Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Poziom 0] Suisei vs NPC (Bai Quan) - walka 1
 Rozpoczęty przez »Suisei, 31-03-2017, 23:58
 Zamknięty przez Lorgan, 08-04-2017, 12:47

6 odpowiedzi w tym temacie
»Suisei   #1 
Agent


Poziom: Keihai
Posty: 47
Wiek: 31
Dołączył: 25 Kwi 2015

Bai Quan vs Suisei

100道力 \|/ 200道力



Niebieskowłosy młodzieniec odczuwał dokładnie taką samą mieszaninę ulgi i satysfakcji za każdym razem, gdy po zakończonym meczu sędzia Ligi Walk wznosił jego dłoń, obwieszczając kolejne zwycięstwo. Kometa ciężko zapracował na każde z nich. Dzięki sadystycznym męczarniom, zwanym przez Ooryuu treningami, Suisei świetnie sobie radził w turnieju i niemal zaczynał czuć się niepokonanym w walce wręcz. Oczywiście jego mentor także był zawodnikiem Ligi. Pewnego dnia ponownie będą musieli zmierzyć się w pojedynku. Po chwili napawania się triumfem, Washimaru powrócił do szarej rzeczywistości. Nadal miał w Yami misję do wypełnienia. Zszedł z ringu, wycierając twarz ręcznikiem podanym przez Shinjiego. Fan poklepywał swojego Mistrza po plecach i aż nazbyt entuzjastycznie cieszył się z wygranego starcia. W potoku gratulacji i pochwał znalazły się również opisy fragmentów walki, które podobały mu się najbardziej, co w praktyce sprowadzało się do ponownego relacjonowania całej batalii. Opuszczając stadion bocznym wejściem, Kometa przestał go słuchać.

***


Po dotarciu do siłowni K.O.P.u Suisei został sam. Reszta gangu trzymała się po jego walkach z dala od miejsca spotkań. Ooryuu również uwielbiał analizować przebieg każdej rundy, wytykać uczniowi błędy, a do tego miał w zwyczaju wykorzystywać niechcianych świadków rozmowy do demonstracji prawidłowego wykonania technik Ansatsukena. Młodzieniec uśmiechnął się smutno pod nosem. Ciekawe o co ten perfekcjonista będzie się czepiał tym razem. Niby wygrywam i tylko to powinno się liczyć, ale jego metody treningowe przynoszą rezultaty. Lepiej nie kazać mu czekać… Kometa głęboko odetchnął i wszedł do opustoszałej szatni, w której mentor zasiadł na krześle przed wielkim telewizorem.
- Nie spieszyłeś się – stwierdził krótko na powitanie.
- Sam wiesz, jaki gadatliwy jest Shinji – odparł uczeń.
- Siadaj – powiedział nauczyciel, wskazując na krzesło obok siebie. - Nacieszmy oczy twoim spektakularnym, podobno, zwycięstwem.
Ooryuu nigdy nie oglądał na żywo starć w Lidze, aby móc przeanalizować każdy ich element na chłodno. Materiał z walki zapewniali mu inni członkowie grupy, dyskretnie nagrywając pojedynki. Washimaru patrzył na ekran i jak zawsze nie mógł wyjść ze zdumienia jak dziwnie wygląda walcząc. Mecz skończył się popisowym nokautem.
- Co jest? Nie zatrzymałeś filmu ani razu - zagaił młodzieniec.
- Niechętnie to mówię, ale… nie mam się do czego doczepić. - Po tych słowach nastąpiła chwilowa pauza. - Nie myśl jednak, że nie masz się czego uczyć. Opanowałeś do perfekcji podstawy, ale na więcej na razie nie jesteś gotowy.
- Serio? No to chyba nigdy nie ruszę z miejsca, a sam mówiłeś, że w sztukach walki chodzi o ciągłe samodoskonalenie… – Washimaru nadal był podekscytowany po walce i zawsze głodny wiedzy, a przy tym lekko zniecierpliwiony faktem, że mu się jej odmawia.
- Samodoskonalenie fizyczne i psychiczne. Pamiętaj, Ansatsuken nie wygrywa za ciebie starć w Lidze. Szkoła pomogła Ci doszlifować twój styl, ale w walce sportowej nie możesz czerpać z jej pełnego potencjału. Styl Pięści Zabójstwa nazywa się tak nie bez powodu.
Suisei był zaskoczony faktem, że Ooryuu mówił mu to ze spokojem w głosie. Nigdy wcześniej nie wykazywał tyle cierpliwości wobec swojego ucznia.
- Prawdziwa walka, poza areną i jej sztywnymi zasadami, to zupełnie co innego. Zapewne pamiętasz ostatniego przeciwnika, poza mną oczywiście, który spuścił Ci łomot?
Na te słowa Takatori tylko głośno przełknął ślinę. Przeklęty Sevastian Dann. Omal przez niego nie zginąłem… Kiedyś się zemszczę!!! Ponieważ Kometa nic nie odpowiedział, Ooryuu kontynuował po chwili ciszy .
- Widzę po Twoich oczach, że wiesz o kim mówię. Znając Ciebie, myślisz stale o rewanżu. Potrafiłbyś z nim walczyć i uderzyć, by zabić? Nie wydaje mi się. Dlatego nie wprowadzę Cię w zaawansowane formy.
- Nie jestem gotowy na Ansatsukena, ani na zemstę. Czy jest, według Ciebie, na tym przeklętym świecie coś na co jestem gotowy? – młodzieniec zapytał ze złością.
- Zawsze jest właściwa pora na trening. Przegrałeś potyczkę z szermierzem, ponieważ nie miałeś wcześniej do czynienia z adeptami szkoły miecza. Teraz będzie inaczej. – Mówiąc to, podszedł do swojej szafki i wyciągnął podłużne zawiniątko. – Z jakimkolwiek stylem przyjdzie Ci się zmierzyć w przyszłości, będziesz umiał sobie poradzić stosując nauki Ansatsukena. Zadbam o to.
Mina Suiseia wyrażała wciąż niedowierzanie, więc Ooryuu pokazał co kryło się pod materiałem. Był to drewniany miecz.
- Kojarzysz przynajmniej Dolinę Wiśni? Super. Zaaranżowałem sparing między tobą, a jednym z tamtejszych mistrzów miecza. Jak próbować swoich sił, to tylko z najlepszymi, co nie? – zakończył Ooryuu z przekąsem.
- Czyś ty zwariował?! – Washimaru zerwał się z krzesła, nie mogąc uwierzyć w to co usłyszał. – Nie dałem rady zwykłemu zabójcy, a mam się mierzyć z mistrzem dojo? Życzysz mi śmierci, czy co?
- Nie, ale mogę zacząć, jeżeli się nie uspokoisz. Od jutra zaczynasz specjalny trening.

