Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Poziom 0] Shadow vs NPC (Kour'Qan) - walka 1
 Rozpoczęty przez »Shadow, 18-06-2017, 08:17
 Zamknięty przez Lorgan, 26-06-2017, 18:52

6 odpowiedzi w tym temacie
»Shadow   #1 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 251
Wiek: 24
Dołączył: 28 Maj 2015
Skąd: Zagłębie kabaretowe

Od autora: Szukajcie odnośników w gwiazdkach. Wskazują odwołania, czasem pomagają zorientować się w czasie. Tekst walki obejmuje duży okres, bo ponad rok. Duży fragment zainspirowany wierszem L. Staffa Deszcz Jesienny.


***


Westchnąłem ze zmęczenia. Od paru godzin wściekle padało, a i tak ledwie zdążyłem przed zamknięciem piekarni. Zarówno płaszcz, jak i kapelusz były przemoczone do ostatniej nitki. Jedynym, co ratowało sytuację, były pachnące świeżością bułeczki, którymi chciałem dziś rozpieścić siebie i moją lubą. Och jak pyszne są przysmaki z miejscowego targu. Przyjemne myśli trwały, póki pod drzwiami nie spostrzegłem znajomej sylwetki. Elena. Dawno niewidziana krewna, od zawsze pojawiała się dopiero, gdy miała jakiś kłopot. Mimo, że doskonale osłaniał ją wielki parasol trzymany przez jednego z goryli, tupała niecierpliwie nogą. No tak, wredne babsko nie mogłoby przyjść po prostu na herbatę. Po krótkim, suchym przywitaniu, wpuściłem ją do środka. Może i mnie irytuje, ale nie chciałbym, żeby na moim progu rozpuścił się jej kiepsko opłacany misio.
– Victor – zaczęła, gdy tylko znalazła się w środku. – Musisz wyjść wreszcie z cienia. Potrzebujemy Cię.
No i masz. Czy ja czegoś chwilę temu nie mówiłem? - Ciepłe wnętrze mojego sklepiku i kojący zapach książek, straciły swój urok gdy tylko się odezwała, wredna wiedźma.
– Kuzynko – odrzekłem swoim najsłodszym głosem, odbierając od niej płaszcz. – Zdajesz sobie sprawę, gdzie się znajdujemy?
– W twoim antykwariacie… – pięć punktów dla Białej Róży! – Co to ma do rzeczy?
– Na piętrze, w moim mieszkaniu śpi moja narzeczona. Zarówno ona, jak i ten antykwariat to najważniejsze co posiadam. Zawsze ci pomagałem i nie zamierzam przestawać, ale nie wiem, czy stoisz na pozycji, by wymagać więcej. Czy muszę ci przypominać, ze ojciec umarł w służbie Białej Róży, a lekarzy matki opłacam dzięki tobie już kolejny rok?
– Ale teraz mamy sytuację kryzysową.
– Czyli standardowo? - w obliczu takiej bezczelności trudno było nie reagować kpiną - Usiądź, kochana kuzynko, poczekaj, opowiedz co się dzieje w wielkim świecie. Ja zaparzę herbatę. Strasznie zmarzłem. - spojrzałem wymownie na jej ochroniarza, pod którym zaczynała się już gromadzić kałuża. To, że traktowała mnie lepiej, niż swój personel, okazało się marną, ale jednak pociechą.
Przechodząc do kuchni, wywiesiłem blaszaną tabliczkę „zamknięte”.

