno nie miałem takiego syndromu jeszcze jednej chwili z grą.
Progres rozpoczął się od zakupu solidniejszego noża, który poradziłby sobie z przecięciem twardej skóry czernobylskich mutantów. Za pieniądze z wyciętych trofeów i honoraria z wykonywanych misji kupiłem myśliwską dwururkę, ulepszyłem egzoszkielet, by można było w nim biegać i z rosnącym portfelem ruszyłem na eksplorację kolejnych lokacji. Znalezienie czterech artefaktów (w tym jeden wart aż 20 tysięcy) sprawiło, że dopiero wczoraj udało mi się naprawić pancerz. Pieniędzy wystarczyło nawet na nieśmigany pistolet. Przestrzelam na bandytach najpopularniejszą amunicję 9x18, a pociski śrutowe zachowam na grubszą zwierzynę - dwa celne strzały wystarczają do powalenia snorka lub pijawki. Kto z nimi walczył, ten wie, że to nielichy wyczyn. Podróż zakończyłem w Yantarze - na granicy oddziaływania mózgozwęglacza. Zapłaciłem naukowcom za przygotowanie solidnego hełmu chroniącego przed emisjami psionicznymi. Ma im to zająć kilka dni. W następnej kolejności, zamierzam poszwendać się w magazynach wojskowych. Wolność jeszcze mnie lubi, więc może pomogą mi odrobinę dorobić kosztem dodatkowych rys na pancerzu.

[ Dodano: 11-10-2019, 09:36 ]
Wolność niespecjalnie rwała się do pomocy. Na szczęście ich wojna z Powinnością, wspomagana przez czernobylce i prypeć-kabany zapewniła mi wystarczającą ilość łupów, żebym musiał je upychać po skrytkach. Przy okazji zostałem zaczepiony przez bandę najemników ochraniających drogę do swojej bazy w Martwym mieście. Ze śmiertelnym skutkiem zarówno dla nich, jak i dla mnie. Na szczęście, tylko ja mam godmode zwany quicksave, który pozwolił mi się uporać również z matecznikiem najmusów. Nauczą się, żeby nie zadzierać z wolnymi stalkerami.

[ Dodano: 14-10-2019, 13:41 ]
Uzbrojony w najnowszy wynalazek naukowców z Yantaru - psi-bloker - wyruszyłem na eksplorację dwóch laboratoriów: X16 i X18. W pierwszym testowałem swój nowy nabytek, w drugim, dzięki wskazówkom mitycznego Doktora, szukałem śladów Striełoka. Oba laboratoria okazały się szalenie niebezpiecznymi ekosystemami, których mieszkańcy narazili mnie na kolejne zawały serca i paniczne ucieczki. Okazało się również, że jestem bardzo źle przygotowany do takich podziemnych eskapad. Z drugiego laboratorium uciekałem z zacinającą się ciągle bronią, niemal pozbawiony amunicji i z tępym nożem. Gdyby nie zdobyte dokumenty, wypad byłby całkowitą porażką. Przynajmniej wiem, że hełm od badaczy działa - nie stałem się zombi. Obecnie wybieram się do Rostoku - w bazie Powinności sprzedam nadwyżkowe graty i nakupię amunicji. Może nawet wystarczy mi rubli na lepszą pukawkę, ale to się dopiero okaże po podsumowaniu zakupów. Kolejny kierunek - Limańsk.