***


Dwójka młodzieńców przemierzała Dolinę Wiśni. Niebieskowłosy był cichy, skoncentrowany na celu swego pobytu w aglomeracji, za to jego towarzysz zwracał na siebie uwagę hałaśliwym zachowaniem i pokazywaniem palcem na różne budynki.
- Ahh, Dolina Wiśni! Czyż powietrze nie jest przesiąknięte sztukami walki? Patrz, Mistrzu! W tym budynku kręcono finałową walkę do filmu “Pięści zemsty”! - Blondyn zachowywał się jak zbytnio podekscytowany turysta.
- Yhm.
- "Yhm" to za mało powiedziane! Ten hit był czynnikiem sprawczym powstania Ligi Walk. Dlatego na wszelkich pucharach jest wizerunek Lee Bai Ronga, gwiazdy “Pięści zemsty”! - Na wspomnienie idola, Shinjiemu wręcz zapłonęły ogniki w oczach.
- Bai Rong, Bai Rong... Coś mi to nazwisko mówi... - powiedział Kometa, z lekko nieobecnym wyrazem twarzy.
- Mistrzu! Toż to nie tylko wybitny aktor, który rozpromował kino kopane, ale do tego jeden z najwybitniejszych wojowników wszech czasów. Nie wspominając o fakcie, że pochodził z Ishimy.
- Rzeczywiście! Teraz sobie przypomniałem. Przecież w Ishimie jest Plac Bai Ronga.
- A na jego pomniku są wypisane nazwy wszystkich filmów w jakich występował.
Shinji jeszcze kontynuował wywód o wspaniałości gry aktorskiej swojego idola, ale Suisei przestał go słuchać. Przypomniał sobie o plotkach, które usłyszał przed przyjazdem do Doliny. Podobno pobyt w tym miejscu weryfikował umiejętności adeptów sztuk walki do tego stopnia, że niektórzy porzucali karierę i trening, upokorzeni porażką poniesioną w jednym z dojo. Jednak niebieskowłosy młodzieniec kroczący główną ulicą północnego miasta nie przejmował się tymi pogłoskami. Jeśli znowu przegram, będę miał kolejny cel w życiu - przezwyciężyć kolejnego nemezis, pomyślał beztrosko. Ulica wiodła prosto do szkoły, gdzie miał stoczyć pojedynek z Bai Quanem. Możliwość sparowania z mistrzem dojo Niebieskiej Wstęgi działała na pretendenta w pewnym stopniu onieśmielająco, ale wiedział, że jest za późno, by się wycofać. W dalszym ciągu nie potrafił pojąć, jakim cudem Ooryuu załatwił ten pojedynek. Dlaczego jego wpływy są aż tak duże? Sięgają zbyt daleko jak na członka gangu średniego stopnia. Kim więc on do diabła jest? Z rozważań wyrwał go głos towarzysza.
- Mistrzu! Mistrzu, słyszysz mnie?
- Co? Taa… Znaczy, myślałem o nadchodzącej walce - zakończył Washimaru, z lekkim uśmiechem.
- Świetnie się składa, bo mówiłem o plotkach jakie słyszałem na temat Bai Quana.
- Taa? To brzmi ciekawie. Co słyszałeś w barze?
- Czemu zakładasz, że w barze? - zdziwił się Shinji. - Nieważne, my fani mamy swoje źródła i koniec kropka. Doniesiono mi, że upiera się, iż jego przodkiem był legendarny wojownik Battousai. Być może z tego powodu napotkał na opór w trakcie zakładania swego dojo. Został zaatakowany przez uczniów szkół Tygrysa i Smoka, ale nawet dzięki przewadze liczebnej nie dali mu rady. O, zobacz jesteśmy już na miejscu!
Wrota były zapraszająco otwarte, a na dziedzińcu ćwiczyli uczniowie Bai Quana. Gdy tylko przybysze wkroczyli na posesję, wszyscy przerwali trening na sekundę, by badawczo spojrzeć na obcego, po czym wrócili do swoich zajęć, jak gdyby nic się nie stało. Do wychowanków ulic Ishimy podszedł jeden z młodszych adeptów, sądząc po kolorze pasa. Zapytał o ich godność i sprawę.
- Mistrz Bai Quan spodziewa się mnie. Przysyła nas Ooryuu.
Nawet jeśli komunikat z ust obcego podziałał na adepta szokująco, nie dał tego po sobie poznać. Lekko skłonił głowę i odszedł w kierunku głównego budynku. Czekając na jego powrót, członkowie K.O.P.u mieli okazję przyjrzeć się ćwiczącym. Uzbrojeni byli w drewniane miecze różnych rodzajów, a jednak wykonywali te same ruchy. Dwa cięcia skośnie, wykręcenie młynka mieczem, obrót i wypad zakończony pchnięciem, po którym następowało przejście i powtórzenie sekwencji. Wszystko to wydało się Washimaru dziwnie znajome.
- Że im się nie nudzi… - zaczął Shinji, ale przerwał, ponieważ “odźwierny” wracał z wysokim, białowłosym mężczyzną.
Pojawienie się nowej postaci wywołało poruszenie na placu. Każdy ćwiczący wykonywał ukłon, gdy ów okularnik go mijał. Po zobaczeniu jaką estymą cieszy się nowo przybyły, Suisei był pewien, że zmierza w jego stronę sam mistrz dojo Niebieskiej Wstęgi. Kiedy stanęli twarzą w twarz, niebieskowłosy odruchowo ukłonił się, jak pozostali.
- Mistrz Bai Quan? - zapytał, patrząc ponownie na białowłosego.
- Zgadza się. Rozumiem, że mam przyjemność z Kometą, o którym mówi cała Ishima. Kim jednak jest twój towarzysz?
- To Shinji. Jest przyjacielem, a na prośbę naszego wspólnego znajomego będzie dokumentował nasze starcie. Wyłącznie w celach szkoleniowych, ma się rozumieć - odpowiedział Washimaru.
