Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Tankyuu] Sto ogonów Nidhogga
 Rozpoczęty przez »Sorata, 01-03-2018, 12:45

21 odpowiedzi w tym temacie
»mablung   #21 
Agent


Poziom: Keihai
Posty: 106
Wiek: 27
Dołączył: 05 Paź 2010
Skąd: Warszawa
Cytuj
Kilka kubków uspokajających ziółek oraz kilkanaście pytań później razem z podinspektorem Kenichim opuścili dom państwa Ryuzakich. Ich notesy pełne były informacji, ale nie przybliżało ich to zbytnio do rozwiązania zagadki. Nic nie wskazywało, że młody udał się celowo do domu ofiary, chyba że rodzice o czymś nie wiedzieli. Tak czy siak zdawało się, że obecność jego plecaka była równie losowa, co wybór akurat tej rodziny. Podinspektor odwiózł go do wynajętego mieszkania. Widok zdruzgotanej kobiety oraz jej męża odcisnął się w psychice obu mężczyzn. Mablung podziękował za dzisiejszą współpracę. Marzył teraz tylko o ciepłym posiłku i co najmniej dziesięciu godzinach snu.

Dwa opakowaniu błyskawicznych zupek serowych walały się na stole. Obok nich stał włączony laptop. Powoli przesuwający się na ekranie pasek wskazywał na ładowanie się danych po naprędce ustanowionym połączeniu sieciowym. Mablung liczył, że jego kontakt w Babilonie wydobył coś z podejrzanej kobiety. Tylko dlaczego ta sprawa cały czas tak go to męczyła? Rytualny mord na przedmieściach Fojikawy i morderstwo kamerdynera w kościele w Isztarze. Logicznie myśląc nie ma żadnego połączenia, ale coś tutaj nie pasowało. Nie miał pełnego obrazu, jedynie kawałki układanki, które jak na złość nie chciały tworzyć jasnego obrazu. Niech to cholera weźmie!
Leżał na łóżku w ubraniu, wpatrzony w sufit. Układał sobie już po raz setny wydarzenia w głowie. Mieszkanie, zakrwawione dziecko, ułożenie przedmiotów w pomieszczeniu, plecak, dzieciak uciekający od rodziców, Khazar, zerwane połączenie, rytuał... rytualny?

