Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Drax] Uczeń mojego mistrza
 Rozpoczęty przez RESET_Drax, 21-06-2012, 20:20

3 odpowiedzi w tym temacie
RESET_Drax   #1 


Poziom: Ikkitousen
Stopień: Fukutaichou
Posty: 26
Dołączył: 28 Cze 2014
Cytuj
Witam,

Z moją postacią już od bardzo długiego czasu nic się nie działo, więc postanowiłem napisać małe opowiadanko, rozwijające pewne wątki fabularne, które poruszyłem już wcześniej.
Niestety ( albo i stety xD) tekst, który miał być krótki, jednak taki nie będzie, gdyż już sam wstęp wydłużył mi się do tego stopnia, że zrobiłem z niego pierwszą część całości. Mam nadzieję, że się spodoba.
Zapraszam do lektury i komentowania ;)


1 marca 1612 roku. Arkadia.

- Zasłużył na coś więcej - mruknął Hayt, zapalając znicz.
Stał nad grobem swojego dawnego mistrza, Draxa, wysoce utalentowanego snajpera i potężnego zealoty z czasów największej wojny, jaka była toczona na świecie. Samo miejsce pochówku wcale jednak nie wskazywało, by spoczywała tu tak znamienita persona - ot zwykła płyta z granitu, symbol Lumena oraz imię i nazwisko pochowanego wraz z datami urodzin i śmierci. Pomijając już fakt, że nieboszczyk zasługiwał co najmniej na własne mauzoleum, lub chociaż pomnik, czarnowłosego zealotę zirytował brak epitafium, bądź czegokolwiek innego, co wyróżniłoby grób spośród całej masy mu podobnych na Cmentarzu Centralnym w Arkadii. Czy mnie czeka taki sam koniec? - pomyślał Scordare, wpatrując się, niczym zahipnotyzowany, w tablicę nagrobkową starego mentora.
Kobieta stojąca obok odchrząknęła lekko, zaskoczona uwagą młodzieńca, która była niemiłym przytykiem do niej, jedynej żyjącej krewniaczki zmarłego. Weronika Flores znajdowała się w radzie nadzorczej prężnie rozwijającej się korporacji telekomunikacyjnej i z całą pewnością nie brakowało jej pieniędzy by zadbać o godniejszy pochówek. Mimo wszystko, nie była córką ani nawet wnuczką nieboszczyka, ba!, ona nawet nigdy go nie poznała osobiście – słyszała jedynie opowieści od swego ojca, który był siostrzeńcem Draxa. Dlaczego miała wykładać niewiadomo jak wielkie pieniądze? Istniały inne, znacznie większe potrzeby.
- Pani wybaczy – zaczął Hayt, widząc poirytowaną twarz kobiety – ale pani cioteczny dziadek był mi kiedyś bliską osobą. Wiadomość o jego śmierci wytrąciła mnie z równowagi – liczył, że jego przepraszający ton zamaże głupią wpadkę, jaką przed chwilą popełnił.
Zależało mu na dobrych relacjach z rozmówczynią nie bez powodu. Po koszmarnym spotkaniu z potężnym mutantem na „Władcy sztormu” oraz walce z Kurokarim, Drax postanowił po raz kolejny wzmocnić swoje siły. Przeszedł kolejny rytuał, podszkolił się w fechtunku, a nawet wymyślił dwa nowe czary, ale to wciąż nie wystarczało. Nie na takich byczków, jak tamten nadczłowiek z okrętu. Wtedy przypomniał sobie o swoim dawnym mistrzu.
Podczas wojny było wielu dobrych i bardzo dobrych strzelców po wszystkich stronach konfliktu, lecz z jakiś powodów to właśnie starego Draxa zaliczano do najwybitniejszych. Hayt chciał poznać i nauczyć się tych powodów.
Niestety, szybko dotarła do niego informacja o śmierci staruszka i gdy już miał porzucić swoje plany, nieoczekiwanie z pomocą przyszła mu Rose Viniani – piękna inkwizytorka o ogromnych wpływach i znajomościach, której kilkukrotnie przysłużył się swoimi umiejętnościami. Dzięki jej informacjom, Scordare zdołał odnaleźć ostatnią krewniaczkę mentora, a miał nadzieję, że również i uczennicę.
Na szczęście, Flores najwyraźniej należała do osób, które nie potrafią się długo gniewać, gdyż uśmiechnęła się łobuzersko i rzekła:
- Wybaczę panu, panie Soovens, jeśli zaprosi mnie pan na obiad.
- To będzie czysta przyjemność, pani Flores