- Bardzo się cieszę, że mogę tutaj być. Oczywiście nagranie nie zostanie ujawnione opinii publicznej, ani wykorzystane w inny sposób niż było to wspomniane - zapewnił Shinji.
Bai Quan przez chwilę przyglądał się przybyszom, jakby zastanawiał się nad szczerością ich słów.
- W porządku. Dobrze wiemy, czemu zawdzięczamy wizytę.
Poprowadził gości do głównego budynku. Ujrzeli przestronne, dobrze oświetlone pomieszczenie z wieszakami na broń przy każdej ze ścian. Shinji rozstawiał sprzęt, w czasie gdy sparingpartnerzy przebierali się w szatni. Po przygotowaniach weszli na salę, kłaniając się najpierw w stronę dojo, a następnie sobie nawzajem. Ustawili swoje torby pod ścianą i zajęli pozycje na środku. Powtórnie wymienili honory.
- Nie chcę, aby ta walka skończyła się zbyt szybko. Może najpierw mała rozgrzewka? - zapytał Bai Quan pewnym siebie głosem, jakby wynik pojedynku był już przesądzony.
- Oczywiście, Mistrzu - odparł pretendent.
Przynajmniej będę mógł wstępnie rozeznać się w jego możliwościach - uznał Suisei.
Gospodarz podszedł do ściany i wybrał drewniany miecz. Niebieskowłosy uśmiechnął się pod nosem, wspominając obóz przygotowawczy Ooryuu. Miał okazję ćwiczyć z tego typu orężem i wygrywał już takie starcia bez korzystania z jakichkolwiek broni. Wrzucił do swojej torby kastety i sakwę na shurikeny. Zostawił jednak karwasze z ukrytymi ostrzami, ponieważ wiedział, że przy jego stylu walki ochrona przedramion jest absolutnie niezbędna. Stanął naprzeciw przeciwnika i wyczekiwał.
Sparing zaczął się od ostrożnego krążenia po ringu, co dla Suiseia nie było nowością. Washimaru pierwszy zaatakował. Doskoczył do przeciwnika, ale nim zdążył wyprowadzić jakikolwiek cios, tuż przed jego nosem przemknęło drewniane ostrze. Ledwo zdążył zatrzymać się na czas, a i krzywo uśmiechnięty Okularnik musiał mieć niezły refleks, by skontrować tak precyzyjnie. Młodzieniec z Ishimy zmienił podejście. Momentalnie zasymulował wyprowadzenie okrężnego kopnięcia w bok oponenta. Ten zareagował zgodnie z przewidywaniami i kreśląc bronią popisowe kręgi, przeciął powietrze w miejscu gdzie powinna się właśnie znaleźć stopa Komety. Nie przewidział jednak podstępu. Takatori przerwał atak, opuścił prawą nogę na parkiet i momentalnie wbił drugą w policzek gospodarza. Ten zrobił krok do tyłu i pokręcił głową, lekko oszołomiony. W międzyczasie niebieskowłosy uśmiechnął się z powodu udanego fortelu. Wyprowadzony cios był pozbawiony nokałtującej mocy, ale spełnił swe zadanie. Udowodnił przeciwnikowi, że to nie będzie dla niego kolejne szybkie i łatwe zwycięstwo.
- Ciesz się, ciesz… Ale pamiętaj, dwa razy ten sam numer nie przejdzie - powiedział Okularnik. - Kontynuujemy?
Suisei tylko kiwnął głową. Kątem oka dostrzegł jednak, że sala zaczyna się wypełniać uczniami Niebieskiej Wstęgi. Kometa przywykł do widowni, ale od czasu dołączenia do Ligi Walk nigdy nie była ona tak blisko. Chwila dekoncentracji spowodowała, że Washimaru dopiero w ostatnim momencie zablokował cięcie. Wprawdzie broń była wykonana z drewna, ale ból w przedramieniu świadczył, że mistrz dojo przestał się patyczkować. A miała to być tylko rozgrzewka…, pomyślał Takatori. Poruszając się szybciej niż wcześniej, Bai Quan wykonał śrubę w powietrzu i ciął ukośnie z góry. Wysoki, oburęczny blok krzyżowy nie powstrzymał mistrza. Zadziałał wręcz na jego korzyść. Białowłosy wylądował miękko i mierząc poniżej wzniesionych ramion, zasypał korpus młodzieńca serią pchnięć. Nim Suisei wczuł się w ich rytm i zaczął je zbijać, wiele ciosów dosięgnęło celu i ból promieniował teraz również z klatki piersiowej. Tak nagle jak się zaczął, grad ciosów się skończył. Szermierz cofnął się na wyjściową pozycję, schował miecz za siebie i lekko się ukłonił.
- Chyba starczy już rozgrzewki, nieprawdaż?
Kometa przełknął tylko głośno ślinę i masując sobie najbardziej stłuczone miejsca, podszedł do swojej torby. Nałożył na pięści kastety, a zdejmując bluzę zobaczył, że przeciwnik odkłada miecz treningowy i sięga po ostro wyglądający jian. Dopiero teraz miał rozpocząć się prawdziwy pojedynek, a chłopak z Ishimy był już obolały i zniechęcony. Jak ja mam to przeżyć, nie wspominając o wygranej? Przecież on atakuje szybciej ode mnie, a podejrzewam, że nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości. Obrócił się na chwilę w kierunku Shinjiego, który utrwalał całą potyczkę. Teraz przyjaciel miał nietęgą minę, ale mimo to zapewnił:
- Będzie dobrze, Mistrzu. Przypomnij sobie trening z Ooryuu!