vs
Shadow – 300 道力 vs Kour'Qan – 2500 道力



***


Pamiętacie ten Cień, który, smutny śmiertelnie, pojawia się na każdym z Babilońskich balów? Oto on.
Ma na sobie czarny płaszcz i wypuszcza z ust szary dym. Jego oczy są stalą, a wzrok utrzymuje w mokrym od deszczu chodniku.
Plac przy Aniele Pojednania jest pusty, deszcz bezustannie pada od tygodnia, nawet patrole biskupie jakoś rzadziej pojawiają się na ulicach. Miasto jakby wymarłe, poszarzało jak niebo. Jedyną oznaką życia są żarzące się ledwo znicze.
Cień zatrzymuje się dopiero w cieniu pomnika. Ciemne plamy, które rzucają łączą się, przez moment Victor ma skrzydła, a przed jego głową wciąż widać plamy krwi na kostce brukowej. To krew chłopca, którego skatowano wczoraj, krótko po północy, tylko za to, że był biedny, tylko dlatego, że oprawców było trzech, a on był sam jeden i nie śmiał nawet krzyczeć o pomoc, kulił się u ich stóp do końca mając nadzieję, że zostawią tylko parę siniaków i może żebro złamane, jedno czy dwa. A oni zabili, tylko dlatego, że Tesem wczoraj poczęstował winem, które uderzyło do głowy.
Cień zaciska pięści, bezradny. Pluje w plamę krwi i idzie dalej, smutny śmiertelnie i zły, a deszcz pryska na jego nowe buty sprowadzone z Sanbetsu.

***


Leży w trawie, słucha gromkiej gitary i trzech przepitych głosów śpiewających o przebaczeniu od Boga. Długowłose dzieci, lat po dwadzieścia parę, wszyscy w kolorowych koszulach z długimi rękawami, szerokimi spodniami, powiewają warkoczami i śmieją się do siebie, pokazując brązowe od papierosów zęby. Za nimi rozciąga się pole namiotowe, a nad nimi szare niebo.
Cień słucha ich rozmowy. Mówią sobie o dawnych przygodach z narkotykiem – nazywają go słodkim Łamaczem – mówią sobie o seksie, mówią o Bogu. Śpiewają co chwila. Cień jest zły. Ich twarze są jasne i roześmiane, a Cień… On jest zły.
Jeden z nich zostawił w domu ciężarną narzeczoną i uciekł ze śliczną koleżanką, która chciała się z nim kochać pod gołym niebem. Jedna z nich oddała swojego ojca do domu starców, gdy najbardziej potrzebował jej opieki. A ten ostatni? Kradł i bił młodszych od siebie. A teraz wszyscy śpiewają o miłości i przebaczeniu. I o szacunku.
A Cień zaciska pięści, bezradny. Podnosi się i idzie, smutny śmiertelnie i zły, a ścigają go dźwięki rozstrojonej gitary.

***


Siedzi na placu zabaw w środku małego miasteczka. Ma na sobie czarną koszulę, a z ust wypuszcza szary dym. Jego oczy są szare jak niebo, które rozciąga się bezkresne nad jego głową. Słońce jeszcze świeci, usilnie zalewając ziemię swym żarem. Nadchodzą już jednak ciemne chmury.
Siedzi szary i niewidoczny na ławce z wyłamanym oparciem, a oczy utkwił w dziewczynce na huśtawce. Mała ma lat dziesięć, może jedenaście, nos pokryty gęsto piegami i włosy jak spalona słońcem trawa. Huśta się wolno, jakby nie miała na to wcale ochoty.
Cień wie, że nie ma. Wczoraj cała jej rodzina zginęła.
Cień patrzy, jak dziewczynka kiwa się na huśtawce jak wahadło. Jej twarz jest szara pod letnią opalenizną. Zaciska pięści, bezradny. Wstaje z ławki i idzie, smutny śmiertelnie i zły, a plamy potu rozlewają się pod jego pachami.



