Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Poziom 0] Hes vs NPC (Lui Tsuchikawa) - walka 1
 Rozpoczęty przez »Hes, 07-09-2017, 20:39
 Zamknięty przez Lorgan, 16-09-2017, 10:07

6 odpowiedzi w tym temacie
»Hes   #1 
Zealota


Poziom: Keihai
Posty: 65
Dołączył: 05 Cze 2017
Skąd: Warszawa

Lui Tsuchikawa , douriki: 300
Hes, douriki: 300


Późnym wieczorem drzwi jednego z arkadyjskich kościołów otworzyły się i do środka wszedł młody chłopak. Zaskoczyła go stojąca za progiem para osiłków, która wydała mu się dziwnie znajoma. Wszystko wyjaśniło się, gdy zobaczył arcybiskupa siedzącego w jednej z ław. Podszedł niepewnym krokiem do swojego szefa.
- Nie wiedziałem ekscelencjo, że pan tutaj będzie... - Zaczął po chwili, zastanawiając się, czy nie przerwał mu w modlitwie.
- Cieszę się, że przyszedłeś tu, a nie do jakiegoś baru czy innego dziwnego miejsca, zwłaszcza w twojej sytuacji. Lepiej zaufać Lumenowi, niż kieliszkowi. Chcesz porozmawiać? - odpowiedział arcybiskup.
Chłopak wzruszył ramionami i usiadłszy obok, utkwił wzrok w ołtarzu. Milczał. Po jakimś czasie Leon Merriam kontynuował myśl:
- Nie da się rozdzielić dobra i zła, te dwie siły są ze sobą związane. Dobrzy ludzie robią złe rzeczy i na odwrót. Lumen oceni każdego, gdy przyjdzie czas, ale na tym padole to my musimy utrzymać ład i porządek. Sądzimy za łamanie ludzkiego prawa. Zostałeś do tego wybrany przez naszego Boga, Jesusie. Dobrze wykonałeś ostatnie zadanie. Mogę dać ci kilka dni wolnego i zaproponować świetnego psychologa, jeśli uznasz, że go potrzebujesz.
- Dziękuje ekscelencjo, ale chce wrócić do swoich zajęć i wreszcie dorwać Rhama. Nikogo już więcej nie skrzywdzi. Dopilnuję tego.
- Też bym sobie tego życzył i jestem dumny z twojego zapału. Niestety, teraz musimy czekać na jego ruch. Zobaczymy, co przyniesie nowy dzień. Wyśpij się, masz być na dziewiątą w pracy.
Arcybiskup wstał, położył jeszcze dłoń na ramieniu Hesa i odszedł. Zatrzymał się przed drzwiami, by spojrzeć na chłopaka i, bez słowa, wyszedł z kościoła.
Jesus spędził jeszcze w świątyni ponad dwie godziny w kompletnej ciszy, zanim wrócił do mieszkania. Przez całą noc nie zmrużył oka i już po siódmej pojawił się w pracy. Był jedną z pierwszych osób w budynku, nie licząc lekko zdziwionych pracowników ochrony. Na swoim biurku znalazł stos listów z przypiętą informacją, że ma się dziś nimi zająć. Przełknął gorzką pigułkę odsunięcia od najważniejszych spraw – jego szef nie dał za wygraną i mimo wszystko dał mu niechciane wolne. Ale rozkaz to rozkaz, wziął z blatu przesyłki i zabrał się do roboty.