***


Ishima, tydzień wcześniej

Parkiet ringu w siłowni K.O.P.u nie był przyjemny w dotyku. Jednak niebieskowłosy przez ostatni tydzień lądował na nim częściej, aniżeli podczas całej nauki Ansatsukena. Ooryuu wywijał drewnianym mieczem, który pokazał swojemu uczniowi w wieczór ogłoszenia sparingu z mistrzem Niebieskiej Wstęgi. Ze złością patrzył na powalonego Suiseia.
- Co ty sobie myślisz?! Bai Quan nie da Ci wygody leżakowania na glebie! Masz jeszcze tylko siedem dni do czasu sparingu i zaczynam myśleć, że nigdy nie będziesz gotowy do tego starcia!
Washimaru powoli podniósł się z desek i wycedził przez zaciśnięte zęby:
- Tak? To niby moja wina? Walczę tak, jak mnie szkoliłeś! Najwyraźniej ominięcie miecza, tak by zadać cios pięścią lub kopnąć przeciwnika, jest niemożliwe!
- Gó.wno prawda! Nie możesz polegać tylko na tym, czego inni Cię nauczyli! W prawdziwej walce jedyne co się liczy, to co jeszcze możesz zrobić, by wygrać. Nawet gdy z twojego poturbowanego ciała cieknie krew! A teraz powtarzamy! - krzyknął Ooryuu i zaszarżował na ucznia.