Nawet nie wiedział kiedy odpłynął. Obudził się w nocy. Pokój skąpany był w delikatnym niebieskim świetle monitora. Na zewnątrz przejechała kolejka łomocząc szybami we wszystkich oknach. Chwilę zajęło mu odzyskanie pełnej świadomości. Długo nie można żyć w taki sposób. Całkowicie rozstroił swój zegar biologiczny. Kiepskie jedzenie, krótki, nierówny sen. Zaraz jeszcze zacznie widzieć zwidy z jakimś wariatem z ostrzami na palcach.
Gdy uspokoił zawroty głowy uniósł się i rozpiął koszulę. Kołnierz uciskał mu szyję. Odcinał mózg od tlenu.
Podszedł do okna, po drodze roztrącając pliki dokumentów wysypane na podłodze. Czuł się jak zombie. Zimny powiew poranka z pewnością go rozbudzi. Oparł się o framugę i spojrzał w dół na powoli budzące się do życia miasto. To był chyba jedyny spokojny moment w tym siedlisku rozpusty i korupcji. Za późno, by kontynuować mafijne przepychanki o teren, a jednocześnie za wcześnie na wyrywanie kobietom torebek z dobytkiem. Cisza, spokój i ptaki ćwierkające tuż nad głową. Wrócił myślami do młodego Ryuzakiego.
" Uciekam z domu. Innego wyjścia nie ma, śledczy na pewno zauważyli by ślady porwania z domu, zresztą rodzice pewnie również. Wracam więc do domu, nawet nie rozpakowuje plecaka, nie biorę dodatkowych ubrań, udaje się do domu dziewczynki, z którą mnie nic nie łączy, a jej rodzice nie reagują na pojawienie się niezapowiedzianego gościa. To bez sensu"
Odpalił papierosa. Zauważył, że ostatnio coraz częściej palił. Niewątpliwie zły wpływ Kenichiego. Wypuścił kilka kłębów dymu.
"Dobra, zastanówmy się jeszcze raz. Może nie chce uciec z domu? Wychodzę albo nawet nie wracam do domu. Idę na placówkę poczty, wysyłam paczkę o której rodzice też zapewne nic nie wiedzą. W jaki sposób mój plecak trafia do denatki? Jestem porwany wcześniej, czy po prostu trafiam w złe miejsce o złym czasie? Po co w ogóle przejmować się dodatkowym bagażem i ryzykować przy planowaniu popełnienia potrójnego morderstwa? To nie ma sensu!"
Na razie nie pozostaje nic innego jak pozwolić ludziom podinspektora dalej pracować. To jest zadanie w sam raz dla szeregowych. Wyśledzić przesyłkę oraz odtworzyć kroki chłopca do momentu pojawienia się na poczcie. Jak głęboko może być w to zamieszany?
Całe to śledztwo przypominało krążenie po labiryncie ogrodowym. Nic nie widać, a kolejna ścieżka co rusz kończy się ścianą żywopłotu. Jeszcze okaże się, czy ta konkretna droga również okaże się ślepym zaułkiem, czy ukrytymi drzwiami. Na razie warto chyba jednak złapać za inne sznurki.
Pstryknął petem na ulicę i zamknął okno. Czuł jak bryza wywołuje u niego gęsią skórkę. Poszedł do lodówki po puszkę z energetykiem. Żołądek podpowiadał, że zwymiotuje, jeżeli jeszcze raz napije się kawy. Zasiadł przed laptopem. Pliki danych skończyły się ściągać jakiś czas temu. Cirilo przysłał mu zeskanowane wnioski z wizji lokalnej, zdjęcia miejsca zbrodni i denata. Stenogramy z przesłuchania świadków, jakiejś staruszki mieszkającej po sąsiedzku oraz policjantów odpowiedzialnych za pochwycenie podejrzanej. Było tego sporo, ale nabierał już wprawy. Przeczesywał ekran wzrokiem wychwytując jedynie najpotrzebniejsze informacje. Działał niczym w transie dopóki nie otrzeźwił go dzwonek telefonu.
- Mam nadzieje, że nie obudziłem? - to był Kenichi. Jego głos brzmiał okropnie, jakby cała jego niedawna energia została wyssana z niego odkurzaczem. Też miał ciężką noc.
- Nie. Nie spałem. Czemu dzwonisz po nocy?
- Po nocy? Jest już grubo po dziesiątej.
Mablung wyprostował się. Faktycznie, za oknem świeciło już słońce w całej swojej chwale. Również poziom hałasu się podniósł. Nie zwrócił na to uwagi. Trafił akurat na coś interesującego.
- Nie ważne - kontynuował podinspektor. - Również kiepsko spałem tej nocy. Miałem zresztą robotę.
Głęboki wdech. Znowu palił.
- Pamiętasz jak pytałeś się o tę khazarską kapitan, Muece?
- Oczywiście. Odezwała się?
- Nie, ciągle czekamy na oficjalne stanowisko khazarskiej policji w sprawie naszego pisma. Przejrzałem jednak jeszcze raz rejestry, które nam przysłała i chyba mam dowód na połączenie tej sprawy z wszystkimi innymi.
Mablung zerwał się i podszedł do okna. Czuł rosnącą ekscytację. Nawet nie spodziewał się, że może się tak czuć. Policjant mówił dalej:
- Mueca nie działała sama. Miała współpracownika, detektywa Wiliama Andersona.
- Wiemy coś o nim? - wtrącił.
- Na razie nie, ale wrzuciłem już zapytanie do serwera. Jeden z oficerów współpracujących z detektywem zaznaczył w raporcie, że bardzo interesowały go wszelkie symbole oraz obecności przedmiotów szachowych w miejscach przestępstw albo powiązane z nimi.
- Dziwna prośba - Mablung nie wytrzymał. Również sięgnął do kieszeni po paczkę oraz zapalniczkę.
- Też tak pomyślałem. Zbyt szczegółowa, jakby szukali czegoś co stanowiło by motyw albo wskazówkę. Tak czy siak przejrzałem jeszcze raz wszystkie dowody. W pokoju rodziców była rozstawiona partia. Czarne wygrywają przez szach-mat na białym królu.
- Myślisz, że praktykowali logikę przed snem?
- Wierzysz w taki przypadek?
Mablung spojrzał na ekran laptopa. Przypomniał sobie ostatnią wiadomość jaką napisał do niego Cirillo. Wiadomość, która w dziwny sposób łączyła się z tym czego przed chwilą dowiedział się od Kenichiego.
- Nie. Rozpocznij poszukiwania tego detektywa. Jeżeli nie możemy się dostać do kapitan Mueci to może od niego się czegoś dowiemy. Zbadaj też wszelkie możliwe motywy związane z szachownicami i figurami szachowymi na przestrzeni wieków. Możliwe zbrodnie, motywy przestępstw, symbolika...
- Wielkie umysły myślą podobnie. Już zleciłem to moim ludziom. Co ty zamierzasz robić?
- Muszę złapać samolot do Tenri.