Siedzi przy łóżku swojej matki, w małej szpitalnej sali, gdzie światła są zbyt jaskrawe, a ściany zbyt czyste. Trzyma w swoich szarych dłoniach wyschniętą dłoń wykończonej lekami kobiety, która umiera samotnie, bo reszta rodziny skupia się teraz na ratowaniu interesu.
Kobieta jest nieprzytomna, ale Cień chce przy niej być. Niebo za oknem jest szare i chmurne, matka jest szara na tle nieskazitelnie białego prześcieradła, jej pierś ledwo się unosi pod szpitalną koszulą.
Syn słuchał kiedyś jej powieści. Mówiła o Bogu, chwaliła go za Jego wielkie dzieło, dziękowała Mu za swój dar, dzięki któremu zarabiała na życie. Dzięki któremu ratowała życia setek i tysięcy, często kosztem jednego.
Ale teraz tylko Cień siedzi przy jej łożu, delikatnie zaciska pięści, bezradny. Wie, że za oknami odbywa się właśnie walka, lecz nie wie, że niedługo i on do niej dołączy.

***


Czasem pojawia się jedno uczucie. Uczucie, które pcha nas do przodu, mimo przeciwnościom losu – daje niesamowitą siłę. Co z nim wtedy zrobimy zależy od każdego z nas. Większość zajmuje się czymś innym, aby jak najszybciej ono zniknęło. Ja? Ja postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i pójść na przód. Żeby naprawić ten pieprzony świat.

***


Pojawienie się w Khazarze, odebranie potrzebnego sprzętu, który załatwiła Elena i zaznajomienie się ze zwyczajami tu panującymi zajęło mi aż trzy dni. Dużo biorąc pod uwagę fakt, że po dotarciu na miejsce, jakie wybrałem, na zorganizowanie zasadzki został mi tyko dzień. Mały samochód terenowy, którym miałem się poruszać tymczasowo, musiał mi wystarczyć za składzik na broń i sypialnię. Do czego ja się zgłosiłem… Chociaż to i tak mało ważne biorąc pod uwagę rangę zadania.
Celem bowiem był konwój dostarczający narkotyki do Har. Prosta robota, o dużej wadze. Właścicielem konwoju jest bowiem jedna z większych, rosnących spokojnie pod patronatem aktualnego, niekoronowanego władcy półświatka babilońskiego organizacji przestępczych. A taki cios mógłby ich sporo kosztować.