***


Dolina Wiśni, dzień dzisiejszy.

Ooryuu miał rację… To ja się mierzę z Bai Quanem i muszę znaleźć własne rozwiązanie. Nie wolno mi myśleć negatywnie. Przeżyję dzisiejszy pojedynek, aby pewnego dnia zaśmiać się Sevastianowi Dannowi prosto w twarz! - z takim postanowieniem Suisei wystąpił na środek sali.
Przeciwnik się nie ociągał. Zakręcił młynek w powietrzu i powoli podszedł bliżej. Niemal na odległość wyzywająco wyciągniętego przed siebie miecza. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Nagle Bai Quan zrobił wypad z pchnięciem wymierzony w podbródek rywala. Suisei był zdecydowany postawić wszystko na jedną kartę. Dysponował jedynie sekundą, by skrócić dystans. Zbijając jian karwaszem, jednocześnie zrobił krok do przodu i wymierzył hak w podbródek białowłosego. Kastet jedynie prześlizgnął się po skórze, na skutek błyskawicznego uniku mistrza, jednakże uderzenie zachwiało jego postawą. Chcąc wykorzystać otwarcie, Washimaru doścignął przeciwnika i zaatakował nawałnicą szybkich ciosów na korpus. Okularnik wyślizgiwał się niczym piskorz, kolejnymi skrętami ciała redukując obrażenia. W połowie serii Suisei zaskoczył wroga uwalniając ukryte ostrze i kilkukrotnie udało mu się je zatopić w podbrzuszu oponenta. Zdezorientowany Bai Quan zawirował w powietrznej śrubie, szerokim cięciem odrzucając blokującego Kometę. Z gracją tancerza przeszedł do wściekłego kontrataku, znów sięgając po sprawdzoną w rozgrzewce taktykę zadawania szybkich, płytkich pchnięć. Nie chcąc dopuścić do sytuacji sprzed kilku minut, niebieskowłosy musiał postąpić wbrew naukom Ooryuu. Dzięki technice instynktownych uników, której nauczył go Tekkey, zdołał uchronić się przed większością ataków. Ciągle cofając się, starał się oczyścić umysł i skoncentrować. Niemal wpadł przez to na Shinjiego i jego kamerę. Dalej była tylko ściana. Nie miał dokąd uciekać. Bai Quan na razie prowadził w tym tańcu, ale nie spodziewał się zmiany jego reguł. Washimaru doskoczył do muru, odbił się od niego i wymierzył potężne, obrotowe kopnięcie w tors przeciwnika. Białowłosy został odrzucony na dwa metry. Suisei chciał powtórzyć poprzedni sukces, stawiając na szybką kombinację pchnięć ostrzami i kopnięć, ale spora odległość zadziałała na korzyść szermierza. Już czekał na zbliżającego się pretendenta i wykonał proste, ale bardzo szybkie cięcie ukośne z lewej strony. Trening z Ooryuu i wcześniejsza runda rozgrzewkowa wyczuliły Takatoriego na wszelkie zmiany w postawie przeciwnika i pozwoliły mu przewidzieć kąt spadania jian. Złożył odruchowo blok krzyżowy, tym razem za pomocą ukrytych ostrzy. Poczuł ulgę, gdy jego przypuszczenia się potwierdziły. Jednak to uczucie nie trwało długo, ponieważ miecz ani na chwilę nie zatrzymał się i dziwnym sposobem przeniknął obie bronie Komety. Natychmiast poczuł przeszywający ból i czarny bezrękawnik zaczął nasiąkać czerwienią. Próbując zyskać na czasie, szybko kucnął i niskim podcięciem zahaczył o stopy przeciwnika. Nie czekając, aż gospodarz z łoskotem uderzy o parkiet własnego dojo, odskoczył na dwa kroki, gwałtownym ruchem pozbył się koszulki i spojrzał na ranę. Ciągnęła się od prawego obojczyka prawie do pępka, ale nie wyglądała na głęboką. Jakim cudem została w ogóle zadana? Będzie blizna… o ile nie odetnie mi głowy i będę unikał jego ataków. Washimaru słyszał gwałtownie przyśpieszone bicie swego serca. Z przerażeniem wypisanym na twarzy, zdecydował się kontynuować walkę. Przypomniał sobie rady jakimi pożegnał go Ooryuu przed wyruszeniem z Ishimy. Zwyczajowe, “uderzaj, by zabić!” ale też “pamiętaj o ślepym punkcie!”. Wiedział już co ma zrobić.
Powoli i ostrożnie zaczął zbliżać się do przeciwnika. Gdy był na krok przed maksymalnym zasięgiem jian, obaj oponenci jednocześnie się poruszyli. Bai Quan próbował ciąć trzymanym w prawej ręce mieczem, a niebieskowłosy nareszcie mógł po raz drugi posiłkować się swą nadludzką szybkością. Starczyło pół kroku w prawo, by znaleźć się przy lewym boku oponenta. Korzystając z przyspieszenia wyprowadził potężne uderzenie w nerkę białowłosego, a następnie gwałtowny obrót zakończony kopnięciem przeciwnika w twarz. Rozległ się suchy trzask pękającej kości, a okulary Bai Quana rozpadły się i padły w kawałkach na podłogę. Gdy niebieskowłosy stanął z powrotem na parkiecie, mógł obserwować efekt swojego szybkiego ataku. Oponent padł na deski, trzymając się za bok i nie zanosiło się, aby miał powstać. Jian leżał u jego stóp. Był to klasyczny nokaut. Dla pewności jednak Suisei kopnął oręż na drugi koniec sali i klękając przy mistrzu dojo Niebieskiej Wstęgi potwierdził jego omdlenie. Ostatkiem sił skinął na jednego z uczniów Bai Quana, by zabrał mistrza do jego komnaty. Gdy tylko skończyło się działanie adrenaliny, sam również padł bez zmysłów na posadzkę.