***


- Corsoza, przyjacielu...
- Bez nazwisk, do cholery! Oszalałeś?
- Nie. Dokładnie wiem czego chcę - głos agenta był zimny niczym sopel lodu. Brzęczał w nim metal oraz nadchodzące zagrożenie. - W tym wypadku chodzi o nazwisko. Kto?
- Nie mogę. Oni mnie zabiją - zajęczał żałośnie babilończyk.
Oni?
- Mieliśmy układ, zapomniałeś? A może chcesz sprawdzić jak sprawnie działa oddział wewnętrzny w Isztar?
- W dupę sobie możesz wsadzić te groźby. To nic w porównaniu do tego co oni mogą mi zrobić. Gdybyś słyszał to co ja, też by się trzymał od tego z daleka - odwarknął. Najwyraźniej ci "oni" przerażali go bardziej niż oskarżenie o korupcję. Interesujące. Pan Corillo Corsoza był chyba połączeniem do wielu interesujących person w Isztarze. Warto by to zapamiętać i przekazać do archiwów, żeby uzupełnili jego teczkę. Na razie trzeba było jednak zmienić taktykę. Zastraszenie już dłużej nie działało. Przynajmniej nie przez telefon.
- Posłuchaj. Sprawa w którą wdepnąłeś jest naprawdę śmierdzącym kawałem gówna. Ciągnie się za nią szlak trupów. Jeżeli nie chcesz, żeby do listy dołączyła twoja szacowna persona lub twoja córka, musisz pomóc mi to rozwiązać.
Łagodniejszy i szczery głos chyba zrobił swojej. Oddech policjanta po drugiej stronie wyraźnie się uspokoił. Kiedy przemówił był do bólu rzeczowy.
- Tak jak pisałem. Dostałem dane od człowieka, który wyruszył w sprawie morderstwa w kościele do Tenri. Miałem przekazać je odpowiednim ludziom. Po tym wszystkim kontakt się urwał. Nie wiedziałem co robić.
- Czemu wyprawił się aż do Tenri skoro do morderstwa doszło w Isztarze?
- Z tego co zrozumiałem, sprawy które prowadziła ta cała Mueca były jakoś powiązane z tym morderstwem.
- Czemu go to w ogóle obeszło?
- Sprawa prywatna - odezwał się po chwili policjant. Mablung mógłby przysiąc, że gryzł się właśnie w wąs. W każdym razie chodziło vendettę.
- Skoro ta "organizacja" tak troszczy się o anonimowość, to czemu do mnie z tym napisałeś?
- Obiecałem cię informować o wszystkim. Poza tym jestem przecież cennym źródłem informacji, prawda? Mam wiele dojść. Z pewnością możemy sobie jakość pomoc, w zamian za odpowiednią zapłatę...
"Tu cię mam! - Mablung nacisnął przycisk w telefonie wyłączając dyktafon zainstalowany w aparacie. - Stary dureń boi się o swoje życie. Liczy, że w zamian za przydatne informacje dostanie ochronę. Aż trochę żal jego głupoty. Trzeba będzie kiedyś wykorzystać tę słabość."
- Czyli informacje w zamian za dbanie o twoją skórę? Wysoko się cenisz. Powiedz co wiesz, wyjedź z córką na urlop gdzieś poza miasto, a ja się zastanowię. Stoi?
Mężczyzna ochoczo potwierdził, po czym zaczął referować to co wyczytał z danych otrzymanych od tajemniczego mściciela. Czas na zdobycie jego tożsamości jeszcze nadejdzie. Na razie agent wysłuchał dokładnie raportu, obracając w palcach kartę pokładową lotu do Khazaru