***


Wstałem wcześnie rano. Po porannym – skromnym, choć biorąc pod uwagę warunki, niektórzy mogliby uznać, że niezwykle porządnym – prysznicu ubrałem się i rozłożyłem cały ekwipunek na ustalonym wcześniej miejscu, oddalonym o niecałe 500 metrów od szosy. Dzięki Lumenowi za khazarskie dżungle. Z drogi mi samemu ciężko było dostrzec samochód, czy moje stanowisko, a co dopiero powiedzieć o kimś, kto mógłby tędy przejeżdżać? Rozstawiłem powoli i metodycznie ładunki wybuchowe na trasie, pogwizdując z uśmiechem. Co prawda ustawiłem ich chyba aż za dużo, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało. W końcu to nie moje tylko Eleny pieniądze. Wedle przewidywań konwój powinien przejeżdżać za pół godziny. Wróciłem na górkę, z której miałem doskonały widok i usiadłem przy snajperce. Z radością zjadłem kanapkę, którą zdążyłem zrobić wcześniej. Niedługo po tym usłyszałem niosący się pomiędzy drzewami warkot silnika. Położyłem się wygodnie, przykładając oko do lunety broni. Czekałem.
Nie trzeba było długo czekać. Pierwszy wybuch nastąpił, gdy jadący z przodu jeep wjechał z dużą prędkością w miny. Zaraz po nim nastąpił kolejny, gdy w powietrze wyleciała ciężarówka, która nie zdążyła wyhamować. Ludzie z trzeciego pojazdu mieli nieco więcej szczęścia. Wyskoczyli tuż przed uderzeniem w płonący wrak ciężarówki. Ci zostali wyeliminowani przyśpieszonymi elementem błyskawicy kulami, które wystrzelone zostały z mojej snajperki. Biedni, skołowani ludzie nie zdążyli się zorientować, co się stało, a już leżeli martwi. To było szybkie. I zbyt proste. Z uśmiechem w kilka chwil schowałem broń do bagażnika, wrzucając za nią karimatę, na której leżałem. Uzbrojony jedynie w colta zbiegłem w dół zbocza, zobaczyć czy nie zostały jakieś niedobitki.
Szybkie oględziny pokazały jednak to, czego byłem pewien. Robota została wykonana perfekcyjnie, a ja, mimo że ubrudziłem sobie ręce krwią, mogłem zaznać chwili spokoju. Teraz jedynie pozostało wrócić do samochodu i zmyć się, zanim ktoś z Har zorientuje się, co się stało.
Za późno. Do moich uszu doszedł ryk silnika. Szybka kalkulacja dała mi jasną odpowiedź – nie zdążę do samochodu. Odwróciłem się więc w stronę dźwięku, czekając i zamierzając udawać głupiego.
Wyłonił się powoli, pojedynczy motocykl, na tle zachodzącego słońca. Z początku widziałem tylko cień. Lecz z czasem dostrzegałem coraz więcej szczegółów. Wysoka, potężnie zbudowana sylwetka, jakby ciosanego z kamienia mężczyzny zbliżała się na motocyklu coraz szybciej. Albo przez stres tak mi się wydawało. Szybko obmyśliłem plan, co powiedzieć, jak go oszukać…
– Ty! – ryknął, gdy tylko dojechał i zsiadł, wkładając groźnie wyglądające rękawice. No i cały plan w piz…
– Ja – westchnąłem ze zrezygnowaniem, szybko zakładając swoje rękawiczki.
Świat jakby przyśpieszył. W jedną chwilę stojący przede mną człowiek urósł, skóra mu pociemniała. Czy on… Ma rogi? Nie miałem jednak czasu się nad tym zastanawiać. Ruszył na mnie, rycząc wściekle, niczym rozjuszony byk.
Oberwałem. Jeden cios, który mimo zablokowania rzucił mną kilka metrów w tył. Zdenerwowałem się i coś mi w głowie przeskoczyło. Momentalnie zacząłem widzieć świat lodowato precyzyjnie. Zakaszlałem krwią, wyjmując pistolet. Kilka strzałów przy jednoczesnym wycofywaniu się dało mi wystarczająco informacji. Kamizelka kuloodporna. A jego predyspozycje fizyczne – nie miałem co liczyć na wygraną. Wyglądałoby to, jak próba zabicia lwa przez wesołego, białego króliczka. Ale jego ciosy… Nie miały za grosz finezji. On po prostu uderzał, kopał, demonstrował co chwilę mięśnie, napinając je jak jakiś kulturysta. Był wielkim zwierzęciem. Przy kolejnej serii ciosów pozbawił mnie pistoletu, który poleciał gdzieś w bok. Na następną byłem już jednak gotowy. Braki w szybkości i sile zrekompensowałem umiejętnościami. Wyminąłem cios, lecący niczym młot na moje żebra i prześlizgując się obok ogromnego ramienia, zadałem jeden, wzmocniony wyładowaniem elektrycznym. Przeciwnik cofnął się dwa kroki wstrząśnięty.
– Stój. – Sam nie poznałem swojego zniszczonego głosu. A kolos stanął. – Jak się nazywasz?
– Jestem Kour'Qan – rzekł tym swoim zwierzęcym rykiem. – Potężny Kour'Qan, kapitan Orlich Skrzydeł. Zapamiętaj, od kogo zginiesz!
– W takim razie potężny Kour'Qanie, racz spojrzeć pod swoje stopy. – I spojrzał. A twarz wykrzywił mu grymas wściekłości. Ryknął coś niezrozumiałego. – Może i jesteś potężny, ale jak większość podobnych tobie – nie myślisz. Podobna mina to tej, na której się znajdujesz, wysadziła stojący tam wrak – rzekłem, wskazując pozostałości ciężarówki. – Jeżeli Ci życie miłe nie schodź z niej.
– Kim ty jesteś – warknął.
– Ja? Jestem prostym zabójcą – odpowiedziałem, podnosząc pistolet. – Prostym zabójcą, który zamierza oddać Białej Róży to, co zostało jej bezprawnie odebrane.