***


Gdy się obudził, dalej przebywał w Dolinie Wiśni. W szpitalu opatrzono mu ranę na piersi i wprawdzie z bólem, ale potrafił się podnieść. Przy jego łóżku wiernie czuwał Shinji.
- Mistrzu, wreszcie się przebudziłeś! - zawołał uradowany.
- Jak długo byłem nieprzytomny?
- Pół dnia. Ten pojedynek to było coś…. Będę musiał chłopakom jak najszybciej o nim opowiedzieć. Szkoda tylko, że zasłoniłeś kamerę podczas wymiany ciosów, Ooryuu będzie niezadowolony.
- Niech będzie. Czy z dojo się odzywali?
- Tak. Kazali Ci przekazać ten rulonik. Podobno jakieś zaświadczenie czy rekomendacja. Najważniejsze, że żyjesz!
- Tak, też się z tego powodu cieszę - odparł Washimaru z lekkim uśmiechem.
- Jak tylko wyzdrowiejesz, będziemy musieli wracać. A chciałbym jeszcze tyle miejsc tutaj zobaczyć… - zakończył smutnie największy fan Komety.

***


Po tygodniu, Takatori znów siedział w szatni K.O.P.u i jak niemal miesiąc wcześniej oglądał nagranie z pojedynku. Dziwił się, że jeszcze żyje, ponieważ na nagraniu wyglądało, jakby otrzymywał mocniejsze razy niż to zapamiętał. Ooryuu patrzył na obraz w milczeniu, a Suisei czekał na jakikolwiek komentarz. Ciekawe jak on by sobie poradził z Bai Quanem… Uderzaj, by zabić. Jeszcze trochę, a dorównam Ci w Ansatsukenie. Niedługo ponownie zmierzymy się na arenie, a pewnego dnia, gdy zakończy się moja sekretna misja, także w ostatecznej walce. Wtedy zobaczymy, kto tak naprawdę okaże się Mistrzem. Sevastiana Danna też dorwę i przekonamy się kto z nas przeżyje ten pojedynek!


Nani mo shinjitsude wa arimasen, subete ga kyoka sa rete iru
   
Profil PW Email Skype
 
 
»Sorata   #2 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1471
Wiek: 36
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG

Suisei – moim zdaniem wygrałeś. Ale po kolei wg. schematu:

Ustrzegłeś się większych błędów ale w oczy rzuciło się parę powtórzeń (np. miecz, mistrza, podbródek), wprawiających w zakłopotanie zwrotów ("sparowania" od sparingu jest chyba dopuszczalne w grach, ale skołowało mnie niesamowicie) i literówek ("nokałtującej") lub brakujących przecinków – popracuj nad synonimami i korektą. A na końcówkę tekstu combo w następujących po sobie zdaniach: niebieskowłosy/białowłosy/niebieskowłosy. Chyba Kalamir swego czasu bulwersował się "Co wy macie z tymi kudłami?". Jest kilka sposobów na określenie, o którego walczącego ci chodziło. 1,5/3

Mechanicznie nie mam zastrzeżeń poza jednym. Oddałeś statystyki i opis postaci prawidłowo. Brakowało mi za to bogatszego starcia. Pieczołowicie opisujesz czym, jak i z jaką siłą został wyprowadzony cios ale przez to cierpi płynność opisu. Gdy nadchodzi finał, jest to zdecydowany overkill. Kilkukrotne pchnięcie w brzuch natychmiast powinno wyłączyć Bai Quana z walki, a przyjęcie jiana na klatę w dystansie skrzyżowanych przedramion pozostawiłoby coś więcej niż płytką ranę, pozwalającą na kopanie. Jeden punkt obrywam. 2/3

Spodobał mi się twój szacunek do przeciwnika i zaimponowało dążenie do rozwoju. Motyw na walkę nieskomplikowany ale udany. Brakowało mi za to szerszego opisu Doliny Wiśni. Piszesz o świecie gangów i zabójców, uczysz się Ansatsukena, a na ulicach do cna skorumpowanego miasta nie widać zepsucia, a raczej tęczę (w osobie zmarłego gwiazdora – fajny smaczek przy okazji). Dopiero gdy treningowy mecz zmienia się na cięcie i dźganie, czuć tą półlegalną naturę.