***


- Powtarzam kolejny raz, panie Anderson, że to niemożliwe.
Postawny mężczyzna stał przygarbiony nad biurkiem khazarskiego inspektora policji, nerwowo przebierając nogami. W rękach trzymał mały notatnik, co chwilę też poprawiał druciane okulary spadające mu na kraniec nosa. Wyglądał na silnego mężczyznę, ale z zachowania i postawy przypominał bardziej zniewieściałego mamisynka. Cały drżał ze zdenerwowania, był niezdarny oraz jąkał się pod spojrzeniem drobnego oficera siedzącego za dębowym biurkiem. Z zawieszonej na szyi przepustki prasowej spoglądało jego zdjęcie z podpisem: "Marcus Anderson". Zdecydowanie nie czuł się pewnie w samym środku wydziału morderstw w Tenri.
- A-ale mam przepustkę i l-list potwierdzający od mojego przełożonego....
- Nic mnie to nie obchodzi. Nie mamy prawa przekazać niczego, co mogło by narazić śledztwo na szwank.
- M-m-mi chodzi wyłącznie o sprawy zamknięte - odparł z zabójczo szczerym uśmiechem Marcus, jakby to miało załatwić sprawę. Najwyraźniej oficer był innego zdania, bo nie zmienił srogiego wyrazu twarzy.
- Posłuchaj mnie pismaku - powiedział z groźbą w głosie powoli wstając. Nawet wtedy ledwo sięgał swojemu rozmówcy do ramion. To jednak nie przeszkodził mu uciszyć go jednym gestem, gdy ten chciał zaprotestować.
- Łajno mnie obchodzi z czym przyjdziesz i dla kogo pracujesz. Nie dostaniesz się do raportów, chyba że po moim trupie. Nie pozwolę, żeby jakiś zagraniczny dziennikarzyna buszował po naszych archiwum w poszukiwaniu brudów do opublikowania w swoim zapyziałym serwisie plotkarskim
- A-ale te-te-telewizja O-optima jest szacowanym źródłem ob-obiektywnych informacji. Tworzymy właśnie reportaż o...
- Pies to lizał - przerwał niekulturalnie policjant opadając bezsilnie na fotel, który wcześniej zajmował. Dziennikarz nie zamierza odpuścić.
- C-czy mó-mógłbym w takim razie po-porozmawiać z p-p-pania ka-kapitan Mu-mu-u-ecą?
- Oho, kolejny do naszej ukochanej kapitan? - zaśmiał się głośno szeregowy, ale szybko zamilkł pod spojrzeniem przełożonego. Nie uszło to uwadze Marcusa.
- Pani Kapitan jest niedostępna. Od kilku tygodniu znajduje się na zwolnieniu lekarskim.
Dziennikarz westchnął zmartwiony i skurczył się jeszcze o kilka cali.
- W w w takim ra-razie dzi-dziękuje panom.
- Spadaj, szczawie i zostaw śledztwa profesjonalistom.
Marcus odwrócił się na pięcie, zahaczając teczką z dokumentami o stojący na biurku kubek z kawą, który zalał przeglądana przez oficera gazetę oraz zostawił solidną plamę na jego mundurze. Uginając się w przeprosinach opuścił pomieszczenie, zanim policjant wyładował na nim swoją wściekłość.
Agent Mablung wyprostował się i zrzucił perukę dopiero kilka przecznic dalej od posterunku. Jego kolejnym celem było mieszkanie kapitan Mueci

