Tenchi PBF   »    Rekrutacja    Generator    Punktacja    Spis treści    Mapa    Logowanie »    Rejestracja


[Tankyuu] Sto ogonów Nidhogga
 Rozpoczęty przez »Sorata, 01-03-2018, 12:45

35 odpowiedzi w tym temacie
»Sorata   #11 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1425
Wiek: 32
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Spoiler:

Uczestnicy:
  1. Mablung
  2. Shadow
  3. Naoko
  4. Hes

Streszczenie rozdziału:
    X
Nagrody za rozdział:
  • Sorata +20 (Prowadzący)
  • Mablung +25 – Emocje i praca cyfrowego detektywa. To zdecydowanie mój kawałek chleba. Jedziemy dalej.
  • Shadow +25 pkt – Klimatyczny i emocjonalny wpis. Wypełniłeś wytyczne co do joty. Rozpędzamy vendettę.
  • Naoko + 25 pkt – Imponująco doprecyzowałaś technikalia, a wpis został wpleciony w twoją własną historię. Opisałaś wiarygodną pracę detektywistyczną. Super.
  • Hes + 23 pkt Brawo - Twojej aktywności nie dorównał nikt. Pierwszy ukończyłeś wytyczne i zamieściłeś wpis. Zapomniałeś tylko o jednej drobnej rzeczy, która miała cię naprowadzić na dalszy trop.
Termin oddania wpisów:
    20.05.2018 (do północy)


Rozdział 2

Aby podkreślić rywalizację i/ lub współpracę, począwszy od etapu drugiego, w tankyuu liczy się prowadzenie fabularne. Będzie wyrażone w punktach Holmesa (w skrócie hms lub Holmsy <wink>), które zdobędziecie swoją aktywnością.
Korzyści z Holmsów są dwojakie - Osoba o najwyższej ilości hms w każdym etapie, zgarnie najwyższą premię (w klasycznych punktach wg. stawek w cenniku) za wpis, a gracz/-e z najwyższą ilością po zakończeniu tankyuu, otrzyma/-ją oprócz punktów, nagrodę niespodziankę związaną z tematyką tankyuu i Tenchi.

Cennik Holmesa:

+ 1 hms – wpis do tankyuu.
+ 1 hms – wykonanie pierwszego wpisu w każdym etapie tankyuu.
+ 1 hms – każdy posiadany poziom umiejętności niebojowej Detektywistyka.
+ 1 hms – publikacja newsa o badanym morderstwie w odpowiednim temacie (min. 4000 znaków) Każdy gracz może podjąć się tego zadania tylko raz.
+ X hms – wykupienie bonusu fabularnego (szczegóły poniżej).
- X hms – nawiązanie współpracy z innym graczem (gdzie X to ilość graczy w grupie)

Możliwe warianty bonusowe:

Obcy na obcej ziemi:
Umiejętność niebojowa Aktorstwo (1 ) + Koneksje [Khazar] (2) lub Fałszowanie (2) – postęp w śledztwie i prowadzenie fabularne. Szczegóły na PW po wykupieniu. [+3 hms] Jednorazowe.

Szkiełko i oko:
Umiejętność niebojowa Detektywistyka (3) lub Kulturoznawstwo [3] – wpadasz na trop, który poprowadzi cię inną, potencjalnie szybszą ścieżką do ujęcia celu. [+3 hms] Jednorazowe.

W kupie siła:
Umiejętność niebojowa Koneksje [Sanbetsu] [Babilon] (w zależności od narodowości gracza z którym chcemy współpracować) – nawiązanie współpracy z innym uczestnikiem tankyuu (wymaga zgody zainteresowanych stron). Umiejętności niebojowe graczy uzupełniają się (bez sumowania poziomów). Od tego momentu na potrzeby punktacji Holmesa traktowani są jako jedna osoba, zachowując wyższy z indywidualnych poziomów. Można wykupić dla każdego z graczy z osobna.

Samotny wilk:
Umiejętność niebojowa Koneksje [Sanbetsu] [Babilon] (w zależności od narodowości NPC, z którym chcemy współpracować) – nawiązanie potajemnej współpracy z NPC innego gracza. [+1 hms] Punkty zostają wykradzione z punktacji gracza, który współpracował z NPC. Można wykupić dla każdego NPC z osobna (poza własnym).

Lista NPC:
Podinspektor Kenichi Kempetai (mablung)
Inspektor Carla Navarro (Hes)
Cirillo Corsoza ( Shadow)
Młodszy technik Adam Berratio (Naoko)


Wieczny niedosyt informacji:
Umiejętność niebojowa Detektywistyka [2] lub Zabezpieczenia [2] - podjęcie się rozwiązania zaszytej na forum zagadki, która może zawierać podpowiedzi do obecnego śledztwa. Treść zagadki trafi na PW ochotnika. 1 raz/etap tankyuu [+1 hms]

Przypadek narzędziem postępu: Wyjątkowa przysługa dla współpracownika wprowadza go (i w efekcie ciebie) na dalszy trop. Oprócz ceny w hms wymaga opisu fabularyzowanego. [-1 hms]

W zależności od waszych postępów, w kolejnych może pojawić się więcej bonusowych rozwiązań.

Aktualna punktacja:

Naoko – 3 hms
Hes – 3 hms
Mablung – 2 hms
Shadow – 2 hms


Samotny mężczyzna siedział w wielkim pomieszczeniu z wyrazem zamyślenia na przystojnej twarzy, podziwiając taniec płomieni w kominku odbity na miedzianych zdobieniach mebli. Gdy skrzypnięcie schodów na piętro rozeszło się echem w niezagospodarowanej przestrzeni, drapieżne rysy ściągnęły się na ułamek sekundy, jakby wyczekiwał zagrożenia. Nim otwarły się drzwi, był już spokojny i wrócił do poprzedniego zajęcia.
- Owocne łowy? – zapytał, nie odwracając się do wchodzących.
Ubrana po męsku kobieta podeszła do jego fotela i usiadła na oparciu. Zmarszczył brwi, ale nie skomentował naruszenia przestrzeni osobistej.
- Jak zwykle. – wzruszyła ramionami. – Nudzą mnie te przygotowania. Choć raz moglibyśmy zacząć od porządnej rzezi.
- Spokojnie moja droga. – Drugi gość miał spokojny, szeleszczący głos. Z namaszczeniem zamknął drzwi i podszedł do zastawionego wieczerzą stołu. – Nie możemy oczekiwać, że śledczy zawsze będą tak niekompetentni. – Zatopił równe zęby w wyjątkowo dorodnym winogronie. – Ale nie jesteśmy tu przecież, żeby popisywać się wynikami. Po co tu jesteśmy, drogi bracie?
Mężczyzna w fotelu wstał jak uczeń wezwany do odpowiedzi, odtrącając namolną dłoń towarzyszki, która w skupieniu zaczęła bawić się kosmykiem jego czarnych włosów.
- Wezwałem was, żeby z tym skończyć. Tylko tyle.
Usta kobiety ułożyły się w zgrabne O, ale blondyn przy stole tylko się uśmiechnął.
- Oczekiwałem tego. Nawet lepiej, że w taki sposób. – Nadal spokojnie jadł. - Myślę, że zasługujemy na krótkie wyjaśnienie. W końcu siedzimy w tym razem już całkiem długo, nieprawdaż?
Jego rozmówca aż zadygotał z wściekłości.
- No właśnie! I co się zmieniło?! – Wskazał urękawiczoną dłonią w ciemność za dużymi oknami. – Zarzynamy owce. Z nieodmienną łatwością. Od lat. Po co?! Gdzie w tym wyzwanie, które mi obiecałeś?
- Teraz cię rusza sumienie?! – Kobieta opanowała początkowe zaskoczenie. – Po tym wszystkim, co nam zrobili?
Zaskoczyła go.
- Już dawno ukaraliśmy winnych, siostro. – płynnie przeszedł do usprawiedliwiania. – Nikt nie kwestionuje, że należało to zrobić. Ale to, co teraz robimy, to zwykłe deptanie mrówek.
- Oni wszyscy są winni. Diabli pomiot. – syknęła pogardliwie. – Wyrżnę ich, co do jednego. Tylko stań mi na drodze…
Huknęło odrzucone krzesło.
- Uspokójcie się oboje. - Gdy mężczyzna wstał, jego smukła sylwetka przytłoczyła otoczenie. – Nie zapominajcie z kim rozmawiacie. Czyż nie mieliśmy być równi?
Mimo spokojnego tonu, w oczach błysnęły mu zimne płomienie.
- Aż po kres świata – odpowiedziała kobieta cicho i potulnie. Podeszła do swego towarzysza i objęła go, podkreślając układ sił w pomieszczeniu. – Ale nie zniosę, żeby on mówił mi, co możemy robić.
Oboje zwrócili uwagę na zaciskającego pięści rozmówcę.
- Nie da się ukryć, że jest w tym pewna hipokryzja bracie. – Blondyn ucałował czoło kobiety i delikatnie wysunął się z jej objęć. – Sam przecież masz na koncie więcej ofiar niż my razem wzięci. Wystarczy, że wspomnę rzeź niewiniątek na północy. Skąd ta słabość?
- Ile razy mogę powtarzać, że tego nie chciałem? To była samoobrona…
- Niemniej, stało się. – Blondyn przerwał bezceremonialnie , nim tamten był w stanie kontynuować. – Jesteś za dobry na takie wymówki. Powiedz, że nie sprawiło ci to przyjemności.
Odpowiedziała mu cisza. Uśmiechnął się triumfalnie i wskazał na całą trójkę.
- Jesteśmy urodzonymi mordercami, kochani. Wilkami w ciemnościach. Drapieżcami ostatecznymi. Nie zwalcza się natury. Tylko koniec świata może nas powstrzymać.
- A Sartre? Jego też tylko koniec świata mógł powstrzymać? – warknął brunet wyzywająco.
- Sartre był za słaby. – Wtrąciła się kobieta. – I zbyt pochopny. – Nadała drugiemu zdaniu wybarwienie osobiste, ale zacietrzewiony mężczyzna tego nie dostrzegł.
- Nie tak się umawialiśmy!
- Nigdy nie byłeś dobrym rozmówcą. – mruknęła zniechęcona. – Przedstawię to jaśniej, żeby twój prymitywny umysł nadążył. Nie poradzisz sobie z nami, ani nie zdobędziesz pomocy. W ich oczach jesteś tak samo winny.
- Już go nie dobijaj. –Jej towarzysz podszedł i ją pocałował. – Uwielbiam twoją determinację. Myślę, że już zrozumiał. Czyż nie bracie? – odwrócił się, trzymając rękę na pośladku kobiety.
Wezwany do odpowiedzi milczał, świadomy porażki. Trzy spojrzenia ścięły się wściekle po raz ostatni.
- Zejdź mi z oczu! – warknęła. – Tchórz!
Zgrzytnął zębami i odwrócił się na pięcie. Nim zamknął drzwi, usłyszał odgłosy zrzucanych półmisków i dwóch ciał splecionych na stole.

Wytyczne jawne dla prowadzących (sugerują kierunek poszukiwań):

Hes: 3 hms
Jesus z frustracją potarł pokrytą jednodniowym zarostem twarz. Gdy zadzwoniła Carla, nie myślał nawet o porannej toalecie, tylko od razu pognał na spotkanie. Niestety wieści nie były dobre. Mimo zinterpretowania początkowych dowodów, inspektor dała mu wyjątkowo jasno do zrozumienia, że o uchwyceniu sprawcy można póki co zapomnieć. Przydzieleni do sprawy funkcjonariusze już wcześniej byli przeciążeni, a najlepsi detektywi jakimi dysponowała, zajmowali się innym morderstwem. Niemniej w ramach dobrego rozpoczęcia w jego ręce trafił raport patologa, lista przedmiotów znalezionych na miejscu zbrodni i początkowa analiza śladów biologicznych. Najbardziej go jednak zastanawiało, jak teraz ma spojrzeć w oczy małej Nicoli i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze?
Dalsze wytyczne na PW.

Naoko: 3 hms
Kaito musiał zniknąć jeszcze przed porankiem. Zmęczona fizycznymi zmaganiami, Arafel zasnęła mimo męczącego śledztwa. Adam zadzwonił później, kiedy była pod prysznicem. Wprowadzona rok wcześniej identyfikacja numeru nawiązującego połączenie była naprawdę przydatna. Niewielki wyświetlacz zastąpił centralę telefoniczną, która funkcjonowała od kilkudziesięciu lat. Gdyby jeszcze mieli superkomputer, który w 10 minut wskazałby sprawcę, świat byłby całkowicie innym miejscem. Wybrała numer i uśmiechnęła się lekko na entuzjazm wyczuwalny w głosie młodego technika.
- Cześć. Właśnie o tobie myślałam – skłamała gładko. – Mamy coś nowego?
- I tak, i nie. Może przyjedziesz? - liczył, że ją zainteresuje. I dobrze.
Pół godziny później siedzieli w niewielkim laboratorium i przeglądali kolejne teczki. Zespół Adama (albo on sam) pracował z niebywałą motywacją. Wskazywał jej właśnie kolejny plik dokumentów. Na kolejnych poziomach miękkiej kalki odbite były kolejne warstwy zawijasów na ścianach.
-Zauważyliśmy, że farba w poszczególnych wzorach miała inne poziomy lepkości. Litery były zniekształcone, ale udało nam się rozszyfrować prawdopodobny przekaz – wskazał narysowaną miękkim ołówkiem kopię.
Dalsze wytyczne na PW.

Mablung, Shadow 2 hms
Śledztwo na chwilę utknęło. Wybierzcie proszę rozwiązanie fabularne, które wam odpowiada, a wytyczne prześlę na PW.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
»Naoko   #12 
Zealota


Poziom: Wakamusha
Stopień: Gunjin
Posty: 592
Wiek: 27
Dołączyła: 08 Cze 2009
Skąd: z piekła rodem
Cytuj
Rezygnuję z udziału w Tankyuu. Dałabym radę oddać dzisiaj wpis, ale świadomie rezygnuję. Powodzenia.


Za lekceważenie prawdziwej urody, tej nieopisanej przez zwykłe zwierciadło
Zgromieni przez lepszą, aż łzy z gniewu trwonią
W sedno trafiło stare porzekadło
Mądrość, nie seksapil jest straszliwszą bronią.
   
Profil PW WWW
 
 
»mablung   #13 
Agent


Poziom: Keihai
Posty: 111
Wiek: 28
Dołączył: 05 Paź 2010
Skąd: Warszawa
Cytuj
"To twoje śledztwo. Postępuj jak uważasz. Masz wszelkie pozwolenia. W granicach rozsądku"
Odpowiedź była równie lakoniczna jak pierwszy mail. Dostawał wolną rękę. Głównie dlatego, że nie miał wielu punktów zaczepienia. Naścienna "mapa myśli" została już przetworzona w komputerowym szablonie, ale również nie przybliżyła go do odpowiedzi. Podinspektor Kenichi także nie mógł pomóc. Zawalony był papierkową robotą i oczekiwał na wyniki badań. Mablung postanowił zatem pociągnąć za najbardziej interesujące go wątki na terenach Babilonu. Równocześnie poprosił podinspektora o próbę odnowienia kontaktu z kapitan Mueca i informowania go na bieżąco o dodatkowych poszlakach. Ufał, że oficer jednostki policyjnej Fojikawy postąpi odpowiednio. Każdy dzień zwłoki działał na korzyść morderców, bo agent był przekonany, że nie było to dzieło jednego człowieka. Jeżeli zaś mylił się w tej sprawie to wolał nie wyobrażać sobie jaki geniusz zbrodni mógł za tym stać.
Samolot przelatywał nad oceanem, a on wiercił się niemiłosiernie próbując znaleźć jak najmniej niewygodne ułożenie w fotelu. Tanie linie lotnicze do Babilonu nie były dostosowane do ludzi jego gabarytów.