W więziennej rozpaczy...
   
Profil PW Email
 
 
^Curse   #2 
Komandor


Poziom: Genshu
Stopień: Shinobi Bushou
Posty: 551
Wiek: 32
Dołączyła: 16 Gru 2008
Skąd: Lublin/Warszawa?

Shadow,

Ktoś mi kiedyś powiedział, że najważniejsze jest to, by zainteresować czymś czytelnika. Nieważny jest sposób narracji, a wykorzystanie posiadanych możliwości. Twój sposób pisania jest bardzo specyficzny i stąpasz po cienkim lodzie, będąc gdzieś na granicy poetycznego kiczu. Nie piszesz źle, tylko nie poddajesz swoich tekstów konstruktywnej krytyce - nieistotne czy twojej własnej, czy kogoś innego.
Podoba mi się jak wpasowałeś wszystkie wątki w tak krótki tekst. Może się wydawać pourywany, ale poszczególne fragmenty są na tyle krótkie, że nie przeszkadza to w lekturze całości i jest zachowana ciągłąść. Podobnie sytuacja się ma już z fabułą ninmu. Opisane krótko, ale sensownie i wszystko gra. Rozumiem też, że na najniższym poziomie walki mogą nie być rozbudowane i zbyt finezyjne, a sam przeciwnik był ciężki do pokonania przez twoją postać. Całkiem przyjemnie go też opisałeś. Wydaje mi się tylko, że gdybyś choć trochę bardziej rozbudował tę część, byłoby jeszcze lepiej ;)

Muszę ci też niestety urwać co nieco z oceny końcowej za niefortunne ciągi zdań i rozwiązania, które po prostu kiepsko brzmią (lub wyglądają):
Shadow napisał/a:
– Na piętrze, w moim mieszkaniu śpi moja narzeczona.
Spokojnie można było dorzucić komentarz narratora po tym zdaniu (np. powiedział, podkreślając słowa...', unikając podkreśleń. Według mnie nie wyglądają najlepiej.
Shadow napisał/a:
Ma na sobie czarną koszulę, a z ust wypuszcza szary dym. Jego oczy są szare jak niebo, które rozciąga się bezkresne nad jego głową.
Tutaj wystarczyło zastąpić jedną "szarość" jakimś innym odcieniem :P
Shadow napisał/a:
Czekałem.
Nie trzeba było długo czekać.
Można było przenieść sens drugiego zdania (de facto pierwszego zdania nowego akapitu) do poprzedniego akapitu albo w ogóle zrezygnować z niego zrezygnować.
Kontynuując temat powtórzeń... to te celowe są spoko, ale trzeba z nimi bardzo uważać i mimo wszystko eliminować najwięcej jak się tylko da. Przy tak krótkim tekście da się to przeżyć, ale jeżeli będziesz pisał w tym stylu coś dłuższego, to gwarantuję ci, że większość czytelników zwątpi albo się wkurzy. Na dłuższą metę lepiej czyta się dobrze skonstruowane, dłuższe zdania, niż setki powtórzeń. Nawet tych zastosowanych celowo. I mówię to ja, maniaczka tychże :DD

Podsumowując, nieźle i według mnie zasługujesz na pewne 6
   
Profil PW Email
 
 
»oX   #3 
Rycerz


Poziom: Ikkitousen
Stopień: Samurai
Posty: 740
Wiek: 30
Dołączył: 21 Paź 2010
Skąd: Wejherowo

Shadow,

zacznę od paru technikaliów rzucających się w oczy.

Cytat:
– Czyli standardowo? - w obliczu takiej bezczelności trudno było nie reagować kpiną - Usiądź, kochana kuzynko, poczekaj, opowiedz co się dzieje w wielkim świecie. Ja zaparzę herbatę. Strasznie zmarzłem. - spojrzałem wymownie na jej ochroniarza, pod którym zaczynała się już gromadzić kałuża. To, że traktowała mnie lepiej, niż swój personel, okazało się marną, ale jednak pociechą.