Większość osób była mile zaskoczona wizytą Jesusa i sama rozmowa z przedstawicielem Lumena wystarczyła, by ukoić ich zmartwienia. Obcowanie ze zwykłymi ludźmi wprawiło go w bardzo dobry nastrój. Pogwizdując, dotarł pod kolejny adres - siedziby małej firmy. Specjalnie zostawił sobie tę sprawę na koniec. Nie potrafił zrozumieć czego nadawca prośby oczekiwał – z jednej strony prosił o modlitwę, z drugiej widać było, że oczekiwał pomocy w niesprecyzowanej sprawie.
Spróbował wejść do środka. Drzwi były zamknięte, choć informacja na nich sugerowała, że przyszedł w trakcie godzin otwarcia. Użycie dzwonka przy drzwiach również niewiele zmieniło, a mimo to Hes był pewien, że ktoś był w środku. Wyraźnie słyszał szelest przekładanych kartek.
- Nazywam się Jesus Abreu, jestem przedstawicielem archidiecezji Arkadii, proszę otworzyć – powiedział wyraźnie, przykładając identyfikator do wizjera. – Dostaliśmy od pana list z prośbą o interwencję. Nie będziemy chyba tak rozmawiać, prawda?
Po chwili dobiegł go stłumiony głos:
- Nic do was nie wysyłałem, proszę zostawić mnie w spokoju!
- Pan Vito Berroti? - Próbował dalej, sprawdzając jeszcze raz adres na kartce.
Drzwi otworzyły się powoli.
- Vito nie żyje, zabili go...
Hesa zamurowało. Nadawca listu został zamordowany? Dobry humor opuścił go od razu. Powoli wszedł do środka, zaproszony gestem przez mężczyznę. Niewielkie pomieszczenie służyło jednocześnie za biuro i magazyn. Jego gospodarz, niewiele starszy od niego, musiał być właśnie w trakcie pakowania. W centrum stało sporej wielkości pudło zapełnione w połowie mniejszymi pakunkami.
- Ostrzegali go. Mówili by odpuścił, sam go do tego namawiałem... ale on był taki uparty.
Opadł na krzesło stojące nieopodal i ukrył twarz w dłoniach. W końcu podniósł wzrok i zealota zobaczył w jego oczach błaganie o pomoc.
– Przepraszam, ale nie mam do kogo się zwrócić – Jesus zachęcił go gestem by kontynuował - Ta sprawa śmierdzi na odległość, ale od początku. Szpital Łaski Pańskiej rozpisał przetarg na zakup maszyny do rezonansu magnetycznego. Mamy w swojej ofercie taki sprzęt, więc zgłosiliśmy się, jako jedna z wielu firm. Co ciekawe, do podanej specyfikacji pasowała tylko konkretna maszyna, wytwarza przez zagranicznego producenta. Vito napisał do dystrybutora z propozycją kupna. Cena, jaką nam zaproponowano, była o 200 000 KUA wyższa, niż naszego urządzenia, które nie jest gorsze – spełniało wszystkie wytyczne, oprócz jednego małego detalu – podświetlanych klawiszy! Wyczuliśmy okazje na zarobek. Pisma i wnioski z prośbą o wykluczenie detalu lądowały w koszu. Po wizycie Vita złożonej dyrekcji placówki planującej zakup, zaczęły się groźby.
- Ktoś próbował go zastraszyć?
- Tak. Sam chciałem się wycofać, ale Berroti był... Uparty. Napisał do was list i udał się na policję. Wczoraj znaleziono jego ciało w parku, niedaleko szpitala. Po wstępnej obdukcji stwierdzono pobicie z wieloma urazami wewnętrznymi
- Ma pan jakieś dowody, panie... - Hes zawiesił głos.
- Przepraszam. Luigi, Luigi Miccolito. Tak, w tej teczce... w tej teczce ma pan wszystko: dokumenty i nośniki z danymi.
- Zajmę się tą sprawą. Gdzie będę mógł pana znaleźć?
- Tu? Ja sam nie wiem. Ukrywam się od wczoraj. Boję się o swoje życie!
- Proszę udać się do Złotych Hal i zapytać o ojca Antoniego. Powie mu pan, że przysłał pana Jesus Abreu. Skontaktuję się z panem później.
Hes wsadził Luigiego do taksówki, a następnie pojechał do kurii. Już po drodze skontaktował się z diakonem i wyjaśnił całą sprawę. Spotkali się pół godziny później w gabinecie drugiej najważniejszej osoby w archidiecezji. Przeglądali dokumenty, gdy w pomieszczeniu pojawił się nieznany zealocie mężczyzna. Marco przywitał się z nim, jak ze starym przyjacielem i przedstawił jako Franco Gallianiego, pracownika Ministerstwa Zdrowia i zarazem eksperta od tego typu nadużyć. Ten wyjątkowo szybko przejrzał papiery. Sprawdził ich autentyczność na stronie zamówień publicznych.
- Ewidentnie mamy tu do czynienia z oszustwem. Ktoś próbuje wyłudzić od nas pokaźną sumę pieniędzy. Musimy działać szybko. Pojadę na miejsce niezwłocznie z odpowiednimi służbami. Czy będą panowie reprezentować Kościół?
Niebawem Jesus razem z Franco jechali do szpitala. Marco postanowił zostać w biurze. Sama akcja przebiegła jak w filmach. Odział antyterrorystów wparował do budynku administracyjnego, zabezpieczając wszystkie dokumenty, komputery i nośniki danych. Podejrzanych zatrzymano i tymczasowo zabrano do aresztu. Hes stał w centrum wydarzeń i teoretyczni nadzorował akcję. Nie próbował jednak nic zmieniać w znakomicie funkcjonującej maszynie sił porządkowych. Oczywiście dookoła zebrał się tłum gapiów i młody zealota czuł się jak na celowniku.


Po południu wrócił do swojego pokoju w kurii. Usiadł do komputera, by wypełnić raporty, co zajęło mu czas praktycznie do wieczora. Miał już odejść od monitora, gdy usłyszał dźwięk przychodzącego maila. Zaciekawiony, postanowił sprawdzić pocztę.

Nadawca: zaniepokojony76@xmail
Temat: Więcej


Wiadomość miała prawie 50 MB, co bardzo go zaciekawiło. Sprawdził ją dostępnymi programami antywirusowymi, te jednak niczego nie wykryły. Otworzył ją, zaintrygowany i jednocześnie zaniepokojony zawartością.

„Jeśli interesują Pana przypadki łamania prawa w zakresie zamówień publicznych, proszę przyjrzeć się tym sprawom. Zaniepokojony”