***


Nowy ląd przywitał go klimatem innym niż wszystko co do tej pory widział. Wcześniej nie zapuszczał się na zachodnie kontynenty. Operował głównie na terenach Sanbetsu i Khazaru. Oficjalnie przybył tutaj w sprawie dochodzenia jako prywatny detektyw. Nikt nie utrudniał mu swobody poruszania się po mieście, ale przeczuwał, że był obserwowany. Standardowe postępowanie zabezpieczające. Niby istniały traktaty i takie tam, ale strzeżonego Lumen strzeże, czy jakoś tak. Nie chciał spowodować incydentu, który byłby rysą na stosunkach dyplomatycznych obu państw. Musiał więc postępować ostrożnie. Przez pierwsze kilka dni orientował się w architekturze miasta. Zwiedzał zachwalane przez broszurę turystyczną atrakcje. Z ciekawością zawitał na murach oraz starym mieście, sprawdził jakość powietrznego metra czy zawitał do kilku okazalszych kościołów. W tym ostatnim wybór miał naprawdę olbrzymi. Przede wszystkim szukał jednak miejsc, w których łatwo o informacje: barów, klubów taneczny czy innych miejscach grupujących rozgadane towarzystwo.
Nadstawiał ucha. Udało mu się nawet zaliczyć krótki romans z poznaną na parkiecie kobieta. Zdecydowanie zbyt rozgadaną oraz za bardzo podchmieloną dla jej własnego dobra. Jedna z miejscowych film telekomunikacyjnych integrowała się akuratnie tego wieczora. Po wszystkim zostały wspomnienia upojnej nocy, zapach perfum wypełniających jego pokój oraz niesmak z powodu całej sytuacji. Myśli uporczywie wracały do Higure, ale zadecydował, że katowanie się wyrzutami sumienia było bez sensu. To jest jego praca i jego służba. Nie czas na sentymenty. Żałował po prostu straconego czasu bo nie zbliżył się o krok do rozwiązania zagadki. Popijał poranną kawę patrząc na wizytówkę znalezioną w wewnętrznej kieszeni marynarki. Postanowił ją zachować.

Spotkanie z sekretarką Clarą zostawiło jeszcze jedno wspomnienie. Zanim wrócili do pokoju hotelowego, pokazała mu mniej zachwalane dzielnice miasta. Szukała tam khazarskich specyfików poprawiających smak. Wypaliła tego całkiem sporo. Mablung był pewien, że miały wiele wspólnego z czarnym rynkiem miasta. Chcąc nie chcąc otworzyła mu drogę do miejscowego półświatka. Przez kolejne dwa dni chodził od meliny do meliny kontynuując swoje poszukiwania metodą próby losowej. Skupiał się głównie na tych co bardziej skorych do wymiany informacji w zamian za kilka kolejek miejscowych specjałów z wyższych półek. Nie nastawiał się na wiele. Próbował po prostu zwrócić na siebie uwagę. Zmusić drugą stronę do odkrycia posiadanych kart. Ponownie miał wrażenie, że ktoś go obserwował. Miejscowy półświatek? Babilońscy inkwizytorzy? A może po prostu był to wynik rosnącej paranoi? Niezależnie od wszystkiego chciał "Ich" zmusić do zrobienia tego pierwszego kroku. Jeżeli oni przyjdą do niego, uda mu się uzyskać przewagę w trakcie negocjacji. Inaczej nie da się grać mając pustą dłoń.

Chętnych do gry jednak brakowało. Wałęsał się wieczorami po mieście już od ponad tygodnia. Telefon inspektora Kenichiego również milczał. Status misji pozostawał niezmienny. Spróbował więc ugryźć problem od trzeciej strony. Udał się do miejscowego przedstawiciela policji z oficjalnym wnioskiem przejrzenia akt sprawy psychopaty o podobnym modus operandi. Otrzymał całkiem nieźle wyglądający falsyfikat, z pieczęciami i wymaganymi podpisami, ale nadal nie miał wielkich nadziei. Przybywał jako prywatny detektyw na zlecenie swojego klienta, w celu zbadania powiązania pomiędzy tą sprawą, a morderstwem jego brata. Papier mógł zadziwić jedynie swoim wyglądem. Nie miał żadnej mocy w tym kraju. Jakiś leniwy grubasek pewnie machnął by na to dłonią, byleby tylko powrócić do słodkiego pączka. Babilończycy to jednak formaliści. Kulturalni, ale ściśle przestrzegający procedur. Został poinformowany, że sprawa zostanie przekazana wyżej i otrzyma odpowiedź w ciągu 2 tygodni. Łagodne przetłumaczenie słów: "spieprzaj dziadu".
Ponownie wrócił do hotelowego lobby, zamówił kolację i zaległ na łóżku. Podziwiał pęknięcia tynku na ścianach, oceniając możliwe dalsze kroki. Rosło w nim zniecierpliwienie. Dlatego zdecydował, że nadszedł już czas.

***


Tydzień później.
"Spotkanie pod mostem. Bardzo oryginalne"
Powtarzał sobie po raz setny Mablung, opierając się o przęsło. W jego stronę powoli toczył się nieoznaczony samochód z informatorem. Funkcjonariusz, ubrany oczywiście po cywilnemu, zdradzał się drżeniem rąk z jakimi sięgał po zapalniczkę, żeby odpalić papierosa. Agent podstawił mu własną, którą odpalił szybkim ruchem dłoni.
- Zdobyłeś to o co cię prosiłem?
Mężczyzna spojrzał na niego z wściekłością. Nie ukrywał tego, że nie podobała mu się cała ta sytuacja. Powoli wypuścił dym papierosowy. Wyciągnął zza pazuchy zalakowaną kopertę. Mablung szybko zajrzał do środka. Kserokopie kartotek, o które niedawno pytał pewien prywatny detektyw.
- Sporo tego.
- Bo i sprawa paskudna - odpowiedział bez namysłu. Stał nerwowo przechodząc z nogi na nogę. Rozbiegane oczy lustrowały okolicę.
- Spokojnie, nikt nas nie podsłucha. Zlustrowałem okolicę. Nikogo w okolicy nie ma poza nami. Oczywiście jeżeli nie liczyć twojego gościa w samochodzie.
- Skąd? - mężczyzna zamarł z szeroko otworzonymi oczami.
- Mam swoje sposoby. Miałeś przyjechać samemu.
- To gołowąs. Młody aspirant, który myśli, że to spotkanie z informatorem mafijnym. A w razie czego, kozioł ofiarny.
- Sprytne.
- Robię w tym interesie kilka lat.
Mablung kiwnął głową z uznaniem. Wiedział o tym. Przez kilka chwil przelatywał wzrokiem po dokumentach.
- To wszystko?
- Tak, tylko... - mężczyzna ugryzł się w język i zacisnął pięści w kieszeni płaszcza. Trzymał tam jakiś mały obiekt. Agent spojrzał na niego spode łba. Schował dokumenty do koperty.
- Tylko? - wycedził powoli przez zęby. Dłoń mimowolnie przybliżyła się do schowanego za pasem noża.
- Nie jestem zdrajcą! - funkcjonariusz wyzywająco uniósł brodę.
Mablung uśmiechnął się pod nosem. Angelika Nariki może była lakoniczna w wiadomościach, ale potrafił zapewnić odpowiednie środki swoim podwładnym. Do maila dołączony był załącznik pełen obciążających dowodów kilku wysoko postawionych osób. Prezesów banków, akcjonariuszy, szlachciców, burmistrza jak również kilku bardziej znanych przedstawicieli policji. To dzięki tym właśnie informacjom i zdjęciom udało mu się przekonać funkcjonariusza do współpracy. Zaczaił się w jego samochodzie, gdy ten grał w pokera w nielegalnym kasynie, a następnie w prostych słowach przedstawił mu alternatywy. Przyłożona do skroni lufa pozwoliła na błyskawiczne podjęcie decyzji.
- Rozmawialiśmy już o tym. To nie zdrada. Zamierzam dorwać pewną grupę bardzo złych ludzi. Pozbycie się ich z powierzchni ziemi przysłuży się tak nam jak i wam. Potraktuj to jako, pół-oficjalną współpracę. Dla dobra ogółu. Taki niewygodny sojusz. Obaj wiemy, że dla zachowania bezpieczeństwa czasami trzeba uścisnąć mało przyjemne dłonie. Myślisz, że twoja rodzina i komendant byli by tego samego zdania, gdyby się dowiedzieli czyje ręce ściskasz od kilku lat?
- Dobra wystarczy - warknął mężczyzna, ze złością przygniatając wypalonego peta. - Ty to wiesz i ja to wiem. Więcej osób w tym kółku wzajemnej adoracji nie potrzeba.
- Zgadzam się. Chcesz coś jeszcze dodać?
Funkcjonariusz podrapał się w kark. Mablung go nie popędzał. I tak miał go w swojej garści.
- Parę dni temu doszło do podobnej akcji. Istna jatka. Sprawa została na razie przyduszona, żeby nie niepokoić ludzi. Niewiele wciąż wiadomo. Nasi technicy to badają, jeden nawet zbyt aktywnie jak na mój gust, ale jest młody, narwany i chętny do pracy. To mu jeszcze minie.
Agent zmarszczył brwi. Kolejna płytka poszlaka.
- To wszystko?
- Na razie tak. Jak mówiłem, sprawa jest w toku.
- Jak tylko się czegoś dowiesz, czegokolwiek, to masz mnie o tym poinformować. Jak dowiem się, że coś zataiłeś to... Rozumiesz?
- Rozumiem.
Mablung rozchmurzył się. Wyciągnął ku niemu dłoń.
- W takim razie do usłyszenia, partnerze.
- Spierdalaj.
Funkcjonariusz obrócił się na pięcie i ruszył do samochodu. Agent poczekał aż odjadą. Musiał jak najszybciej wrócić do hotelu. Czekała go kolejna długa noc.