Brak kropek, zaczynanie z małej litery, takie tam. W jednym miejscu... :DD Było też sporo powtórzeń i zdań podobnych do tego wyżej. Raz piszesz wszystko dobrze, raz wszystko chrzanisz. Pojęcia nie mam dlaczego. Pojawiały się głupie byki w postaci wyrazów pisanych osobno, a nie razem, ale nie chce mi się cofać, żeby to przytaczać.

Idąc dalej. Osobiście pominąłbym 3/4 tekstu, gdybym mógł. Krótkie akapity, rozciągnięcie historii, to ogólnie fajna sprawa, ale nie w tym przypadku. Było to po prostu zbędne. Podniosłem głowę dopiero, kiedy doszło do spotkania. Opisałeś to wszystko ciut chaotycznie, takie miałem wrażenie. Brakowało też szczegółów. Gdzie zaparkowałeś auto? Na górce? W dżungli? Nieważne. Szczerze mówiąc, czytało mi się nawet dobrze. Mogłeś poświęcić więcej czasu właśnie na tę część, a nie pierdoły ze wstępu. Sporym mankamentem było zachowanie Byczka.

Cytat:
Eisai:
→ Josa (Inquiry) - zdolność pozwalająca podczas pełnego skupienia przeczesać wzrokiem i słuchem całą okolicę, odkrywając najdrobniejsze detale.


Nie powiesz mi, że kapitan Orlich Skrzydeł nie zrobiłby tego :DD Widać było jego przewagę, ale po raz kolejny kwestia mechaniki. Mając -1 witalności, przyjmowałeś na klatę ciosy typka z siłą... 4. Teoretycznie powinieneś nie żyć, razem ze swoim glejakiem, jego synami i wnukami. Sprytnie wykorzystałeś minę, aby pokonać przeciwnika. Zabrakło kilkunastu dodatkowych zdań, abyś w moich oczach wygrał bez problemu. Mowa tu chociażby o jakimś krótkich epilogu. Moja rada? Mniej poezji, więcej finezji :ok: Znaczy się.. normalnych opisów i walki. Ewentualnie stwórz sobie barda xD

Koniec końców - nie mogę dać więcej niż 5.5, chociażbym chciał podciągnąć do wygranej. Może inni pomogą w awansie :)
   
Profil PW Email WWW
 
 
»Sorata   #4 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1470
Wiek: 35
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG

W aspekcie technikaliów, nie powiem nic nowego. Korekta po łebkach zamazuje celowość powtórzeń. Dziwna konstrukcja zdań również. To już podkreślali moj przedmówcy. Nie miałem jednak problemu z odbiorem całego tekstu. Zatrzymałem się raptem dwa razy, żeby przeczytac coś ponownie. 1,5/3

Dużo tej mechaniki nie było, bo starcie jest króciutkie, ale na pierwszy plan wysuwa się cios rozjuszonego Khazarczyka (ponad 6 siły) i zbyt szybka kontra twojego biednego chuchra. Nie bolało tak bardzo, ale będąc uczciwym, muszę odjąć za to punkty. Za Eisai:Josa nic nie drgnie, ponieważ wymaga ono skupienia, a moim zdaniem przedstawiłeś sytuację na tyle dobrze, że Kour Quanowi zabrakło tego momentu. Ładny finisz z miną. I to właściwie tyle. 1,5/3

Mam wrażenie, że zmiana postaci wyszła ci na dobre i jest to kolejna cegiełka (jak u Draxa) do zasadności (niektórych) resetów. Nowy Shadow podoba mi się znacznie bardziej, a podkresliłeś jego cechy i dążenia w serii bardzo zgrabnych i dobrze opisanych, choć krótkich scenek. Nareszcie jest ambitny cel i solidna charakterystyka postaci. Znalazłeś swoją niszę z postacią (pseudo)niebojową, a następnym razem chcę tego więcej w jakimś ninmu. Połknąłem ten klimat bez popitki. 3,5/4 Ponieważ wątpliwości miałem z samym aspektem walki, ale jeśli nazywamy tak już rozmowy i rozgrywki psychologiczne, spokojnie mogę podciągnąć to starcie do tej definicji.