Załączniki zawierały dziesiątki dokumentów, które Hesowi niewiele mówiły, ale przewijały się w nich nazwy wszystkich arkadyjskich szpitali oraz wielu innych z całego Babilonu. Potrzebował kogoś, kto mu pomoże w odczytaniu tych wszystkich raportów. Franco na pewno już był po pracy, zresztą nie miał do niego kontaktu, pozostał więc Luigi Miccolito. Zadzwoniwszy do nauczyciela, upewnił się, że gość nadal jest u niego. Następnie czym prędzej przegrał dane na laptop i udał się do swojej starej szkoły.
- Ojcze, to ja – zapukał do znajomych drzwi.
- Wejdź chłopcze, miło cię widzieć – Jak zawsze mógł liczyć na miłe powitanie ze strony ojca Antoniego. - Twój znajomy jest cały czas u mnie. Bardzo sympatyczny, młody człowiek.
- Jeszcze raz dziękuje za pomoc.
- Nie ma za co. Luigi czeka w salonie, uprzedziłem go, że niedługo się zjawisz.
Kiedy tylko Jesus wszedł do pomieszczenia, młody businessman poderwał się na nogi.
- Wrócił pan! Lumenowi niech będą dzięki. Ma pan jakieś informacje?
Spokojnym tonem Hes opowiedział mu o wydarzeniach minionego dnia, a raczej o tym, co mógł mu przekazać. Mężczyzna wpatrywał się w niego, jak w święty obrazek. Zealota wyczuł, że to dobry moment na poproszenie o pomoc. Wyjął komputer i pokazał tajemniczą przesyłkę. Miccolito zgodził się spojrzeć na dokumenty. Na początku spokojnie tłumaczył Hesowi znaczenia liczb oraz zapisów, ale wkrótce praca pochłonęła go w najlepsze. Przy pomocy kalkulatora i zwykłej kartki papieru sprawdzał informacje na stronach ze sprzętem medycznym i robił zapiski. Jesus próbował pomóc, ale jego nowo nabyta wiedza okazała się niewystarczająca. Nieprzespana noc też zrobiła swoje. Zasnął na kanapie w salonie ojca Antoniego.
Obudził się po siódmej następnego dnia i zobaczył, że drugi mężczyzna nie ruszył się sprzed komputera. Spojrzał na zealotę zaspanymi, podkrążonymi oczami.
- Prawie 3 000 000 KUA w ciągu dwóch ostatnich lat.... na Lumena, trzy miliony! Nie potrafię sobie tego do końca wyobrazić.
- Co to znaczy? - Dopytał Hes.
- Realna wartość zamówień jest zdecydowanie niższa, niż wygrywające oferty. Różnica między nimi to właśnie ta kwota. Nie ma możliwości by nie było innych zainteresowanych. Chyba, że wszystko było z góry ustawione. Kilka firm startujących na przemian w różnych przetargach. Zawsze wygrywały z powodu braku konkurencji. Co ciekawe, w zarządzie każdej znajduje się ta sama osoba: Lui Tsuchikawa. Ciekawe, że nikt nie zainteresował się wcześniej tą sprawą, bo na pierwszy rzut śmierdzi z daleka
Drzwi do salonu otworzyły się i do środka wszedł uśmiechnięty Antoni.
- Świeże kanapki, kawa oraz dzisiejsza gazeta – powiedział, puszczając oko w kierunku Hesa. Otworzył ją. Trzecią stronę zajmował artykuł dotyczący wczorajszej akcji w szpitalu.


Luigi postanowił dalej korzystać z gościnności ojca Antoniego i poprosił Jesusa o zostawienie mu laptopa. Zealota wrócił do domu. Umył się, przebrał i wyszedł do pracy. Cały czas miał wrażenie, że coś było nie w porządku. Brakowało mu jednego elementu układanki. Potrząsnął w swoim zwyczaju głową, by odegnać złe myśli i ruszył w drogę.
Na schodach do archidiecezji zaczepiło go dziecko i dało mu zaadresowaną do niego paczką. Rozejrzał się dookoła, ale nie zauważył nikogo podejrzanego, a dziewczynka zdążyła zniknąć w tłumie. Usiadł na schodach i otworzył pakunek. W środku była koperta i kartka:

„Popełniłeś błąd i musisz za niego zapłacić!
Jeśli zależy ci na życiu najbliższych, nie zawiadomisz nikogo o tym liście.
Po dalsze instrukcje udaj się do budki telefonicznej na rogu Piętnastej i Męczenników.
Masz czas do siedemnastej”


Drżącymi rękoma otworzył drugą część przesyłki. Wewnątrz było zdjęcie jego z rodzicami, które miał w swoim pokoju. Dreszcz wstrząsnął całym ciałem Hesa. Narażanie siebie to jedno, ale najbliższych to już zupełnie co innego. Nie był pewien kto napisał list, ale obdarzył go najszczerszym uczuciem nienawiści.
W pierwszym odruchu chciał poprosić o pomoc. Był pewien, że arcybiskup nie odmówi mu wsparcia. Bał się jednak, że może być obserwowany i zaszkodzić swoim najbliższym. Z drugiej strony czuł, że musi poradzić z tym sobie sam. Jeśli chciał służyć Babilonowi, musiał liczyć na siebie, a nie polegać tylko na innych.
Nie zważając na otaczających go ludzi, klęknął i zaczął się modlić:
- Prawdziwa siła nie pochodzi z człowieka, tylko z więzi między nim a Bogiem... – zaczął, koncentrując się na słowach modlitwy. Na Stepach Jutrzni nauczył się ufać Lumenowi i powierzać mu największe problemy. Gdy skończył, miał już gotowy plan. Natychmiast postanowił rozpocząć przygotowania.
Udał się do biblioteki Uniwersytetu Hypatii. Najpierw musiał wybrać miejsce konfrontacji. Przeglądał mapy Arkadii, nim wybrał odpowiednie – spory tunel w parku miejskim, przez który przepływał niewielki strumień. Co najważniejsze, nurt wody biegł dokładnie z zachodu na wschód.
Zaczął wyliczać niezbędne dane, promienie, krzywizny i kąty. Nauczył się idealnie ustawiać cząstki powietrza w potrzebne mu wzory – tak by mógł to zrobić bez zastanowienia. W ostatniej fazie przygotowań kupił farbę w spreju, miarkę i udał się do parku. Odmierzył odpowiednie odległości i zaznaczył punkty na zamalowanych ścianach. Sprawdził wszystko dokładnie, ustalił godzinę wschodu słońca następnego dnia i udał się pod wskazany adres. Dokładnie za trzy siedemnasta pojawił się na rogu Piętnastej i Męczenników. Kiedy tylko zbliżył się do budki, telefon zadzwonił. Rozejrzał się, ale nikogo nie zauważył. Pewnie był obserwowany od samego początku – dobrze zrobił, że nikogo nie zawiadomił. Bez pośpiechu podniósł słuchawkę.
- Halo?
- Pojedziesz drogą L3 na północ. Po godzinie jazdy, po lewej stronie zobaczysz bar Samotny Kaktus. Spotkamy się tam o trzeciej nad ranem - głos w słuchawce należał do młodego mężczyzny z ewidentnie zagranicznym akcentem. Słyszał, że był rozdrażniony.
- Nie.
Cisza, wypełniająca budkę telefoniczną, była ciężka i przytłaczająca.
- Coś ty powiedział? - Szantażysta nie potrafił ukryć rosnącej w nim złości.
- Powiedziałem: nie. Ja ustalę miejsce i czas spotkania
- Posłuchaj mnie mądralo, chyba nie rozumiesz sytuacji. Albo pojedziesz gdzie ci każę, albo gorzko tego pożałujesz. A teraz jak grzeczny piesek...
- To ty mnie nie rozumiesz, mendo. - Jesus przerwał mu stanowczym, opanowanym tonem. To on kontrolował tę rozmowę, nie nieznajomy. - Wiem o twoich lewych transakcjach z kilku ostatnich lat. Jeden telefon i po tobie.
- Nie zrobisz tego, nie zaryzykujesz życia swoich najbliższych.
Zealota na to czekał, jego przeciwnik zaczął się denerwować i odkrywać karty. Zaryzykujesz, a nie poświęcisz.
- Niczego nie ryzykuję. (Cha! Mam cię fiucie – pomyślał). Jesteś na moim terenie i to ja będę ustalać zasady. Rozmawiamy tylko dlatego, że mnie obraziłeś i traktuje tę sprawę osobiście. Jutro, za dziesięć piąta rano, w parku miejskim, koło fontanny z aniołem. Przyjdź sam.
W słuchawce dało się słyszeć wiązkę przekleństw i brzdęk tłuczonego szkła.
- Oczywiście – to chyba było najbardziej nieszczere "oczywiście", jakie Hes usłyszał w życiu.
Odwiesił słuchawkę i głośno westchnął. Stało się.