Dialogi zdawały mi się zbyt formalnie napisane – jakby rozmówcy recytowali scenariusz sztuki zamiast przekazywać emocje. Na przykład tutaj:

Cytat:
- Nie jestem gotowy na Ansatsukena, ani na zemstę. Czy jest, według Ciebie, na tym przeklętym świecie coś na co jestem gotowy? – młodzieniec zapytał ze złością.


Widać to też w myślach Suiseia. Kilkukrotnie myślisz o Dannie i mimo emocji, które sygnalizujesz nawet w myślach tytułujesz go Sevastianem Dann'em. Tworzy to wrażenie sztywności, które uwierało mnie przez większość lektury.

Cytat:
Był to drewniany miecz.
- Kojarzysz przynajmniej Dolinę Wiśni? Super. Zaaranżowałem sparing między tobą, a jednym z tamtejszych mistrzów miecza. Jak próbować swoich sił, to tylko z najlepszymi, co nie? – zakończył Ooryuu z przekąsem.


Poza przykładem powtórzeń, o którym wspominałem wyżej, chciałem zwrócić uwagę na zgrzyt/błąd (to za mocno powiedziane ale nie wiem jakiego innego słowa użyć) ze sposobem wypowiedzi twojego mistrza. Z jednej strony, na przestrzeni całego wpisu tytułujecie się oficjalnie (szczególnie ciekawie wyszło to słodzenie Bai Quan'owi), żeby przejść do bardziej młodzieżowych zwrotów "super", "ok". Trochę mi to wierciło dziurę w brzuchu. Przedstawiasz ludzi raczej młodych sądząc po przedstawionych strukturach, a po osobie "Mistrza Ansatsukena" spodziewałbym się choćby odrobinę siwizny i zmarszczek. Klimat odrobinę na wyrost ocenię 3/4. Zobaczymy jak pójdzie ci to w przyszłości. Mam na to oko.

Podsumowując: Całkiem udany kawałek tekstu. 6,5/10

Sorata głosuje na zwycięstwo Suisei'a.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
^Coyote   #3 
Komandor


Poziom: Genshu
Stopień: Shinobi Bushou
Posty: 669
Wiek: 32
Dołączył: 30 Mar 2009
Skąd: Kraków

Dobrze mi się czytało tą walkę. Nie było "zgrzytów", nie było dłużyzn, nie było banialuk. Nie lubię jak ktoś pisze historie całego świata w jednej walce. Skupić się na zadaniu i dokopać przeciwnikowi ;) Utrzymałeś fabułę prostą, walkę mocną .. tylko na co te dramatyczne gadki? Aaaah, mistrzu, nie tak mnie szkoliłeś, bla bla bla :D Słabe to trochę, ale już dobra, może się czepiam :D Otoczka rywalizacji szkół walki itp. ci sprzyjała. Cała ta rozgrzewka głupio by brzmiała w prawdziwej walce poza doliną wiśni moim zdaniem. I jeszcze jedno na koniec. Okularniki, białowłosi itp. Tak się nie pisze .. Na tym poziomie jeszcze wybaczam ,ale później będę ganił jak mogę! :P Pisz dalej bo masz potencjał na coś dobrego.

Suisei 7/10


"No somos tan malos como se dice..."
"Nie jesteśmy tacy źli jak się o nas mówi..."
   
Profil PW Email WWW
 
 
»oX   #4 
Rycerz


Poziom: Ikkitousen
Stopień: Samurai
Posty: 740
Wiek: 31
Dołączył: 21 Paź 2010
Skąd: Wejherowo

Suisei,

na początku napiszę, że walka mi się podobała. Dobrze wykorzystałeś narzuconą fabułę, błędów nie widziałem (poza jedną literówką, więc bez przesady), sam opis starcia przypadł mi do gustu. Fajnie przedstawiłeś walkę mistrza z kimś obcym przy tłumie uczniów. Brakowało mi trochę opisów otoczenia. Nie wiem, może ktoś by krzyknął, walczący w coś by trzepnęli (poza kamerą), pewnie rozumiesz o co chodzi. Skupiłeś się na opisie walki i fajnie, jednak czegoś tam zabrakło. Jeśli chodzi o mechanikę, to mógłbym mieć trochę zastrzeżeń, szczególnie do jednego zdania:

Cytat:
"W połowie serii Suisei zaskoczył wroga uwalniając ukryte ostrze i kilkukrotnie udało mu się je zatopić w podbrzuszu oponenta."