Godzinę później Hayt i Weronika siedzieli w przytulnej knajpce serwującej tradycyjne babilońskie dania. Zwykła rozmowa dosyć szybko przerodziła się w niewinny flirt, co w niczym nie przeszkadzało młodzieńcowi, a wręcz przeciwnie – ta kobieta z każdą chwilą stawała co raz bardziej zajmująca. Była całkiem ładna, chociaż do grona najpiękniejszych z pewnością nie należała i Scordare był pewien, iż gdyby postawić ją obok Rose, wypadłaby bardzo blado. Jednakże Viniani była daleko, a Flores na miejscu. Co z tego, że mężatka? Drax był wiernym sługą Lumena i wszystko, co robił, robił by przysłużyć się jego chwale. Chciał być silniejszy i mógł mu w tym pomóc mały romans z Weroniką, a jeśli ta faktycznie okazałaby się najzwyklejszą w świecie członkinią jakiejś tam rady nadzorczej to przecież i tak nie stałoby się nic strasznego - większą część grzechu wzięłaby na siebie kobieta, gdyż to ona zdradzała.
W zasadzie to nawet chciał to uczynić.
Jego rozmyślania przerwał mu kelner, który przyniósł zamówioną wcześniej butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Scordare rozlał płyn do naczyń i wzniósł toast – początkowo miał go poświęcić pamięci zmarłego, lecz spojrzał na swoją partnerkę i zmienił zdanie.
- Za to spotkanie. Oby były następne.
Weronika uśmiechnęła się uwodzicielsko, naprawdę pięknie, i upiła łyczek.
- Liczę na to – odpowiedziała, poprawiając nieco dekolt – ale to nastąpi tylko wtedy, gdy powiesz mi kim naprawdę jesteś.
- Przecież mówiłem, że pisarzem. Zawsze interesowały mnie konflikty zbrojne, a Drax był istotną postacią w jednym z nich i…
- Kłamczuch – przerwała mu, kiwiąc przy tym palcem.
W tym momencie Hayt powinien się co najmniej zaniepokoić, lecz nie stało nic takiego. Przestał myśleć racjonalnie, a w głowie kołatało mu tylko jedno – by dobrać się do tej kobiety. Teraz, tutaj, na tym stoliku. Zmusił się jednak do odpowiedzi. Idiotycznej odpowiedzi:
- Naprawdę! Teraz jednak myślę, że napiszę książkę o tobie.
Flores westchnęła, pogrzebała w torebce i przysunęła się bliżej, a Drax poczuł pod stolikiem jakiś ostry przedmiot przystawiony do krocza. Spojrzał zdumiony prosto w oczy rozmówczyni i w tym momencie cały urok prysnął. Kobieta siedząca naprzeciwko przestała go w jakikolwiek sposób pociągać i nie mógł pojąć, jak w ogóle mógł pomyśleć o odbyciu z nią stosunku.
Spróbował się odsunąć na krześle poza zasięg ręki z ostrzem, lecz ze strachem zauważył, że nie może się ruszyć.
- Próbowałam po dobroci, ale widzę, że ty okłamałbyś swobodnie nawet kobietę, dla której oszalałeś. Dosłownie – zachichotała. - Prędzej byś mnie zgwałcił na tym stoliku niż powiedział prawdę. Spróbujemy w inny sposób – Weronika dźgnęła go leciutko. – Myślę, że nie muszę ci mówić, co się stanie, jak mnie znowu okłamiesz – odetchnęła lekko i uśmiechnęła promiennie do przechodzącego obok kelnera. – Czy przysłał cię Brando? – zapytała, gdy tamten już sobie poszedł.
Hayt poczuł, że może poruszać mięśniami twarzy.
- Kto? – odpowiedział pytaniem na pytanie, jednocześnie wyobrażając sobie, co zrobi kobiecie siedzącej naprzeciw, gdy już opuści go paraliż. I wcale nie myślał o igraszkach.
Flores wpatrywała się w niego intensywnie, najwyraźniej próbując odkryć kłamstwo.
- Nie znasz go? To dobrze. Kim zatem jesteś?
- Nie pojmiesz tego.
Kobieta parsknęła z niedowierzaniem.
- Właśnie sparaliżowałam cię samym wzrokiem, jeśli nie zauważyłeś. Pojmuję wiele rzeczy, ale pomogę ci – wycedziła. - Mag czy szaman? Bo mutanta bym od razu rozpoznała.
- A więc jesteś jedną z nas – mruknął czarnowłosy, tłumiąc wzbierającą w nim złość. – Miałem błędne informacje, gdybym wiedział, że jesteś zealotką, inaczej rozpocząłbym naszą znajomość.