Zjawił się na miejscu dużo wcześniej, ale ukrył się nieopodal i nasłuchiwał. Jak się domyślił, mężczyzna nie przybył sam. Rozlokował swoich ludzi dookoła placu. Czekał. Jesus i tak planował się spóźnić, ale chciał też znać ustawienie przeciwników. Powoli zbliżał się do wielkiego placu – centralnego punktu parku. Poniekąd było to ulubione miejsce zakochanych. No, ale na pewno nie teraz. Doszedł do fontanny, kiedy niebo zaczęło już jaśnieć na horyzoncie.
- Spóźniłeś się! - Warknął mężczyzna odziany w luźny, lecz na pierwszy rzut oka, bardzo drogi garnitur.
- Nie jesteś osobą, dla której warto się spieszyć – odpowiedział Jesus.
W nieznajomym było coś dziwnego. Drobne detale, które nie pasowały do normalnej osoby. W końcu, po paru chwilach, dotarło do niego. Miał przed sobą nadczłowieka!
- Skończ ze mną pogrywać, chłopcze. Zadarłeś z bardzo nieod..
- Nie rozkręcaj się. Miałeś przyjść sam. Nie dochowałeś warunków umowy. Żegnam!
To powiedziawszy, Hes odwrócił się i ruszył w stronę tunelu. Przeciwnika na chwilę zatkało, ale po paru sekundach odzyskał rezon.
- Za nim! Złapać go! Chcę sam zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy!
Zealota puścił się biegiem. Nie było daleko, ale sprint zrobił swoje i nie musiał nawet udawać zmęczonego. Spojrzał w kierunku pojawiającego się słońca – te zaczęło już oświetlać wschodnie wejście do tunelu. Odwrócił się akurat, by zobaczyć wbiegającego z drugiej strony eleganta. Szybki był i do tego w dużo lepszej kondycji od Hesa. Chwila zaskoczenia nie dała mu praktycznie żadnej przewagi. Dobrze, że nie zdecydował się na dłuższy sprint.
- Nie dasz rady tak ciągle uciekać, prędz...
- Masz rację, nie dam. Chyba się przeliczyłem – przerywanie przeciwnikowi dawało mu jakąś dziwną, przyjemną satysfakcję.
Mężczyzna uśmiechnął się.
- Zadarłeś z bardzo nieodpowiednią osobą... – Jesus westchnął i przewrócił oczami. Zbir chyba bardzo chciał to powiedzieć. Pewnie grał na czas, czekając na swoich ludzi. Z tym, że zealota też na nich czekał - … sprawię, że staniesz się nauczką dla innych. Aby pamiętali, by nie zadzierali z Luim Tsuchikawą!
Machną ręką i razem z ośmioma ludźmi weszli w wypełniony promieniami porannego słońca tunelu.
Krok po kroku mijali końcową linię, wewnętrzne, aż weszli w sam środek wyznaczonego obszaru, choć nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.
Jesus pomodlił się cicho do Lumena i ułożył cząstki powietrza w pierwszą soczewkę, w odpowiedniej odległości, na wcześniej wyliczonej ogniskowej utworzył drugą. Część tunelu znajdująca się przed nim zmieniła się dosłownie w istny piekarnik, a płynąca środkiem woda tylko pogorszyła sprawę. Jesusa dobiegły krótkie krzyki. I bardzo szybkie, pojedyncze kroki. Niespodziewanie, zza pary, wyleciał sztylet i trafił zealotę w nogę. Choć rana nie była głęboka, chłopak momentalnie poczuł, jak słabną mu mięśnie. Stracił równowagę. Ktoś minął strefę aberracji i wybiegł z obszaru najwyższej temperatury. Lui.
Babilończyk poderwał się tak szybko, jak pozwalała mu zraniona noga. Niewiele myśląc, wyciągnął ostrze i rzucił je na ziemię.
- TY. Ty [ cenzura ]!! – wystękał przestępca. Miał poparzoną skórę, usta i nos. Mętne oczy wskazywały na krytyczny stan. Mimo wszystko poruszał się z niebywałą gracją, której Hes nie osiągnąłby nawet, gdy był w pełni sprawny. Na domiar złego, słońce schowało się za chmurami. Znikł promień odpowiedzialny za dostarczenie energii do tunelu. Jesus mimowolnie odwrócił się w kierunku jęków dobiegających z głębi. Zapłacił za ten błąd, szybciej, niż można było przypuszczać.
Potężny kopniak połamał mu parę żeber i odrzucił kilka metrów do tyłu. Miał jeszcze nadzieję złapać równowagę, ale nie dał rady i znów wylądował na ziemi. Lui zaatakował z furią. Był dużo silniejszy, co pomagało mu przełamywać obronę zealoty. Z każdym uderzeniem Jesus tracił siły, a przeciwnik nie, dzięki czemu zaczął osiągać przewagę. Babilończyk, próbując zasłonić się przed kolejnymi atakami, zaczął w duchu modlić się do Lumena o cud. Udało się, przeciwnik odskoczył od maga. Zanim zaczął dziękować Stwórcy, zauważył, że Lui schylił się po coś leżącego nieopodal.
- Nie o taki cud chodziło – mruknął pod nosem.
W ręku mężczyzny błysnął nóż sprężynowy, którym wcześniej rzucił w chłopaka. Ruszył powoli w kierunku Jesusa. Zręcznie podrzucił broń w ręku, szykując się do rzutu. W tym jednak momencie modlitwy zealoty zostały naprawdę wysłuchane – słońce znów zalało park promieniami. Oczy dwóch przeciwników spotkały się, obaj wiedzieli, że to decydująca chwila. Lui zaczął wykonywać zamach, przygotowując się do ciśnięcia nożem. Hes miał tylko moment na reakcję. Wiedział, że jeśli nie zdąży, może zginąć.
Nie myślał więc i pozwolił swojej magii działać. Cząsteczki powietrza ustawiły się w wcześniej wytrenowane wzory. Gigantyczna energia skupiona w maleńkim punkcie pomknęła w kierunku przeciwnika z prędkością światła i wypaliła mu dziurę w udzie. Przestępca z krzykiem bólu padł na kolana, wypuszczając wcześniej broń.
Zealota podniósł się z trudem na nogi i popatrzył na wroga klęczącego przed nim. Człowiek, a raczej nadczłowiek odpowiedzialny za śmierć Vito, ten który groził jego rodzinie. Przez niego Babilon stracił ogromne pieniądze. Poczuł, jak rośnie w nim wściekłość. Rozwiał poprzednie powietrzne twory i stworzył dwie nowe soczewki.
- Za wszystkie zbrodnie, w imieniu państwa Babilonu, ja, Jesus Abreu, skazuje cię na...
- Stój! – Zza pleców Hesa dobiegł go znajomy głos diakona – Nie rób tego. Teraz przepełnia Cię gniew, ale uwierz mi, jeśli go zabijesz, będziesz tego żałował. My już się nim zajmiemy.
Po chwili ciszę, panującą w parku, wypełniły sygnały policji i karetek pogotowia.
   