Pochylamy się przed inteligencją
Klękamy zaś przed dobrocią
   
Profil PW Email
 
 
»Hes   #14 
Zealota


Poziom: Keihai
Posty: 60
Dołączył: 05 Cze 2017
Skąd: Warszawa
Cytuj
Arkadia, 28-03-1618

- Przykro mi, nie pomogę Ci - głos Marco sugerował, że autentycznie się martwi. - Wiem jak ta sprawa jest dla ciebie ważna. Jednak policja uznała ją za mało rozwojową, mimo starań inspektor Navarro. Teraz wszystko w twoich rękach.
- Czyli nic nie da się zrobić? - zabrzmiało to żałośnie, nawet dla samego Hesa.
- Oczywiście, że się da. Nic takiego nie powiedziałem. Nie zachowuj się jak dziecko! - Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż diakon podjął ponownie. - Przepraszam, nie chciałem się unosić. Tym bardziej, że robisz co tylko w twojej mocy, a nawet więcej. Nie tylko nie wypada, ale nawet nie powinniśmy się w to wtrącać jako archidiecezja.
Mężczyzna spojrzał w oczy siedzącego przed nim chłopaka i ciężko westchnął. Sięgnął po notes, chwilę czegoś w nim szukał, na końcu wziął długopis i zapisał coś na luźnej kartce.
- Ten gość bez wątpienia jest ci coś winien. Jeśli bardzo ci zależy, możesz to wykorzystać.
- Dziękuję! - Oczy zealoty zabłysły nową nadzieją. Wyciągnął rękę i złapał notatkę, jakby bał się, że jego dobroczyńca może się rozmyślić.
- Podziękujesz, gdy będziesz pewien, że ci pomogłem. Uważaj na siebie. To śledztwo kosztuje cię zbyt dużo.
Na korytarzu, jak tylko zamknęły się drzwi, Hes sprawdził co zapisał przełożony. "Miej wiarę w Lumena". Chłopak uśmiechnął się tylko. U Marco nic nie mogło być proste. Został jeszcze parę godzin w pracy. W związku ze śledztwem był zwolniony ze wszystkich innych obowiązków, jednak chwilowy powrót do codziennych zajęć podziałał na niego uspokajająco. Podczas drogi do domu w głowie Jesusa cały czas brzmiały ostatnie słowa przełożonego. Wiedział, że starszy Babilończyk ma rację, ale nie mógł po prostu odpuścić. Morderca musiał zostać złapany i ukarany, tego wymagała sprawiedliwość i gigantyczne poczucie winy. Z ponurych myśli wyrwał go głód. W czasie śledztwa nauczył się nie lekceważyć swojego ciała i jego potrzeb. Lekcje na własnych błędach są najbardziej skuteczne. Rozejrzał się i na chybił trafił wybrał bar z khazarskim jedzeniem. Zamówił specjalność zakładu i rozsiadł się wygodnie na kanapie, zamknął oczy i pozwolił sobie na chwilę relaksu. Prawdopodobnie na chwilę zasnął, obudził go przyjemny i egzotyczny zapach dania na jego stole. Zaskoczony stwierdził, że po drugiej stronie stołu ktoś siedzi. Kobieta w korporacyjnym stroju wpatrywała się w Jesusa. Jej pełen politowania wzrok potwierdził domysły chłopaka o tym jak żałośnie musiał wyglądać.
- Obudziłeś się, świetnie. Nie mam zbyt dużo czasu. Zresztą, nie rozumiem co ja tutaj robię - mówiąc to sięgnęła do aktówki, skąd wyjęła kopertę. Z nieodgadnioną miną przesunęła ją po stole. - My nie zapominamy o swoich ludziach.
To chyba było pożegnanie, bo następnie wstała i bez słowa opuściła lokal.

Hes całkowicie zapomniał o parującym jedzeniu. Powoli sięgnął po dokumenty. Zdobyte ostatnio umiejętności pozwoliły mu sprawnie przeczytać niemały pakiet danych. Okazywało się, że wywiad Babilonu przez pewien czas badał khazarską kapitan policji o nazwisku Muecka. Kilka miesięcy temu proponowała utworzenie międzynarodowego oddziału śledczego do powstrzymania grupy psychopatów działających - przynajmniej według niej - od kilku lat na całym świecie. Notatka pozostała wtedy bez odpowiedzi ze strony Państwa Kościelnego, nie licząc śledztwa służb specjalnych, które rutynowo zebrało informacje na temat samego zgłoszenia i osoby zgłaszającej. Z dochodzenia wynikło jednak, że jedynym motywem Khazarki jest walka z przestępcami, a przekazane przez nią strzępy informacji wskazywały, że faktycznie coś może być na rzeczy. Notatka na końcu była skierowana bezpośrednio do Abreu. "Przyjaciel" sugerował możliwy związek dochodzenia kapitan ze śledztwem prowadzonym przez Hesa. Proponował też dostęp do bazy danych komisariatu w Tenri, w zamian za udostępnienie zebranych danych. Wystarczało skontaktować się z lokalnym kontaktem na miejscu, który miał ułatwić całą sprawę. Namiar na informatora, hasła oraz odpowiedzi uwierzytelniające również załączono. Zdaniem znajomego, dla własnego bezpieczeństwa najlepiej byłoby ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Na dole kratki były jeszcze inicjały ER. Ermes Romeo, no tak.
Wstyd było się przyznać, ale Jesus nie miał lepszego tropu, ani nic pilniejszego do dopełnienia na miejscu. Zmarnował prawie tydzień na przeglądanie zdjęć z miejsca zbrodni tylko po to, by upewnić się, że żadna z zidentyfikowanych i aktywnych na kontynencie sekt nie brała udziału w zbrodni. Potem stracił pomoc lokalnej policji. Co prawda Carla obiecała pomoc, ale mag wiedział, że ma już przydzieloną następną sprawę. Decyzja była więc łatwa, powiadomił tylko przełożonych, że wyjeżdża na parę dni i wrócił do domu się spakować.