- Skończyłoby się tak samo. Moją przewagą. A teraz mów, kto ci o mnie powiedział?
- Wywiad – po części była to prawda, gdyż Rose Viniani swoje informacje z pewnością otrzymała właśnie od nich.
- Kochane chłopaki… – warknęła, widać naprawdę zezłoszczona tą informacją. – Twoje słowa wskazują, że jesteś zealotą. Pytaniem jest, czy pracujesz dla kraju, czy na własny rachunek?
- Skąd wiesz, że cię nie okłamię? – Scordare nie miał powodu, by w tak głupi sposób drażnić osobę, od której chciał uzyskać pomoc, lecz nie mógł się powstrzymać.
Nie po tym, jak za pomocą magii – bo to jedyne wytłumaczenie – sztucznie wzbudziła jego pożądanie.
- To nie jest moje pierwsze przesłuchanie, kotku. Jak tylko zacznę podejrzewać, że kręcisz, to powiesz „do widzenia” swojemu wiernemu towarzyszowi – odparła, przesuwając nieco ostrze pod stolikiem. – Odpowiadaj.
- Służę Lumenowi.
Weronika przewróciła oczami, najwyraźniej niezadowolona z takiego responsu.
- Zresztą, to nie jest nawet takie ważne. Chciałeś spotkać się z Draxem, a gdy okazało się to niemożliwe, skontaktowałeś się ze mną. Po co?
- Byłem jego uczniem, nawet przejąłem jego pseudonim, ale jestem pewien, że stary nie nauczył mnie wszystkiego – Hayt uznał, że nie ma sensu dłużej bawić się z tą kobietą w kotka i myszkę, przyszedł czas na grę w otwarte karty. – Szukałem go, bo chciałem kontynuować naukę.
Flores wpatrywała się w rozmówcę przez dłuższą chwilę, lecz w końcu odsunęła rękę z ostrzem od jego krocza.
- Hayt „Drax” Scordare… Słyszałam o tobie. Gdybyś od razu przedstawił mi się swoim prawdziwym nazwiskiem nie byłoby tej całej farsy – rzekła spokojnie i pstryknęła palcami, a mężczyzna ponownie poczuł możliwość ruchu, co od razu wykorzystał, odsuwając się na bezpieczną odległość od stolika – Nie odpowiedziałeś jednak na moje ostatnie pytanie: po co chciałeś widzieć się ze mną?
- Liczyłem na to, że też byłaś jego uczennicą, poznałaś więcej technik strzeleckich ode mnie i chciałabyś mi je przekazać.
Na kolejne kilka minut ponownie zapadło milczenie. Weronika wyraźnie nad czymś myślała, a Hayt nie chciał jej przeszkadzać.
- Pod pewnym względem się przeliczyłeś, Drax nigdy niczego mnie nie nauczył. Nawet mój ojciec nie był dla niego godzien nauki – powiedziała wreszcie tonem pozbawionym emocji, ale nim Scordare zdążył poczuć rozczarowanie, dodała – ale znam kogoś, do kogo mógłbyś się zwrócić.
- Będę wdzięczny za każdą pomoc.
- Wcześniej zapytałam, czy przysłał cię Brando. To mój pierwszy mąż, a zarazem pierwszy uczeń waszego ukochanego mistrza.
Zealota nie zareagował na tą informację w żaden sposób. To były dobre wieści, lecz coś w tonie Flores wskazywało na ukryty haczyk. Postanowił jednak milczeć, czekając na rozwinięcie tematu.
- Brando Opalini, znany też jako „Płomyk”, jest magiem ognia i byłym żołnierzem Babilonu. Porzucił służbę Lumenowi i uciekł do Kartamisy, a następnie stanął na czele jednego z tamtych gangów. Od czasu do czasu przysyła do mnie swoich bandziorów, którzy na przemian próbują mnie albo porwać, albo namówić, bym się do niego przyłączyła. Przeklęty idiota – Weronika przerwała, by wziąć głęboki oddech i się uspokoić. - Jeśli chcesz się czegoś od niego nauczyć, musisz wyruszyć do Psiego Cmentarzyska i wkupić w jego łaski.
Drax przez chwilę trawił otrzymane informacje. Był dobrym strzelcem i chciał się stać jeszcze lepszy, lecz czy za cenę współpracy z renegatem? To nie była prosta decyzja, tym bardziej, że miejscem pobytu Płomyka było owiane niesławą Psie Cmentarzysko – prawdziwe gniazdo szerszeni.
- Kartamisa roi się od ludzi jego pokroju. Jak go odnajdę?
- Przekażę ci wszystkie informacje na jego temat, jakie posiadam…
- Ale?
- Ale obiecasz, że przyniesiesz mi jego głowę.