Chyba nie rozumiem. Wbiłeś mu parę razy ostrze w podbrzusze, a on na to nie zareagował? Nie wiem czy to błąd, czy chciałeś coś przekazać, ale nie mogło to ujść mojej uwadze (i z tego co widzę, Soraty też nie). Do płytkiej rany się raczej nie przyczepię, bo jako mistrz Dojo i dobry szermierz, Twój przeciwnik mógł celowo nie wyrządzić Ci krzywdy.

Czytając właściwą część tekstu, czyli walkę, w oczy walił mi biało- i niebiesko- włosy. Z całą pewnością zbyt często posługiwałeś się tymi zwrotami. Ogólnie podobało mi się, co napisałem na początku, ale niestety nie jest do walka, która przekroczyłaby siódemkę dla mnie. Ot, bardzo fajne starcie, z otoczką dojo, uczniów i całego tego kung-fu (#atakijokewalnąłem), jednak bez większego polotu, rozbudowy i tak dalej. Nie jest to też Twoja wina, ninmu często nas do tego ograniczają ;) Walkę wygrałeś wg mnie, tak po prostu :ok:

Ocena: 6.5
   
Profil PW Email
 
 
»Shadow   #5 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 251
Wiek: 26
Dołączył: 28 Maj 2015
Skąd: Zagłębie kabaretowe

Suisei

Będzie krótko. Brak mi czasu no i nie uważam, że warto się powtarzać.
Walkę mi się czytało przyjemnie. Pomijając to, na co narzekali poprzednicy - masę kudłaczy, czasem pojawiało się powtórzenie. No i zbyt... Wyniosłe stwierdzenia. W momencie jak któryś raz czytałem Sevastian Dann odczuwałem pewien niesmak. Zbyt dużo moim zdaniem również pojawiło się przemyśleń, które nieco zaburzyły płynność tekstu. W miejscach szybkich wymian pojawiające się myśli? Ok. Ale nie w takiej ilości.
Na pewno na plus można policzyć to, że fabuła walki jest dalszą częścią przygody postaci - ładnie przechodzisz od poprzednich ninmu do niej. Co się wydarzyło, jak i dlaczego, kto Cię czego nauczył (pojawienie się Tekkena w tekście :ok: )...
Ale moim zdaniem plusy i minusy w pewien sposób się równoważą. I przez to uważam, że tekst jest bardzo dobrym przeciętniakiem, któremu jednak zabrakło tego czegoś na wskoczenie poziom wyżej.

Oceniam na 6
I głosuje na remis.


W więziennej rozpaczy...
   
Profil PW Email
 
 
*Lorgan   #6 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3209
Wiek: 35
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

Suisei - Nadużywasz podmiotu w swoich zdaniach. Pozostawienie go w domyśle, w bardzo wielu przypadkach podniesie jakość twoich opowiadań. Ewidentnie doskwierają ci braki warsztatowe. Pomijając nawet proste i oczywiste błędy, wiele zdań jest zwyczajnie niezgrabnych. Kilka przykładów, żeby to dobitnie zilustrować.
Suisei napisał/a:
Masz jeszcze tylko siedem dni do czasu sparingu i zaczynam myśleć, że nigdy nie będziesz gotowy do tego starcia!
Suisei napisał/a:
Zakręcił młynek w powietrzu i powoli podszedł bliżej. Niemal na odległość wyzywająco wyciągniętego przed siebie miecza.
Suisei napisał/a:
Bai Quan na razie prowadził w tym tańcu, ale nie spodziewał się zmiany jego reguł. Washimaru doskoczył do muru, odbił się od niego i wymierzył potężne, obrotowe kopnięcie w tors przeciwnika.

Pół punktu obciąłem też z miejsca za to, że nadczłowiek zgodził się na nagrywanie swojej walki. To niedorzeczne. Oceniłbym to jeszcze surowiej, gdyby owa nędzna próba "wywiadowcza" się powiodła. Nie spodobało mi się również, że obrażenia w walce nie odegrały żadnej roli. Bai został pchnięty kilkukrotnie w podbrzusze (po dostrojeniu do szkoły walki ma tylko 1 Witalności). Suisei zarobił czystą ranę na klacie (po dostrojeniu do szkoły walki ma 2 Witalności). Być może druga połowa walki im się tylko przyśniła, kiedy leżeli nieprzytomni, a sanitariusze próbowali ocalić ich od wykrwawienia. Bronisz się w moich oczach tylko dzięki temu, że tekst w pozostałych aspektach był bardzo przyjemny i przyswajanie go przebiegło nad wyraz gładko.

Ocena: 6/10
______________________________________________________________

Oddaję swój głos na remis.


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 
*Lorgan   #7 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3209
Wiek: 35
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

..::Typowanie Zamknięte::..


Suisei - 32 pkt. (5 głosów)

NPC - 30 pkt. (2 głosy)

Zwycięzcą został Suisei!!!

Punktacja:

Suisei +30
Sorata +10
Coyote +10
oX +10
Shadow +10
Lorgan +10


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 

Temat zablokowany  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0.07 sekundy. Zapytań do SQL: 14