Tenri, 29-03-1618

Pokój hotelowy był większy od całego mieszkania jakie Hes wynajmował w Arkadii. Położył się na wielkim łóżku i oddał na chwilę relaksowi. Podróż była bardzo długa, z śródlądowaniem w Atahualupie. Na szczęście fałszywe dokumenty, dzięki którym dostał się do Cesarstwa, były podrobione naprawdę dobrze i także teraz żaden celnik nie czynił mu przeszkód. Po przylocie na lotnisko stolicy Krainy Duchów, podając się za turystę, został przywitany niemal jak bohater narodowy (cóż za kontrast w stosunku do Nag, gdzie czuł się i potraktowano go jak wroga publicznego). Abreu dobrze też wspominał poprzedni pobyt w Wilczej Paszczy. Uśmiechnął się sam do siebie. Mimo wszystko czuł, że polubi Khazar. Miło byłoby przylecieć tu kiedyś po prostu wypocząć - pomyślał. Jednak nie tym razem, czas na odsapnięcie minął i mag musiał wrócić do pracy. Odświeżył się, przebrał i udał pod wskazany przez Ermesa adres. Taksówka podwiozła go pod drzwi salonu sprzedaży marki Borgio. Wszedł do klimatyzowanego pomieszczenia, gdzie bardzo miły, elegancko ubrany, mężczyzna zapytał w czym może pomóc.
- Szukam pana Andrea Basciu - oznajmił Hes pewnym siebie głosem.
- Oczywiście. Pozwoli pan za mną? - to mówiąc, Khazaraczyk ruszył w głąb budynku i gestem zaprosił Jesusa, aby mu towarzyszył.
Mijali piękne, eleganckie babilońskie samochody. Każdy z naklejką na szybie "wyprodukowany w Khazarze" co trochę zdziwiło maga. Nim jednak zdążył o to zapytać, dotarli na miejsce.
- Proszę chwilę poczekać, pan Basciu zaraz się zjawi. Napije się pan czegoś?
- Dziękuję, nie odmówię filiżanki herbaty - odpowiedział Hes i usiadł w jednym z dwóch wygodnych foteli, które razem z przeszklonym stołem składały się na całe wyposażenie pomieszczenia, do którego go zaproszono. Gdy tylko drzwi się zamknęły, szeptem uruchomił swój czar. Mimo wszystko był na obcej ziemi. Odrobina ostrożności nie zawadzi.
- Szefie, klient czeka w pokoju trzecim - usłyszał głos poznanego sprzedawcy.
- Pytał o konkretny model?
- Nie, chciał się widzieć konkretnie z Panem.
- Dziękuję, Gawril. Już tam idę.
Po paru chwilach do pokoju wszedł niski, otyły mężczyzna z bardzo sympatycznym uśmiechem. Podał Jesusowi rękę.
Witam. Andrea Basciu, zastępca kierownika tego salonu. Czym mogę służyć?
- Dzień dobry. Słyszałem, że jest pan wielkim miłośnikiem polowań - wyrecytował powoli Abreu, by nie przekręcić choćby sylaby.
Khazarczyk tylko spojrzał na niego czujnie, ani odrobinę nie zmieniając rozbrajającej szczerości uśmiechu.
- Niestety los nie jest dla mnie łaskawy. Dawno już nie zdobyłem żadnego trofeum.
- Miej wiarę w Lumena, bracie.
Mężczyzna pokazał zealocie znak, który zapewne miał znaczyć mniej więcej "nie tutaj".
- Pozwoli pan, że zaproponuję jazdę próbną. Wtedy najłatwiej ocenić walory pojazdu.
Pięć minut później jechali ulicami stolicy Khazaru w luksusowym samochodzie.
- Informację o akcji dostałem zaledwie dziś rano. Będę potrzebował trochę czasu, by wszystko zorganizować - odezwał się siedzący za kierownicą Andrea. Gdy tylko ruszyli, zrzucił maskę usłużnego sprzedawcy.
- To znaczy ile? Nie chcę zbyt długo czekać.
- Jutro przed południem wszystko powinno być gotowe. Tylko pamiętaj, przepustka jest czasowa. Wykorzystuje lukę w programie komisariatu. Jednak codziennie o czternastej system się restartuje i wtedy fałszywka zniknie z systemu. Nie możesz być wtedy w budynku policji, a najlepiej byś leciał już wtedy z powrotem do Babilonu.
- To niezbyt długo - skrzywił się chłopak
- Przykro mi. W tak krótkim czasie nie damy rady zrobić więcej. Jak chcesz się nazywać? Potrzebuję tego do wyrobienia przepustki.
- Iurilli Antionio - odpowiedział Jesus po krótkim namyśle.
- Świetnie, odwiozę cię do hotelu. Jeszcze tylko zdjęcie twarzy. Zrobię je, gdy się zatrzymamy. Jutro pojawi się kurier z potrzebnymi papierami. Będziesz miał więc trochę czasu dla siebie.
Gdy tylko Hes wszedł do pokoju, padł na łóżko. Doświadczenie nauczyło go, by nie urządzać sobie wycieczek w trakcie misji, a i zmęczenie zrobiło swoje.

Tenari, 30-03-1618

Budynek głównego komisariatu stolicy Khazaru był imponujący. Po wielkich schodach w górę i dół poruszała się prawdziwa rzeka ludzi. Zegar przed chwilą wybił czternastą. Najwyższa pora złapać byka za rogi - pomyślał Jesus. Niech się dzieje wola Lumena. Zealota odmówił jeszcze w myślach krótką modlitwę i wszedł do środka.
Mimo obaw, bez problemów przeszedł kontrolę, a na jego prośbę został mu udostępniony komputer i dostęp do baz danych. Zapytał jeszcze o detektyw Muecę, mając nadzieję, że będzie w stanie zadać jej kilka pytań, ale oficer była nieobecna z powodu choroby. Po chwilowym przemyśleniu sprawy, Hes doszedł do wniosku, że może to i lepiej. Jego bezpośrednie pytania mogłyby na niego zwrócić niepotrzebną uwagę. Nie chciał powtórki przesłuchania z Renegi. Wprowadził więc odpowiedni algorytm i po chwili maszyna wypluła wyniki. Jesus wpatrywał się zachwycony. Khazarska inspektor prowadziła wprost wzorową bazę danych - otwarty katalog morderstw zakwalifikowanych jako podejrzane. Po chwili jęknął - tysiąc siedemset osiemdziesiąt cztery wyniki - na Luemna! Z oczywistych powodów lwią część stanowiły lokalne sprawy, ale też każde z państw miało swój własny podkatalog, gdzie policjantka umieszczała tamtejsze podejrzane sprawy. Tu jednak informacje często były szczątkowe - już rozumiał, skąd się wzięła propozycja stworzenia międzynarodowej grupy. Musiał korzystać z tego, co tylko się dało. Zaczął od morderstw mających miejsce kilka miesięcy temu - kiedy Mueca wystąpiła do policji innych krajów z prośbą o udostępnianie danych. W zasadzie Abreu czytał losowe sprawy. Swoje spostrzeżenia nagrywał na dyktafon. Pierwszym na jakie trafił było brutalne morderstwo taksówkarza z Taloc - utopionego w zużytym oleju samochodowym. Sprawca wlewał mu go do ust, zatykając nos. Sprawa rozwiązana, a winny schwytany, nie związany z ofiarą. Brak motywu. Podobnie w przypadku pielęgniarki z Enilis, którą rzucono z podciętymi więzadłami sforze głodnych psów. Początkowo Abreu skoncentrował się na zakończonych śledztwach, dawały one najwięcej informacji. Jednak po przeczytaniu kilku pozycji, zmienił zdanie i poszukał tych niewyjaśnionych. Kolejny denat został przyklejony do dna wanny z delikatnie odkręconym kurkiem wody - biedak musiał wiedzieć co go czeka na dwie godziny przed zgonem. Lub też para sparaliżowana chemicznie i uwięziona w samochodzie. Przez cały czas widzieli zbliżający się walec drogowy. Zdjęcia sprawiły, że Jesus oddał całodzienny posiłek - na szczęście zdążył do łazienki. By chwilę odpocząć, sprawdził dane dla Ermesa - kilkanaście niepowiązanych ze sobą osób. Niektóre miały pokaźne kartoteki, inne żadnych. W końcu wrócił do bazy grupy psychopatów. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. Planował pracować przez całą noc i wyjść z komisariatu przed jedenastą rano, zresztą miał już kupione bilety na lot o pierwszej po południu. Ogrom pracy wykonanej przez Muecę był gigantyczny i nie było szans, by w tak krótkim czasie go przeanalizować. Zlokalizował więc sprawy z Babilonu, aby potem przejrzeć je w lokalnych archiwach. W końcu dzięki łasce Lumena znalazł sprawę "Szaleńca z Zygfryda" którą wreszcie mógł powiązać ze sprawą Molty. Namierzył siedem podobnych w ciągu ostatnich dwóch lat i skrupulatnie przeanalizował. Dokładniej to sześć i pół, bo ustawiony alarm dał Hesowi znać, że pora opuścić stanowisko. Ostatnie spostrzeżenie, jakie przyszło mu do głowy, to zauważalne zniechęcenie khazarskiej inspektor. Im sprawy były bliższe współczesności, tym bardziej ilość szczegółów malała i były gorzej opisane. Jesus już teraz uważał Muecę za potencjalną, bezcenną sojuszniczkę. Postanowił zrobić wszystko, by przekonać decydentów w Babilonie do nawiązania współpracy.
Z tą myślą, dwadzieścia siedem minut po godzinie jedenastej wyszedł z komisariatu i zaczął rozglądać się za taksówką.
   