Koniec części pierwszej.

Pozdrawiam.
   
Profil PW Email
 
 
»Naoko   #2 
Zealota


Poziom: Wakamusha
Stopień: Gunjin
Posty: 594
Wiek: 31
Dołączyła: 08 Cze 2009
Skąd: z piekła rodem
Cytuj
Nie będę się dzisiaj rozpisywać - nie mam odpowiedniej weny i chęci. Te zmiany pogodowe źle na mnie działają.

Na oko wpis nie jest aż tak długi. Opowiadanie czyta się stosunkowo szybko, zatrzymałam się może w trzech miejscach. Większych błędów nie zauważyłam, ale podkreślam, że porywająco też nie było. Początek sceny przy stoliku był dziwny, ale zręcznie ją wytłumaczyłeś.

Tylko jeden szczegół *złośliwy uśmiech* Cmentarz Centralny w Arkadii, tak?
OCENA:6


Za lekceważenie prawdziwej urody, tej nieopisanej przez zwykłe zwierciadło
Zgromieni przez lepszą, aż łzy z gniewu trwonią
W sedno trafiło stare porzekadło
Mądrość, nie seksapil jest straszliwszą bronią.
   
Profil PW WWW
 
 
*Lorgan   #3 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3209
Wiek: 35
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa
Cytuj
Mi z kolei Twój wpis umilił poranną podróż do pracy. Dał się czytać bez większych problemów, a zawarta w nim fabuła zawiązuje się dość ciekawie. Masz ode mnie mocne 7/10, przy czym fajnie by było, gdyby kolejne części okazały się ciekawsze, niż wykonywanie głupawych zadań dla ubogiego mafiosy z zadupia.

Pozdrawiam.


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 
»Drax   #4 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 242
Wiek: 30
Dołączył: 06 Sie 2010
Skąd: Gliwice
Cytuj
Naoko,

To opowiadanko jako całość faktycznie nie byłoby zbyt długie, ale akcja, którą tu opisałem miała być zaledwie wstępem do treści właściwej ;) Gdybym umieścił tutaj wszystko na raz, podejrzewam, że wielu użytkownikom nie chciałoby się tego przeczytać. Z kolei w takiej formie, a więc "krok po kroczku", tekst nie zabiera zbyt wiele czasu ani mnie, ani czytającym ;)

Co do "złośliwego uśmiechu", pomyślałem o Tobie, wymyślając na szybko tę nazwę cmentarza, że możesz mi to wytknąć :DD Zauważ jednak, jak sprawa wygląda w naszym, prawdziwym świecie. "Cmentarzy centralnych" jest od groma i trafiają się pewnie w co drugim mieście, natomiast świątyń o nazwie np. "Główny kościół wyznania katolickiego w Gliwicach/jakimkolwiek innym mieście/miasteczku/wsi" po prostu nie ma.

Lorgan,

Cieszy mnie, że tekst się podobał :DD A co do perypetii mojej postaci w dalszych częściach - nic nie mogę obiecać ;) Mimo, iż zazwyczaj mam ogólny plan przebiegu walki/opowiadania, to niemal zawsze w trakcie pisania przychodzi mi coś nowego do głowy, co nie raz już zmieniło całkowicie postać moich tworów xD.

Pozdrawiam.


Per aspera ad astra.
Ostatnio zmieniony przez Drax 22-06-2012, 18:21, w całości zmieniany 1 raz  
   
Profil PW Email
 
 

Odpowiedz  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0.08 sekundy. Zapytań do SQL: 12