Na szczęście w folderze otrzymanym od Tajemniczego-Mściciela, znajdował się prawdopodobny adres kobiety. Jedna z wielu dzielnic Tenri. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, podobnie jak blok z jej mieszkaniem. Poczekał chwilę, aż znajdzie się ktoś na tyle nieostrożny by zostawić niedomknięte drzwi na klatkę. Tam szybko podszedł po wskazany w pliku numer. Nie musiał pukać. W środku nikogo nie było. Mogło to oznaczać, że poszła na spacer, ale dookoła tej sprawy było już dość zaginięć. Trzeba było jakoś dyskretnie zaczerpnąć języka. Podszedł do sąsiednich drzwi, z których dobiegało delikatne miauczenie co najmniej trójki kotów. Nie pomylił się.
- Dzień dobry, jestem przedstawicielem spółdzielni mieszkaniowej - powiedział gdy drzwi otworzyła mu starsza kobiecina z kotem na ręku. Drugi łasił się jej pod nogami. - Prowadzimy kwartalne badanie zadowolenia naszych lokatorów. Moi szefowie są bardzo dokładni i nie popuszczą dopóki nie poznam opinii każdego mieszkańca. Wie, pani może kiedy wróci pani Mueca z pod dwudziestki trójki?
Kobieta zmierzyła go spojrzeniem od czubków wypolerowanych lakierek, po wyprasowaną koszulę oraz nieskazitelną fryzurę. Najwyraźniej wizja przebiegła pomyślnie bo uśmiechnęła się drapiąc rudzielca na rękach za uchem.
- Ah, szanowna pani kapitan? Bo pan z pewnością wie, że jest kapitanem policji? - zaczęła wysokim głosikiem.
- Nie, prosze pani nie widziałem. Dawno temu wyszła?
- Hm... chyba tak. Właściwie to dawno jej nie widział, będzie już z dwa tygodnie! Pewnie na urlop pojechała. Jest niesamowicie pracowitą kobietą i ma tak niebezpieczną pracę. Szkoda, że jest sama. Szkoda, żeby tacy ludzie żyli samotnie. Pasowałby pan do niej.
Mablung uśmiechnął się, nie wiedząc jak odpowiedzieć na takie dictum. Nieobecność Mueci była mu jednak na rękę.
- Rozumiem, wielka szkoda. Z pewnością byśmy się dogadali. Dziękuje w takim razie i życzę miłego wieczora.
Odwrócił się na pięcie, zmierzając w kierunku schodów.
- Chwileczkę. Nie miał pan poznać opinii wszystkich mieszkańców? - zapytała go podejrzliwie. Agent zatrzymał się w miejscu.
"Szlag"
Odwrócił się z powrotem do kobiety z szerokim uśmiechem na ustach.
- Ależ oczywiście. Musiałem jednak sprawdzić czy mieszkanie pani Mueci... posiada dzwonek do drzwi. Mieliśmy skargi na działanie niektórych.
Zaznaczył solidnego ptaszka na pustej stronie notatnika i ponownie podszedł do staruszki.
- Czy miała by pani, jakieś uwagi co do działania spółdzielni?
- Oh kochaniutki, całe mnóstwo. Zapraszam na herbatkę, ciastka. Zaraz wszystko panu opowiem.
- Niestety, proszę pani. Nasze zasady zabraniają nam...
- Bzdura. Niech pan wchodzi. Nie jest pan chyba uczulony na koty?
Po tych słowach spojrzała na niego niczym na coś skażonego oraz nieczystego. Jakby uczulenie na koty było jasnym dowodem niższości takich ludzi. Poczuł pot spływający mu po karku ciężkimi kroplami.
- Oczywiście, że nie.
- To na co pan jeszcze czeka? - złapała go za ramię i niemalże siłą zaciągnęła go do środka. - Zrobię panu herbatę, a pan notuje. Na początek ten sąsiad z góry co tak strasznie chrapie...