Profil PW Email
 
 
»Shadow   #15 
Yami


Poziom: Wakamusha
Posty: 251
Wiek: 22
Dołączył: 28 Maj 2015
Skąd: Zagłębie kabaretowe
Cytuj
Cień rozszerzał się i kurczył w migotliwym blasku kominka. Szklanka z bursztynowym płynem uniosła się w powietrzu, a jej zawartość zniknęła w gardle człowieka z cichym odgłosem przełykania. Kostki lodu podskoczyły i uderzyły o siebie charakterystycznie, przy dźwięku stuknięcia, które wydało z siebie naczynie stawiane na stole. Dym unoszący się z papierosa tworzył niezwykłe, ulotne kształty, by rozwiać się tuż pod sufitem i uciec w stronę uchylonego okna, przez które do pomieszczenia dostawał się ciepły, marcowy wietrzyk, rozwiewając włosy Victora. Ten ze spokojem spalił list, który właśnie dostał i podniósł się z fotela. Ostatnie dni nie były dla mężczyzny najlepsze. Problemy z odnawianiem antykwariatu, zwariowana narzeczona, którą miał ochotę zastrzelić, Tesem, który znów zaczął błąkać się po kanałach i zdobywać informacje no i Korneliusz. Cień potarł skronie. Nie był w stanie stwierdzić, czy migrena, która ostatnio nawiedzała go coraz częściej spowodowana jest przez chorobę, czy rozgrywające się dookoła wydarzenia, nad którymi w jego mniemaniu stracił całkowicie kontrolę. Śledztwo na chwilę utknęło. Jedyne co tak naprawdę był w stanie teraz zrobić to wyruszyć ponownie do Khazaru, który już dwa razy przywitał go dosyć chłodno, ale jak to mówią – do trzech razy sztuka.
Ale jak to się właściwie stało, że trzeba lecieć do Khazaru? – pomyślał. Do tej pory nie wiedział czemu, ani jak Trastamara pozyskał informacje o Khazarskiej kapitan, która od jakiegoś czasu proponowała utworzenie międzynarodowego oddziału śledczego, związanego z pewną grupą przestępczą. Wszystkie kraje bagatelizowały jednak jej doniesienia i rewelacje, zbywając ją gadką o próbie zbyt szybkiego awansu i teoriach spiskowych. Coś co zwykle działało Białej Róży, a przez to i Victorowi na rękę nagle zaczęło być wielką przeszkodą. Trzeba było dostać się do Khazaru, tam odszukać kapitan Muecę, a następnie wypytać ją o szczegóły jej śledztwa. Mogło być kompletnie niezwiązane ze sprawą, ale jak to mawiają – lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu. Lepiej podążyć za niepewnym tropem niż szukać czegoś pewnego, szczególnie w tak niepewnej sprawie, która niekoniecznie będzie miała proste rozwiązanie.
Na szczęście Biała Róża mimo swojego rozpadnięcia się dalej zatrzymała wszystkie źródła i ludzi, więc załatwienie fałszywych dokumentów, pozwalających wejść do komisariatu nie powinno być problemem. Skoro Elena potrafiła od tak załatwić prywatny samolot, to czym dla niej były dokumenty, prawda...?

*

Kap, kap, kap... Nim ostatnia kropla z ostrza na zimny bruk opadnie, on leży w szkarłatnej brei, bez ducha, bezwładnie. Obudziłem się z tego samego koszmaru. Czarna postać, pozbawiona oczu, duszy, postrzępiona. I on. Korneliusz upadający na ziemię.
„Dlaczego?” Każdy, komu opowiedziałem o tym śnie zadawał to pytanie. Wielu próbowało na nie odpowiedzieć, nikt nie robił tego prawidłowo.
– Popełniasz błąd. – Korneliusz zacisnął blade wargi.
– Ja nie planowałam życia tobie, więc ty zostaw w spokoju moje!

Wspomnienia męczyły mnie cały czas. Nigdy nie sądziłem, że zostało mi wystarczająco serca, by myśleć o kimś tak intensywnie. On jednak był mi przyjacielem, był mi ojcem.
„Czy żałujesz?” Te słowa dręczyły mnie od wielu nocy. Rozbrzmiewały w mojej głowie, kiedy kładłem się spać; myślałem o nich, gdy się budziłem; żyłem nimi podczas snu. To pytanie zawsze występowało w kanonadzie obrazów, zalewających głowę niczym prawdziwy ostrzał artyleryjski. Widziałem uderzające swą architekturą wieżowce, monumentalne budynki, przerażające bitwy, wzruszające pocałunki. Ale przede wszystkim krew i trupy. Lumenie, tyle śmierci. Czasami obrazy były wciąż świeże nawet po otwarciu oczu. Niestety, ale rzeczywistość wcale nie jawiła się lepiej. W naszym, bezlitosnym świecie powszechne powiedzenie brzmiało: „Żyj i daj umrzeć”. Proste. Jednak nie mogłem. Korneliusz zasługiwał na to, bym odkrył kim był jego morderca. Bym ścigał go z całych swoich sił, bym zniszczył wszystko, co on kocha, tak jak on zniszczył jedynego mojego prawdziwego przyjaciela. Potrząsnąłem głową, a z lewego oka spadła mi jedna, krwawa łza.

*

Yukio Sen Cienia. Kto mu wymyślił tak debilnie brzmiące nazwisko, którym miał się posługiwać w Khazarze to nie wiedział. Dokumenty z Khazarską pieczątką, list polecający z Babilonu i proszący o współpracę, tak w razie jakby był potrzebny i Khazarsko brzmiące nazwisko. To tak bardzo pasowało, że aż miał ochotę się pociąć. Marcowe Tenri też nie przywitało go nad wyraz ciepło. Było tam kilka stopni na minusie, co wymusiło na nim ubieranie ciepłego prochowca, który w połączeniu z kapeluszem aż krzyczał jestem Detektywem i to przez duże D. Może to i dobrze? Przynajmniej ludzie zareagują odpowiednio. Stojąc przed komisariatem westchnął ciężko i gasząc papierosa wszedł do środka, wyciągając od razu dokumenty. Trzeba wchodzić do tego oddziału dla opętanych...