[ Dodano: 17-10-2019, 09:10 ]
W Rostoku sprzedałem wszystko, co okoliczni handlarze chcieli kupić, a resztę zostawiłem w skrytce. Solidnie odchudzony, mogłem się w końcu udać na eksplorację głębokiej Zony. Przy okazji złapałem wszystkie lukratywne zlecenia i ubiłem pijawkę na arenie. O Powinności można powiedzieć wiele złego, ale płacą dobrze i nigdy się nie wykręcają. Z konkretną sumką w portfelu i z niezłymi perspektywami ruszyłem do starych magazynów wojskowych. Miałem również zlecenia dla wolnościowców. Swoja drogą kuriozalną jest ta ich mała wojenka. Na widok pomalowanego na barwę wroga kombinezonu od razu puszczają serię, ale wolni stalkerzy mogą wykonywać zlecenia zarówno dla jednych, jak i drugich. Możliwe, że bardzo odpowiada im to status quo. Dla mnie to dobrze. Ale wracam do tematu. W drodze do Limańska chciałem zahaczyć jeszcze o Czerwony Las. Rezonował tam bowiem sygnał PDA Powinnościowca, któremu zobowiązałem się dostarczyć paczkę. Niestety na granicy z Radarem przetrzymał mnie niespodziewany szturm Monolitu i ostatecznie adresat paczki zmarł rozszarpany przez stado psów. Gdy otwarłem paczkę poczułem się trochę gorzej. Nie dlatego, że wypełniona była amunicją, która zmarłemu bardzo by się przydała, ale dlatego, że kaliber nie pasował do żadnej z moich broni. W Zonie co chwilę ktoś umiera, a gdybym mógł wystrzelać pachnące nowością kulki, może nie musiałbym salwować się ucieczką przed chimerą. Skoczne bydle gnało za mną przez pół lasu. Gdy w końcu uciekłem, cudem przedzierając się przez anomalne pole i opuszczoną kopalnię, wybiegłem prosto na zaskoczonego moim pojawieniem się pseudogiganta. Ot, takie szczęście. Uciekając przed nim upuszczałem granaty. Niezbyt mądre bydlę wbiegało na nie za każdym razem. Niestety ostatni trafił prostu pod moje stopy, wyrzucony falą uderzeniową od tupnięcia wielkiej łapy. Do teraz nie wiem, jak mój egzoszkielet to wytrzymał. A nie, wróć - po to wydałem majątek na ulepszenia. Ubiłem bydlę i utopiłem ponad połowę wartościowej amunicji. No cóż, przynajmniej w plecaku zrobiło się dodatkowe miejsce na wyrżnięte z ciała olbrzyma trofea. W porównaniu z tym starciem, zniszczenie w pojedynkę posterunku Monolitian było spacerkiem. Jeden most i jeden tunel dalej, czekał Limańsk, a w nim jeszcze więcej radiacji i silna aktywność Monolitu. Trzymajcie kciuki.

[ Dodano: 21-10-2019, 08:53 ]
Nie licząc członków Monolitu, zaułki Limańska były martwym labiryntem. Mimo to, powodowany ciekawością, parłem do przodu. Ze zrujnowanych domów przedarłem się do nieukończonego bloku mieszkalnego, gdzie powitał mnie pierwszy duży oddział wroga i byłem zmuszony do wykorzystania granatów i kilku apteczek. Wrogowie niestety nie mieli na wyposażeniu, żadnych uzupełnień, a miało być tylko trudniej. Kilkadziesiąt metrów za bramą budowy, Monolitianie zbudowali przyczółek ochraniający przejście do opuszczonego szpitala. Zaskoczyłem ich jednak i pozostałe granaty zrzucone z dachów okolicznych domów, mocno przetrzebiły ich siły. Reszty dopełniła wierna pompka. Pancerz tez nie wyglądał najlepiej, ale jak na złość - byłem już za daleko. Nie wiedząc, co jeszcze mnie czeka przeszedłem do opuszczonego szpitala. Dotarłem tam już po zmroku. Wewnątrz, jakżeby inaczej, czekały spore siły wroga, ale tłumikowany pistolet i skradanie pomogły mi w eliminacji niektórych z nich. Gdyby nie bandaże znajdowane przy poległych wrogach i cholernie drogi moduł leczenia zainstalowany przezornie w egzoszkielecie, mógłbym pomarzyć o zwycięstwie. Sporym problemem okazały się też dwa gniazda CKMów, które szperaczami przeszukiwały wąskie zaułki budynku. Gdy uporałem się również z nimi, coś sobie uświadomiłem. Zawrócić nie byłem w stanie, a droga naprzód prowadziła wprost do czernbobylskiej elektrowni. Kombinowałem długo, ale to było jedyne wyjście. NA PDA sprawdziłem trasę dookoła. Musiałem obiec elektrownię brzegiem strefy, i dostać się do Zatonu. łatwiej powiedzieć niż zrobić. Między plamami radiacji, polami anomalii i psionicznymi, przechadzały się pseudogiganty. Z pierwszymi zagrożeniami poradziłem sobie, łykając niemal wszystkie dostępne tabletki. Przed gigantami po prostu zrejterowałem. Brakowało mi już sił i amunicji by próbować nawiązać walkę z takimi gąbkami na pociski. Podróż, chociaż krótka, była stresująca. Szare bloki elektrowni straszyły mnie swoim cichym ogromem. Wiedziałem też, że będę usiał tam wrócić. Oby silniejszy.
Gdy w końcu dotarłem do Zatonu, przywitały mnie trzy dziki. Kocham Zonę.