Kobieta zanudzała go swoimi opowieściami przez co najmniej kilka godzin. Przez całe śledztwo nie zrobił tylu notatek co w trakcie tego jednego posiedzenia. Dowiedział się wszystkich możliwych plotek jakie krążyły po spółdzielni, a nawet o której godzinie kto, gdzie uprawia nierząd bez ślubu! Brakowało jeszcze tylko dokładnej liczby gryzoni, karaluchów i pluskw mieszkających wraz z domownikami.
Nie było jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Poznał dokładny rozkład lokali, utwierdził się w przekonaniu, że w nocy nikt nie powinien mu przeszkodzić. Poznał nawet kod dostępu na klatkę oraz rozmieszczenie kamer ochrony. Dlatego gdy pojawił się ponownie przed drzwiami mieszkania kapitan Mueci był pewien, że nikt mu nie przeszkodzi.
Włam nie należał do jego specjalności. Zajął mu zdecydowanie więcej czasu niż zamierzał. Gdyby było to bardziej strzeżone miejsce, pewnie wpadłby już kilka razy. Na szczęście kapitan Mueca wolała swobodę od przesadnego bezpieczeństwa. Gdy wreszcie przebił się przez zabezpieczenia zamka, wślizgnął się do środka zamykając za sobą drzwi. Włączył podręczną latarkę. Kominiarkę oraz rękawiczki tez zostawił na swoim miejscu. Przezorny, zawsze ubezpieczony.
Liczył, że kapitan mogła mieć u siebie jakieś wskazówki odnośnie prowadzonych przez siebie śledztw. Wyglądała na zdeterminowaną, żeby rozwiązać tę sprawę. Trzeba było więc dyskretnie poszukać dalszych wskazówek. Mieszkanie było pozostawione w nieskazitelnej czystości. Wszystko odłożone jak pod linijkę. Żadnych śladów walki ani włamania. Wyglądało na to, że faktycznie po prostu wyszła, zamykając za sobą drzwi. Gdzie jednak zniknęła skoro na komisariacie nikt nie miał od niej żadnych widomości odkąd poszła na zwolnienia? Może nacisnęła na jeden odcisk za dużo i w końcu skończyła siedem stóp pod ziemią albo trafiła na coś co mogło przybliżyć ją do morderców, więc musiała zamilknąć. Tak czy siak, spodziewał się znaleźć tutaj coś istotnego. Rozpoczął od oczywistych miejsc. Szafek, szuflad, segregatorów na dokumenty. Potem przeczesał sypialnie, salon, kuchnie, a nawet łazienkę. Nigdzie nie znalazł niczego ciekawego. Znowu jednak odezwał się jego instynkt. Przeczuwał, że Mueca wiedziała, że koniec końców może stać się celem. Musiała mieć jakąś swoją kryjówkę. Pozostawało tylko ją znaleźć.
Po ponad godzinie był pewien, że sprawdził wszystko, od kosmetyczki po pawlacz w kuchni. Nie znalazł niczego szczególnego. Zrezygnowany usiadł pod ścianą. Miał olbrzymią ochotę zapalić, ale nie mógł tego zrobić. Względy bezpieczeństwa. Przeczesał pomieszczenie światłem latarki. Zatrzymał się na chwilę na stojącej w salonie szafie. Coś w niej nie grało. Otworzył skrzydło. Wewnątrz znajdowały się płaszcze oraz jej mundury. Złapał za pusty wieszak i przystawił go do bocznej ściany. Wystawał do połowy. Przystawił go do tej samej ściany, ale na zewnątrz. Schował się cały.
"Podwójne dno"
Wyrzucił szybko zawartość na łóżko. Zaczął skrawek po skrawku przesuwać dłońmi po tylnej ścianie szafy. W pewnym momencie natrafił na wgłębienie w sam raz do włożenia kilku palców. Sapnął i odchylił z trzaskiem skrytkę. Kilka dokumentów, amunicja, pistolet, mnóstwo kurzu oraz plik dokumentów. Otworzył go na chybił trafił. Wydruki były wypełnione odręcznym pismem. Dopiski Mueci.
"Bingo"


Pochylamy się przed inteligencją
Klękamy zaś przed dobrocią
   
Profil PW Email
 
 
»Sorata   #22 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1411
Wiek: 32
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Spoiler:

Uczestnicy:

  1. Mablung
  2. Hes

Streszczenie rozdziału: Pogoń trwa. W próbie sił pomiędzy ściganymi, a detektywami powoli dochodzi do przełomu.

Nagrody za rozdział:
  • Sorata +10 (Prowadzący)
  • Mablung +25 Niesamowicie przyspieszyłeś. Dyszysz w kark mordercy. Jeden zryw i znajdziesz to, czego szukasz. Tylko, czy podążysz we właściwym kierunku?
  • Hes + 22 Rozgryzłeś wspólny motyw przewijający się przez morderstwa. Jeszcze krok i powiążesz go z osobą.
Termin oddania wpisów:
    23.07.2018 (do północy)


Rozdział 5


Aktualna punktacja:
Hes – 11 hms
Mablung – 15 hms

Pamiętajcie o niewykorzystanych bonusach z poprzednich etapów. Punkty nadal czekają na wykorzystanie.
Dodatkowe bonusy w etapie piątym:
Jak owca na rzeź: Wszedłeś w osobisty kontakt z mordercą, ale w formie jakiej się nie spodziewałeś. Z łowcy stałeś się zwierzyną. Przynajmniej wiesz, że byłeś na właściwym tropie. (+2 hms).
Podane na tacy: Dzielisz się podejrzeniami ze współpracownikami i otrzymujesz odpowiedź na pytanie, które zadawałeś sobie od dawna. [-1 hms za każde pytanie]. Do wykorzystania wielokrotnego.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 

Odpowiedz  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 13