Profil PW Email
 
 
»Sorata   #2 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1470
Wiek: 35
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG

Zacznę od przeprosin. Pitraszenie oceny trwało tak długo, bo podróż poślubna nakłada na mnie również inne obowiązki. 
Nie miałem jeszcze przyjemności cię oceniać, ale czytałem ninmu, które pisałeś. Będę musiał przemyśleć sposób oceniania, bo niedługo trója stanie się moim zerem – (prawie) wszyscy aktywni gracze piszą na tyle zrozumiale, że przestaje mi się chcieć czepiać. Kierowany powinnością stwierdzam: Czasem stosujesz nadmiar przecinków, a czasem za mało. Poza tym warsztat poprawny. 2/3
Walka była „wow”. Poparzyć przeciwnika uprzednio przygotowaną czarodziejską lupą? Masz mój głos. Podobał mi się opis przedstawienia Visty - drobne detale zdradzające mutasa (obstawiam, że termin nadczłowiek jest raczej pochlebny  ). Jedyne czego brakowało, to wykorzystanie mocy przeciwnika. Za to oberwę pół punktu - reszta zagrała. Mechanika 2,5/3
Gratuluję wpisu już teraz, bo klimatem wygrałeś. Sprzedałeś Babilon zatwardziałemu Khazarczykowi. Opisałeś podejście kapłana-zealoty do plebsu i za to masz wielkiego plusa. Momentalnie polubiłem Jesusa i zidentyfikowałem się z twoją postacią, co dla mnie nie jest oczywiste. Tak naprawdę, jedyny poważny problem w klimacie mam z dialogami. Są sztywne. Nie w sensie formalnym (doceniam szacunek dla hierarchii kościelnej), ale brzmią jakby postaci za szybko coś relacjonowały. Szczegóły zlecenia to już czysta ekspozycja czytana z kartki. Drobniejszy minusik dorzucę za gnanie z akcją. Czasem zdania aż się proszą o ozdobniki, które ukazałyby drogę twojej postaci z punktu A do B.
Przykład poniżej:
Cytat:
Już po drodze skontaktował się z diakonem i wyjaśnił całą sprawę. Spotkali się pół godziny później w gabinecie drugiej najważniejszej osoby w archidiecezji. Przeglądali dokumenty, gdy w pomieszczeniu pojawił się nieznany zealocie mężczyzna. Marco przywitał się z nim, jak ze starym przyjacielem i przedstawił jako Franco Gallianiego, pracownika Ministerstwa Zdrowia i zarazem eksperta od tego typu nadużyć. Ten wyjątkowo szybko przejrzał papiery. Sprawdził ich autentyczność na stronie zamówień publicznych.

Albo:
Cytat:
Niebawem Jesus razem z Franco jechali do szpitala. Marco postanowił zostać w biurze. Sama akcja przebiegła jak w filmach. Odział antyterrorystów wparował do budynku administracyjnego, zabezpieczając wszystkie dokumenty, komputery i nośniki danych. Podejrzanych zatrzymano i tymczasowo zabrano do aresztu. Hes stał w centrum wydarzeń i teoretyczni przy okazji namierzyłem literówkę – chochliknadzorował akcję. Nie próbował jednak nic zmieniać w znakomicie funkcjonującej maszynie sił porządkowych. Oczywiście dookoła zebrał się tłum gapiów i młody zealota czuł się jak na celowniku.