Następnym razem oczekiwałbym np. dodatkowych opisów. Więcej zadyszki ze strony śmiertelnie chorego zabójcy, więcej okoliczności starcia, ciał wypadających z płonących ciężarówek itp. To nie pierwszy raz, gdy marudzę na objętość, jednak po resecie stało się dla mnie oczywiste, że będzie to jeszcze bardziej zauważalne. Z nowym, ciekawym bohaterem, suchość twoich tekstów może działać bardziej na twoją niekorzyść. Masz pomysł i nieźle go egzekwujesz. W tej chwili mierzysz sie głównie z brakiem czasu. Powodzenia

6,5/10 Sorata głosuje na zwycięstwo Shadowa.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
»Twitch   #5 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 1053
Wiek: 31
Dołączył: 08 Maj 2009

Shadow

Reset wyszedł Ci na plus, widać świeże podejście do postaci i motywację do jej rozwoju i trzymam kciuki żeby się wszystko udało. Przyznam, że chyba nie kojarze Twojego tekstu z ciekawszym klimatem. Niestety strasznie do tego filozofujesz... Nieczepiam się inspiracji, bo to Twoja indywidualna sprawa, ale wiersz? Dynamika siadła i przez to starcie nie jest specjalnie emocjonujące. Chciałeś wprowadzić postać? Było napisać kilka ninmu, a w tym tekście skupić się na przeciwniku. Dobrze go opisałeś, ale mało. Nie przeciągając niepotrzebnie oddałeś poprawny tekst, tylko nieco bardziej przypominający ninmu. Gdyby to była walka z ,,żywym" przeciwnikiem ocenił bym Cię niżej, ale chcę zmotywować i liczę, że to wykorzystasz. Mniej filozofuj, więcej opisuj ciekawych pomysłów na intrygi, zwroty akcji, zagadki itp., masz je i korzystaj.

Ocena: 6/10


Little hell.
   
Profil PW
 
 
*Lorgan   #6 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3208
Wiek: 34
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

Shadow - Wpis o potencjale siódemkowym, zatraconym przez kompletnie nieciekawą, chociaż bardzo dobrze wplecioną biografię i braki warsztatowe (głównie powtórzenia i stylistyczne potknięcia). Walka z Kour'Qanem krótka, ale satysfakcjonująca. Niestety forma, na którą się zdecydowałeś odebrała pole do jakichkolwiek dodatkowych plusów: nie było rozmów, "wiernego oddawania przeciwnika", mądrego wykorzystywania mocy, rozbudowanych opisów, emocji, ani ciekawej taktyki (oczywiście poza podstawowym manewrem, który sprawił, że zakończenie było w ogóle akceptowalne). Chętniej dowiedziałbym się więcej o mniej odległej przeszłości Victora (np. o jego narzeczonej). Umierającą matkę i troski dzieciństwa wystarczyło symbolicznie zaznaczyć, jak w Strażnikach Galaktyki - im mniej melancholii, tym lepiej ;)

Ocena: 6/10
______________________________________________________________

Oddaję swój głos na remis.


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 
*Lorgan   #7 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3208
Wiek: 34
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

..::Typowanie Zamknięte::..


Shadow - 30 pkt. (4 głosy)

NPC - 30 pkt. (4 głosy)

Zwycięzcami zostali Shadow & NPC!!!

Punktacja:

Shadow +45 (medal: Gwiazda Ochotnicza)
Curse +10
oX +10
Sorata +10
Twitch +10
Lorgan +10


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 

Temat zablokowany  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 13