[ Dodano: 03-12-2019, 14:30 ]
Ledwie powaliłem trzy kabany. Zostały mi cztery marnej jakości samoróbki śrutowe. Cztery! Plecak ze zbędnym żelastwem wepchnąłem do jamy w ziemi i pobiegłem ile sił na Skadowsk. Brodacz nie zamykał śluzy na noc. Już po ?(dłuższej) chwili cieszyłem się ciepłem kubka z herbatą z prądem, a Brodacz wyceniał moje znaleziska. To, czego nie chciał, opchnąłem Sowie na drugim poziomie. Handlarz wziąłe też inform,acje i odpłacił się własnymi. Zdecydowałem jednak, ze nie skorzystam z lokalnych zadań zbyt wiele. Obkupiłem się amunicją i naprawiłem sprzęt. Sławnego Kardana nie było już w Zatonie. Podobno wybył do Jupitera. Może dłubie teraz z Azotem? Resztę zdobytej gotówki wydałem na usługi przewodników, by wrócić spokojnie i bezpiecznie do magazynów wojskowych. W plecaku miałem trochę towaru na zlecenia dla wolnościowców, a w szczególności zestaw narzędzi precyzyjnych dla ichniejszego mechanika. Teoretycznie powinien mi wtedy ostatecznie skalibrować egzoszkielet. Chciałem też naprawić w końcu GP-37 i zgarnąć amunicję natowską oddaną na przechowanie barmanowi. Tyle do zrobienia, a tak mało czasu.

[ Dodano: 07-01-2020, 10:36 ]
W okresie świątecznym, korzystając z urlopu i promocji w EpicStore zaopatrzyłem się w Metro Exodus. Po ukończeniu drugiej mapy mogę podzielić się wrażeniami. Już przy pierwszym uruchomieniu, urzekło mnie kameralne intro z rozpadającymi się na wietrze postaciami, które wyglądają jak utrwalone mrozem podczas walki. Obrazu dopełnia przejmująca muzyka, która wprowadza w nastrój beznadziei.

Dla osób zaznajomionych z poprzednimi grami z cyklu Metro, może być pewnym zaskoczeniem, że tylko prolog nowej części nawiązuje do nich klimatem klaustrofobii moskiewskiej kolei podziemnej. Fabuła jest kontynuacją poprzednich gier i książek z cyklu, więc nie było dla mnie problemem połapanie się we wszystkim, jednak nowy odbiorca mógłby mieć problemy, bo dziennik jest udostępniony dopiero dużo później. Znajomość uniwersum niesamowicie ubogaca rozrywkę.

Spoiler:

Znany z poprzednich części Artem, opętany obsesją życia na powierzchni, bardzo często nasłuchuje śladu audycji w radiowym szumie, wystawiając się na radiację. Postawiony pod ścianą, przypadkiem odkrywa tajemnicę Hanzy - ludzkie życie na powierzchni istnieje. W poszukiwaniach innych ludzkich osiedli, towarzyszą mu żona (Anna - snajperka Zakonu), teść (pułkownik Młynarz) i bracia Spartanie.) Zaraz po prologu otrzymujemy do dyspozycji misje w quasi otwartym świecie na powierzchni. Skradziony pociąg służy jako środek transportu i centralna oś napędzającą fabułę. Jest jedynym środkiem transportu, który ma szanse dostarczyć grupkę stalkerów w bezpieczne miejsce, działa jako dom na kółkach i baza wypadowa, ale wymaga również konserwacji i paliwa.