Gdzie jest smakowite mięsko do czytania? :( Chcę więcej. W walce też to widać. Dorzuć więcej ozdobników w stylu zaciekawienia rozmiarem wiadomości, a będzie miód i orzeszki. Wyczuwam potencjał na wyższe noty. Tymczasem 2,5/4
Przyznaję, może i dałem kredyt zaufania. Np. Facet defraudujący pieniądze nie postarał się o zabezpieczenie swojej realnej tożsamości? Proszę o wybaczenie – ze względu na okoliczności jestem w umiarkowanie euforycznym nastroju.
Hesie: Całkiem poważnie - Jest dobrze. Jeśli będziesz pisał dalej, będzie bardzo dobrze.
7/10
Gratuluję zwycięstwa.
Sorata głosuje na Hesa.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
»Shadow   #3 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 251
Wiek: 24
Dołączył: 28 Maj 2015
Skąd: Zagłębie kabaretowe

Hes

Na początku przeproszę. Wybacz, że taka krótka będzie ta ocena, ale niestety cierpię ostatnio na brak czasu.

Warsztat. Tutaj do niczego się raczej nie przyczepię. Nie dlatego, że nic tam nie ma. Przynajmniej jeden błąd zauważyłem. Natomiast nie miałem czasu żeby dokładnie wszystko przeszukiwać. Ale jak nic mi się nie rzuciło w oczy przy kilkukrotnym czytaniu walki to chyba dobrze, co nie?
Spójność tekstu ze światem. Jest. I tutaj chyba dużo nie mogę powiedzieć. Niby mógłbym się przyczepić do tego maila i tego, że niewiele osób ma internet, ale biorąc pod uwagę to jak ewoluowało tenchi, szczególnie poprzez teksty innych to nie jest to błąd. Bardzo mi się za to podoba twoje przedstawienie Babilonu. Że tak ujmę - urzekło mnie. I to chyba jest największy plus.
Dialogi i narracja. Dialogi są suche. Sorata już pisał o tym, że wyglądają jak relacjonowanie tego co się stało. I ja mam to samo odczucie. Narracja jest przyjemna, ale miałem uczucie jakbym czytał streszczenie lektury szkolnej. Więcej mięsa proszę w następnych tekstach.
Oddanie postaci. Tutaj mam problem. Bo z jednej strony trzymasz się tego jak przedstawiasz Jesusa w swoich ninmu. I to mi się podoba. Sam fakt jak wykorzystałeś swoją moc wzbudziło we mnie wielki podziw. Przygotowanie do starcia też jest genialne. Za to twój przeciwnik... Zachowany jest jego charakter. Ale niespecjalnie pokazałeś jego moc. Z drugiej strony rozumiem - ciężko jakoś to zrobić.
Walka. Jest podręcznikowa. Przeciwnicy na podobnym poziomie, wzloty, upadki, piękna manipulacja napięciem, tylko... Brakło mi tutaj barwnych opisów. Jak zresztą w całym opowiadaniu.

Ostatecznie wystawiam 6,5, bo moim zdaniem byłby to dobry tekst na poziomie, jakby był rozbudowany o opisy. A że ich nie ma... To czuję się jakbym widział przed sobą rozbudowany szkielet. Rozbudowany, ale jednak szkielet. W każdym razie zasługujący na coś więcej niż "przeciętniak".


W więziennej rozpaczy...
   
Profil PW Email
 
 
»mablung   #4 
Agent


Poziom: Keihai
Posty: 117
Wiek: 30
Dołączył: 05 Paź 2010
Skąd: Warszawa

Jako, że w sumie to moja 1 oficjalna ocena to na wstępie odrobina wyjaśnienia. Ocenę będę dzielił w sumie w podobny sposób jak Sorata ( przepraszam za copyright) ale wagowo podkreślę to trochę inaczej. Zawsze uważałem że o dobrym opowiadaniu/walce decydują następujące rzeczy:
Warsztat - rozumiany jako zarówno pomijanie błędów ale też ciekawe formy stylistyczne oraz przyciągnięcie czytelnika konstrukcją zdań, akapitów oraz "scenariusza" ( waga 20%)
Mechanika - ponieważ po coś ją mamy, a jak już mamy to należy z niej korzystać. Jako, że jednak cyfra nigdy nie zastąpi opisu można przymknąć oko na pewne nieścisłości. Pod tę kategorię podchodzi również odwzorowanie postaci ( 35%)
Fabuła - albo inaczej mówiąc pomysł oraz strategia opowiadania. Dla mnie jest to najistotniejszy punkt, ponieważ od niego zależy tak naprawdę czy uznamy całość za miałkie, poprawne czy zapierające dech ( 45%)

Po tym przydługim wstępie można przejść do meritum.

Warsztat:
Na początek coś czego nienawidzę. Nie jestem w stanie wyłapywać błędów, posiłkuje się przy tym programami typu Word, a one bywają zawodne. Prawda jest taka, że skupiam się na odpowiedzeniu na pytanie czy błędy utrudniały mi czytanie. W tym wypadku odpowiedź jest negatywna, a to już jest całkiem wielki plus. Panowie nade mną twierdzą, że błędy były małe i jestem w stanie w to uwierzyć. Bodajże tylko 2 razy doszło do sytuacji, że czytałem na głos ( pomocne!) i miałem problemy z jakimś zdaniem z powodu jego konstrukcji.

Cytat:
Zadzwoniwszy do nauczyciela, upewnił się, że gość nadal jest u niego. Następnie czym prędzej przegrał dane na laptop i udał się do swojej starej szkoły.