*

Mueca była nieobecna. Standard. Wszystko pod górkę. Chociaż może zmusili ją do tego? Tego nie wiedziałem. O Lumenie, chyba popadam w paranoje. Kilka dni wcześniej wzięła chorobowe. Na szczęście ludzie, którzy mnie przyjęli byli bardzo dobrze poinformowani w jej projekcie. Jak to stwierdzili: miała na tym punkcie hopla i każdemu próbowała wcisnąć swoje teorie spiskowe. Coż. Biorąc pod uwagę ilość materiału, który zgromadziła w otwartym katalog morderstw, które zakwalifikowała jako podejrzane było to dosyć prawdopodobne. Tysiąc siedemset osiemdziesiąt cztery morderstwa z czterech kontynentów. O aktach była cała masa khazarskich dokumentów i szczątkowe informacje o popełnionych poza Khazarem, ale ich zgromadzenie zapewne zajmie mi więcej niż jeden dzień. Z poczuciem zrezygnowania zająłem przydzielony mi na krótki czas boks i zacząłem szperać. Szybko zorientowałem się, że sprawa nie będzie taka łatwa. Postanowiłem więc rozejrzeć się po różnych działach i tak po niedługim czasie przyniosłem do boksu kilka wielkich pudeł z dokumentacją, każde z innej części świata. Khazar, Nag, Babilon, Sanbetsu. Marian Wichrowy Świt, Jurand Pięknego Brzasku, Aaron Rotwing, Rowan Uuthling, Millo Cortaza, Maria Rozalia Święta, Kaoru Raikou, Arashi Mitogami. Nazwiska, numery spraw, wszystko kręciło mi się w głowie. Czułem się jakbym oberwał potężnego kopniaka. Przypomniała mi się złotooka zaelotka. Potrząsnąłem głową. Z jakiegoś powodu nie mogłem dostrzec powiązania między sprawami. Wyszedłem z komisariatu. Chłód i dym papierosowy działały orzeźwiająco i odstresowująco. Smak kawy z automatu nie pomagał. Była to najgorsza lura jaką w życiu piłem. W co ja się wpakowałem...?
- I jak idzie kolego? – zapytał mnie jeden z pracowników działu archiwalnego wyciągając paczkę khazarskich podróbek tak ukochanych przeze mnie papierosów marki „Riquer”.
- Słabo. Albo kobieta widziała więcej niż ja, albo rzeczywiście jest świrnięta. Niespecjalnie mogę znaleźć jakieś powiązanie.
- Naprawdę? Dla mnie to wydawało się raczej oczywiste. Nie zwróciłeś uwagi, że wszystkie sprawy są zamknięte?
Nagle mnie olśniło. Rzeczywiście. Każdy zabójca został schwytany. W pamięci zacząłem przeglądać dane. Nie łączyło ich nic specjalnego poza tym, że... Żaden z nich nie przyznał się do popełnionego czynu. Ze złości walnąłem w ścianę budynku. Biała Róża działała podobnie. Po każdym zabójstwie wypychała na światło reflektorów przypadkowego człowieka, który był wystarczająco podejrzany i miał wystarczający motyw. Na razie przejrzałem zbyt mało akt, żeby stwierdzić to na pewno, ale był już to jakiś trop. Spojrzałem na archiwistę, który uśmiechał się do mnie z wyższością. Wręcz szyderczo. Jak ja miałem ochotę go zastrzelić na miejscu... Mały, szybki pocisk z gnającą w środku błyskawicą i po sprawie... Ale nie. Dobrze się spisał. Uśmiechnąłem się pod nosem. Nawet nie wiedział, że pomaga komuś, kto po wszystkim może po sobie posprzątać wysadzając budynek. W sumie nie byłby to taki zły pomysł. Badający miejsce policjanci pewnie i tak po wszystkim zrzuciliby winę na rozgrywającą się w tle sprawę dezertera armii, którego ścigali. Praca w podziemiu była zaskakująco przyjemna. Dzięki Ci, o Lumenie za prowadzenie mnie ścieżką zniszczenia i wyciągnięcie mnie z tych bezsensownych bali.
- Wiesz gdzie mogę się dowiedzieć gdzie mieszka, albo przebywa pani kapitan Mueca? Chciałbym się z nią skontaktować osobiście...
...ale przedtem muszę wymazać z komisariatu wszelkie nagrania, na których mnie złapało. Bycie czarodziejem wymagało, by być gotowym na każdą ewentualność, a nie mam pojęcia jak szybko odkryją, że dokumenty, którymi się posługuję są fałszywe. Najlepiej byłoby nie wracać już do tego budynku. Lumenie, jak dobrze, że pomalowałem włosy i założyłem soczewki.


W więziennej rozpaczy...
   
Profil PW Email
 
 
»Sorata   #16 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1425
Wiek: 32
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Spoiler:

Uczestnicy:
  1. Mablung
  2. Shadow
  3. Hes
Streszczenie rozdziału:
    Przypadkowi detektywi badają kolejne wątki w rozrastającej się sprawie morderstwa. Potencjalne tropy zdają się prowadzić wszędzie. Czy każde z morderstw faktycznie mogła popełnić ta sama grupa przestępcza? Z zebranych danych powoli wyłania się prawdziwy obraz.
Nagrody za rozdział:
  • Sorata +10 (Prowadzący)
  • Mablung +25 – Jako pierwszy zamieściłeś wpis i ująłeś wszystkie wytyczne. Brawo.
  • Hes + 21 pkt Przesz do przodu jak buldożer. Fabularnie cały czas prowadzisz.
  • Shadow +17 pkt – Jesteś na dobrym tropie. Pamiętaj, że „niektóre sprawy” to nie „wszystkie”.
  • Naoko – O pkt Rezygnacja z uczestnictwa w Tankyuu.

Termin oddania wpisów:
    13.06.2018 (do północy)


Rozdział 3


Aktualna punktacja:
Hes – 7 hms
Mablung – 6 hms
Shadow – 6 hms
Naoko – 3 hms


Rywalizacja kwitnie. Wspaniale. Przechodzimy do kolejnego etapu. Rezygnacja Naoko otwiera kolejny scenariusz bonusowy:

Złap mnie jeśli potrafisz: Dostajesz cynk o zabójstwie w babilońskim Pruriencie i twoja ambicja każe zająć ci się również tą sprawą. Pomocny jest fakt, że oba zabójstwa prowadzić mogą do tego samego celu. +3 hms (wykradzione z punktacji Naoko). Wybranie tej opcji wymaga obszerniejszego wpisu (+4000 znaków). Jeśli na bonus zdecyduje się więcej graczy, decyduje kolejność zgłoszeń. Pierwszy gracz przejmuje śledztwo, pozostali zgłaszający – natrafiają na poprzednika/ów.

Hes, mablung, Shadow:

Proszę o informację dotyczącą wybranego wariantu śledztwa (bonusowego). Możecie również nie wybierać żadnego. Niezależnie od wyboru – wytyczne dostaniecie na PW, żeby utrzymać klimat śledztwa i tajemnicy.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
»Hes   #17 
Zealota


Poziom: Keihai
Posty: 60
Dołączył: 05 Cze 2017
Skąd: Warszawa
Cytuj
Tenri, 30-03-1618