Graficznie nowa część wygląda niesamowicie dobrze, deklasując poprzedniczki, które w swoim czasie wyznaczały postapokaliptyczne trendy. Pozytywnie zaskakuje ilość drobnych, ale bardzo potrzebnych detali. Wszechobecny, ale zróżnicowany gruz, złom, połacie brudnego śniegu, wymarznięte , wpół zjedzone trupy, ulający w ruinach wiatr - wszystko to jest z jednej strony są malownicze, a drugiej przygnębiające. Mimo spokojnych, ciepłych, a nawet rodzinnych momentów pomiędzy etapami walki, zepsucie świata wsącza się w gracza bardzo silnie, tym bardziej, że pomijając błyskawiczne mutacje, to bardzo prawdopodobna wersja naszej przyszłości. Bardzo cieszy mnie, że nie ma ograniczeń czasowych na wchłanianie również tych spokojniejszych fragmentów - nadają głębię postaciom i wciągają w świat. Swoją drogą ten sam zabieg bardzo przydałaby się poprzednim częściom, które w nadmiarze korzystały z istnienia książek. Jedyny zarzut mogę mieć do momentami koślawych animacji, szczególnie twarzy, które gryzą w towarzystwie naprawdę dopracowanych modeli postaci i do głupawej AI przeciwników. Pozostałe aspekty - gromadzenie ekwipunku, prosty crafting, ulepszenia broni to już tylko wisienka na torcie.

Dla miłośników postapo, to moim zdaniem pozycja obowiązkowa - oczywiście z rosyjskim audio z polskimi napisami. Exodus dobitnie pokazał Faloutowi 4 jak radzić sobie z otwarciem świata, grafiką i mechaniką braków w apokaliptycznym świecie. Warto.

[ Dodano: 17-01-2020, 15:02 ]
Ujrzane po niecałych czterdziestu godzinach gry zakończenie, mimo kilku pozytywnych nutek, było dla mnie po prostu smutne. W przepięknie zniszczonym świecie nie pozostało już niemal nic wartego ratowania, a ja chcę więcej - konkluzji radośniejszej i mniej szarej, albo chociaż możliwości jej poszukiwania. Słucham muzyki z gry (a szczególnie Race against Fate i Dawn of Hope), która miała wielką rolę w zbudowaniu tego klimatu i dumam nad wnioskami po zagraniu. Autorzy obudzili we mnie nie tyle zainteresowanie naprawdę niezłymi bohaterami i ich losami, ale ludzkością jako taką. Zastanawiam się, gdzie kończy się gra, a zaczyna nasza codzienna szarówka. Wrażenie pogłębia fakt, że gra premiuje ciche podejście. Działa to zarówno pod względem mechanizmów (skąpe zasoby łatwo zmarnotrawić na przedłużające się wymiany ognia. Ostatecznie wykorzystywałem głównie najtańszą w wykorzystaniu broń) jak i wzmocnienia zanurzenia w fabule (ja kontra świat). Kończę teraz DLC The Two Colonels, które doprecyzowuje niektóre fragmenty fabuły i wracam do poszukiwań pozytywów w świecie. Jednym z pierwszych jest fakt, że wydano Metro Exodus i miałem możliwość zagrania.

Pojawiły się również plotki jakoby na PC miał trafić port Horizon: Zero Dawn. Jeśli tak będzie, na pewno będę starał się zagrać.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
Ostatnio zmieniony przez Sorata 14-10-2019, 12:34, w całości zmieniany 1 raz  
   
Profil PW Email
 
 

Odpowiedz  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 13