Po prostu zdania takiego typu uważam za rozdmuchane. Można to było opisać prościej rozbijając na więcej zdań. Sam mam ten kłopot, wiec jestem na niego wyczulony. Wśród innych błędów to np nieodpowiedni moim zdaniem szyk zdania.

Cytat:
Wewnątrz było zdjęcie jego z rodzicami, które miał w swoim pokoju
.

Uważam, że lepiej brzmiało by: "Wewnątrz było jego zdjęcie z rodzicami, (...)"
Podsumowując: Warsztatowo bardzo dobrze. Idealnie nie było, ale żaden z błędów nie wpłynął na przyjemność czytania. Ocena 8/10
Mechanika:
Przyjrzyjmy się teraz odwzorowaniu przeciwnika. Wpadanie w furie? Jest. Przesadna brutalność? Jest. Przebiegłość i znajomość na finansach, tutaj mam pierwszy zgrzyt. Osoba taka jak Lui moim zdaniem za mało zabezpieczyła swoją tożsamość. Kupiłbym to jeszcze, gdybyś odkrył to przy pomocy jakiegoś rządowego analityka, gościa, który specjalizuje się w wyszukiwaniu danych, a nie sprzedawcy sprzętu medycznego. Za to niestety polecą punkty.
Co do samej walki, ( zostawiając na razie taktykę do kolejnego punktu) muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobała. Lui reaguje impulsywnie i czuje, że może sobie na to pozwolić. Jest nadczłowiekiem, ma swoich kumpli, staje się nieostrożny. Całkowicie naturalne i w tym wypadku zgubne. Nie wiem tylko czemu cię przegonił i dotarł do tunelu od drugiej strony ( tak to zrozumiałem) skoro macie taka samą szybkość. Z opisu nie wyglądało na to, żeby odległość do pokonania była duża więc jego przewaga w Witalności nie powinna tutaj mieć większego znaczenia. Przynajmniej nie na razie.
Fajne i pomysłowe jest także wykorzystanie waszych mocy. Chyba największy plus całej walki. Zresztą to nie jedyna rzecz z której robisz dobry użytek. Batsu, umiejętności niebojowe wykorzystujesz i opisujesz w łatwy i przystępny sposób. Nawet bez patrzenia w kartę można się domyślić, że masz pojęcie o psychologii, taktyce oraz dostęp do struktur Kościoła. Aż strach pomyśleć co będzie gdy zainwestujesz w siebie więcej punktów.

Podsumowując: Mechanika oddana bardzo zjadliwie, jednak łatwość z jaką został wyśledzony Lui trochę rzutuje mi na jego domniemywaną przebiegłość. Ocena: 7/10
Fabuła
Czyli creme de la creme. Zacznijmy tym razem od negatywów zgoda?
Jak było podkreślane, dialogi. Niektóre są dobre, inne są naiwnie, dziecinne ( postać Miccolito) niektóre zaś po prostu czyta się niczym relacje z meczu. Wszystko jakieś takie suche i bez uczucia. Podejrzewam, że przy niektórych brakuje trochę tego co Sorata nazwał "mięskiem". Niewiele wiemy o tym w jaki sposób mówi Luigi, jakie emocje przeżywa ( w większości nie zawsze) albo jak się zachowuje w trakcie mówienia. Wszystko to wpływa na interpretacje wypowiedzi inaczej wygląda to mechanicznie. Moim remedium na to, jest głośne wypowiadanie dialogów w opowiadaniu, próba nadania im odpowiedniej emocji albo charakteru, a nawet przeprowadzenie takiej rozmowy ze znajomym. Niestety jest to najsłabszy element całości
O taktyce jeszcze napiszę, zastanawia mnie natomiast czemu zbiry nie otoczyły cię w tunelu? Czemu wszyscy weszli od jednej strony? Ułatwiło ci to bardzo sytuacje ale było też nielogiczne, jeżeli chcieli cię zatrzymać. Chętnie posłucham twojego wyjaśnienia.
Świat przedstawiony naprawdę mnie urzekł. Nie pamiętam, czy ktokolwiek w Babilonie skupił się na życiu maluczkich, ale trochę mnie nie było. Motyw z podopiecznym Kościoła chodzącym z modlitwą oraz wsparciem jest prosty, ale diabelnie skuteczny bo nadaje lepszy wydźwięk. To już nie tylko zealota-tępiciel nadludzi ale również zealota-dobrotliwy. Dbający o swoje owieczki. Dodatkowo jest to zadanie w sam raz dla mało doświadczonego i szeregowego agenta. Przy okazji odkrywasz jakąś grubsza aferę i to super też oddaje charakter ninmu. Misji nie zawsze zlecanych odgórnie, czy zaplanowanych akcji ale wynikających z przypadku sytuacji, które mają potem poważne implikacje. Sam pomysł przekrętu również wyjaśniony jest prosto dla czytelnika, ale nie naiwnie. Dalsze śledztwo, wkroczenie do akcji zaniepokojonego, groźby od nieznajomego oraz przygotowywanie pułapki nadają fajne tempo. Udało ci się osiągnąć to co ja często rozdmuchuje. Wprowadziłeś własną ekspozycję i historię do fabuły zwięźle nie zanudzając czytelnika, a ubarwiając go dodatkowymi smaczkami. Szkoda tylko, że wśród tych smaczków fabularnych zabrakło tych typowo literackich jak pisał Sorata.

Późna pora to trochę się rozpisałem, trzeba to powoli zbierać w całość i podsumowywać. Fabuła wyszła ci naprawdę nieźle. Napisana jest w punkt, nie ma wielu błędów ani zakłamań. Czyta się to jak dobry thriller, acz w skrótowej wersji. Dopracujesz dialogi oraz wzbogacisz trochę własny język literacki, a będzie się to czytało z wypiekami na policzkach. Ocena 7,5/10.

Ocena ogólna: 7,025 więc chyba zgodzę się z Soratą i dam 7 + 0,5 na zachętę. Widzę potencjał, którego się zresztą spodziewałem, wiec oby tak dalej.

Mablung głosuje na Hes'a z oceną końcowa 7,5

P.S. Format oceny może się jeszcze zmienić, bo będę go dalej dopracowywał w miarę oceniania.
P.S2. Tytuł "Banana Walki" ( czyli nagroda za moment, który wywołał uśmiech od ucha do ucha) otrzymuje poniższy cytat.

Cytat:
- Zadarłeś z bardzo nieodpowiednią osobą... – Jesus westchnął i przewrócił oczami. Zbir chyba bardzo chciał to powiedzieć.


Pochylamy się przed inteligencją
Klękamy zaś przed dobrocią
   
Profil PW Email
 
 
»Dann   #5 
Rycerz


Poziom: Ikkitousen
Stopień: Fukutaichou
Posty: 498
Wiek: 23
Dołączył: 11 Gru 2011
Skąd: Warszawa

Hes

Znowu zacznę od dupy strony, ale kupiłeś mnie pomysłem z wykorzystaniem soczewek. Po prostu wow... Zaklęcie zerowego poziomu, ale przy uprzednim przygotowaniu widać moc. Nie wiem tylko, czy technicznie twoja postać by temu podołała, w umiejętnościach bojowych posiadając tylko taktykę i psychologię na 1 poziomie. Ale nic, jak zaznaczyłem na początku, mnie kupiłeś.

Co z kolei mnie nie przekonało, to klimat Babilonu, który tak bardzo urzekł moich przedmówców. Po prostu mnie on nie porwał. Z kolei świetnie operujesz kościelną hierarchią i... nazwijmy to mechaniką państwową. To coś, czego nie spodziewałbym się po graczu na twoim poziomie, także wielkie kudos w twoim kierunku.

Akcję detektywistyczną narzucono ci odgórnie, ale mam wrażenie, że czułeś się w niej świetnie. Działania podejmowane przez Jezusa (nie wiem, czy przeboleję używanie tego w tekście xD) są logiczne. Bardziej przypominają dziennikarza na tropie afery, niż profesjonalisty, a to dobrze, bo w żadnym stopniu nie wykraczają poza granicę, które otwiera przed postacią umiejętność detektywistyki, także ponownie - dobra robota. Jedyny zarzut to może ten mail, który tak bardzo wszystko ułatwił, wręcz podsunął rozwiązanie pod sam nos. Nie wiem też, czy Lui postępowałby na tyle nieuważnie, żeby go tak łatwo powiązać z przestępstwem. Bądź co bądź, jest doświadczonym przestępcą z potężnym gangiem za plecami. Tacy (nad)ludzie nie powinni popełniać podobnych błędów.

Na koniec przyczepię się tylko krótko (bardzo krótko) do języka. Kiedyś Coltis zarzucił Nao i mnie nadmierne i nienaturalne używanie imiesłów przysłówkowych uprzednich, które gryzie przy czytaniu. Ty masz podobnie. Popracuj nad nimi, a z pewnością będzie lepiej. Poza tym miejscami piszesz płasko i bez emocji, dodaj troszkę barwy. Rzuciło mi się też w oczy, że strasznie często używasz niektórych słów, np. "wszystko" czy "pierwszy", całkiem sporo też "szybko".

Ocena: 6,5 - widzę w tobie potencjał i cholernie chcę zobaczyć, co Jezus (no nie wytrzymam XD) będzie potrafił robić z nowymi zaklęciami po awansie. Gratulacje, bo wygraną masz już w kieszeni :ok:


What's dann cannot be undann ( ͡° ͜ʖ ͡°)
   
Profil PW
 
 
*Lorgan   #6 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3208
Wiek: 34
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

Hes - Stylistycznie walka pozostawia trochę do życzenia - przede wszystkim przeszkadzało mi nadużywanie podmiotu (np. Jesus i przedstawiciel Lumena w jednym zdaniu) i nieregularność interpunkcji. Cieszę się za to, że zachowałeś otwarty umysł i eksplorowałeś nowe terytoria - jak naprawdę działa Vista, czy że poświęciłeś uwagę kwestiom społecznym w Babilonie. Nag i Sanbetsu są pod tym ostatnim względem bardzo dobrze określone, ale pozostałe dwa kraje mają wiele miejsca na nowości. Doceniam, że się za to wziąłeś.
Z kwestii poważnych, nie doceniłeś przeciwnika. Skoncentrowałeś się na tym, jaki to ty jesteś fajny i zdolny, po macoszemu traktując jego możliwości. Chodzi mi tu przede wszystkim o przebieg śledztwa, a nie o samą walkę. Całość nie wypada najgorzej, ale miejsca na poprawę jest wciąż bardzo dużo. Gratuluję wygranej.

Ocena: 6,5/10
______________________________________________________________

Oddaję swój głos na Hesa.


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 
*Lorgan   #7 
Administrator
Exceeder


Poziom: Joutei
Stopień: Taichou
Posty: 3208
Wiek: 34
Dołączył: 30 Paź 2008
Skąd: Warszawa

..::Typowanie Zamknięte::..


Hes - 34 pkt. (5 głosów)

NPC - 25 pkt. (0 głosów)

Zwycięzcą został Hes!!!

Punktacja:

Hes +45 (medal: Gwiazda Ochotnicza)
Sorata +10
Shadow +10
mablung +10
Dann +10
Lorgan +10


Hit dirt, shake tree, split sky, part sea.

Poprawna polszczyzna | Wiedza dla ludu | Odpowiedź na Twoje pytanie
   
Profil PW Email WWW Skype
 
 

Temat zablokowany  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13