Na chwilę musiał zasłonić oczy, gdy oślepiło go jasne khazarskie słońce. Prawie doba spędzona przed ekranem komputera w ciemnych archiwach tenryjskiego komisariatu zrobiła swoje. Hes zatrzymał się, by nie wpaść na kogoś i poczekał aż wzrok się przyzwyczaił. Mimowolnie usłyszał rozmowę dwóch miejscowych funkcjonariuszy. Pewnie nawet by się nie zainteresował, gdyby nie padło nazwisko chorej autorki archiwów. Szybko rzucił czar, by zdobyć jak najwięcej informacji. Dyskusja dotyczyła głównie prywatnych aspektów pracy obu mężczyzn pod tym a nie innym dowódcą - kobietą owładniętą manią zniszczenia międzynarodowej siatki psychopatów. Obaj podzielali jej podejrzenia, a bezpośrednim powodem wymiany zdań było pojawienie się obcej osoby zainteresowanej tą sprawą. "Antonio z jakimś niewymawialnym nazwiskiem", Jesus słysząc to, odetchnął głęboko. Szykował się na kłopoty, ale rozmowa poszła w zupełnie niespodziewanym kierunku. Ponoć tydzień temu niejaki Anderson też interesował się sprawą! Nazwisko bardzo popularne, do tego równie dobrze mogło być fałszywe, ale kto wie, może to kolejny sojusznik? Technicy rozeszli się. Zealota spojrzał na zegarek. Lot miał za dwie i pół godziny, więc nie było czasu do stracenia. Ruszył w stronę ruchliwej ulicy, gdzie łatwo złapał taksówkę. Emocje szybko opadły - niewątpliwie zaczął się przyzwyczajać do infiltracji i związanych z nią nerwów. Postępując za radę Andrea Bressciu - jego kontaktu w Tenri - wybrał samolot, który wylatywał do Babilonu przed czternastą. Niezmiernie żałował, że nie miał możliwości spędzić więcej czasu wśród dokumentów zgromadzonych przez kapitan Meucę. Choć nie znalazł tam nic, co bezpośrednio pchnęło by sprawę Monici do przodu, to czuł, że może od początku źle podchodził do sprawy, szukając winnych w swojej ojczyźnie. Brak doświadczenia kosztował niemało. W Arkadii czekał go ogrom pracy.
Na lotnisko dotarł bez problemów, nawet szybciej niż zakładał. Hala wylotów robiła niesamowite wrażenie. Babilończyk czuł się jakby każdemu pracownikowi terminala zależało, by wywiózł z Khazaru jak najlepsze wspomnienia, a przynajmniej świetne ostatnie wrażenie. Zdał swój skromny bagaż i udał się do jednej z restauracji, by tam poczekać na samolot i nadrobić stracone trzy posiłki. Najedzony, zamówił kawę i sięgnął po najnowszy numer Wolfensteina, gdy zadzwonił comlink. Zupełnie nie spodziewał się połączenia od Carli Navarro.
- Cześć - zaczęła ostrożnie. - Co słychać? Ja wiem, że już nie pomagam jak kiedyś, ale jeśli czegoś potrzebujesz... .
- Jest ok, jakoś sobie radzę. Sprawa nie... ehh, kogo ja okłamuję. Bywało lepiej, staram się jak mogę, ale nie jestem nawet o krok bliżej złapania zabójcy Monici.
- Czasami tak jest. Sprawa wydaje się nie do rozwiązania, aż w końcu jeden fakt sprawia, że wszystkie puzzle trafiają na swoje miejsca. Cierpliwości Jesusie, wierzę w ciebie. A właśnie w sprawie śledztwa Molty dzwonię, mam parę nowych informacji. Może się gdzieś spotkamy?
- Cholera, aktualnie jestem poza miastem i będę dostępny dopiero jutro. Powiedz coś więcej, proszę.
- To głównie nowe zdjęcia, jeden szkic. Drobiazgi, ale jak mówiłam, warto znać wszystkie fakty, by rozwiązać zagadkę. A masz może dostęp do komputera? Wyślę Ci co tylko się da.
- Mam nadzieję, że tak. Powinienem dać sobie radę. Dziękuję, jesteś najlepsza!
- Powodzenia, jesteś mi winny naleśniki. Trzymaj się.
Gdy tylko skończył rozmawiać, zealota zaczął rozglądać się za publicznym komputerem. Nie było to proste, ale znów z pomocą przyszli przemili Khazarczycy. Gdy tylko powiedział, że musi odebrać bardzo ważna wiadomość biznesową z firmy, agentka jednego z lokalnych biur podróży udostępniła mu swój komputer. Mail od Navarro już był w skrzynce.
"Wybacz, że nie wysyłam zdjęć, są zbyt duże. Byś nie został z niczym, wysyłam Ci w załączniku rysunek. Sprawca poprzestawiał sprzęty na posadzce. Udało się znaleźć rysy prowadzące z ich oryginalnych stanowisk, zresztą sam zobacz". Uśmiech wystarczył, by wydrukować plik. Chwilę jeszcze porozmawiał z dziewczyną, aż usłyszał komunikat wzywający pasażerów na pokład jego samolotu i musiał się pożegnać. Odchodząc, dostał jeszcze wizytówkę biura "gdybyś jeszcze tu wrócił". Dopiero po znalezieniu swojego miejsca miał czas przyjrzeć się szkicowi - morderca przestawił stół i krzesło. Tylko dlaczego musiał je ciągnąć po podłodze, zamiast po prostu przenieść? Myśląc nad tym, Jesus zaczął bawić się wizytówką, przewracając ją w palcach, aż zobaczył, że z tyłu jest coś napisane. Sandra i numer telefonu. Kolejny powód, by wrócić do kraju szamanów.

Arkadia, 31-03-1618

- Arcybiskup może już cię przyjąć - Angelina wykorzystywała każdą okazję, by pokazać Hesowi jak bardzo ją irytuje sama jego obecność.
- Dzięki - odpowiedział z uśmiechem, co jeszcze bardziej rozsierdziło dziewczynę. Nie miał ochoty na wymianę zdań, a tym bardziej nie mógł pozwolić ekscelencji czekać, więc nie ociągając się wszedł do gabinetu swojego szefa.
- Jesusie, miło cię widzieć. Jak minęła podróż? - Leon Merriam siedział za ciężkim biurkiem i gestem zaprosił zealotę, by zajął miejsce przed nim.
- Dziękuję, Ojcze. Prawdę powiedziawszy, to większość drogi przespałem.
- Warto było udać się za tropem aż do Khazaru?
- Ja własnie w tej sprawie. Tak, definitywnie. Dostałem na jedną dobę dostęp do bazy danych tworzonej przez bystrą oficer tamtejszej policji. Kapitan Mueca, bo tak się nazywa, od lat ściga międzynarodową grupę psychopatów. Archiwum spraw jakie stworzyła jest imponujące. - Hes zamilkł na chwilę, ale arcybiskup gestem zachęcił go by kontynuował. - Niestety brak czasu pozwolił mi tylko na pobieżne zapoznanie się zgromadzonymi materiałami. Jakże bym chciał porozmawiać z tą policjantką.
- Proszę, powiedz wreszcie o co chodzi.
- Parę miesięcy temu, Mueca wysłała do wszystkich państw propozycję stworzenia międzynarodowej grupy śledczej, ale apel pozostał bez odpowiedzi. Zależy mi na współpracy z tą kobietą. Czy ekscelencja mógłby użyć swoich wpływów i sprawić, by Babilon wsparł tę ideę?
- Wiesz, chłopcze, ile trwa taka procedura? Nikt, od tak, nie przystąpi do zespołu.
- Nasz wywiad już badał kapitan i nie stwierdził żadnych zagrożeń.
Merriam spojrzał na siedzącego przed sobą zealotę. Młody mag coraz bardziej mu imponował.
- Czyżby? Pomyślę nad twoją prośbą, ale najpierw chcę byś wykonał dla mnie pewne zadanie. - Widząc minę Abreu, doświadczony pedagog od razu domyślił się co mu się nie podoba. - Spokojnie, nie odciągam cię od sprawy Molty, a może wprost przeciwnie. Dostałem list od arcybiskupa Semphyry. Jedna z jego pracownic zajmowała się sprawą dziwnego morderstwa popełnionego na ich terenie. Dostała jednak inne zlecenie i ktoś musi przejąć śledztwo. Co dziwne, imiennie wskazała ciebie jako najlepszego kandydata. Angelina przekaże ci dokumenty oraz bilety, wylot masz za niecałe dwie godziny. Spraw się z moją, a ja postaram się pomóc w spełnieniu twojej prośby.
To, że nad ranem Jesus wrócil z Khazaru, przestało mieć znaczenie. Znów miał zadanie, które być może przybliży go do rozwiązania sprawy.
- Rozumiem, ekscelencjo, i dziękuję. - Młody mag skłonił się przed swoim przełożonym wyszedł z gabinetu.

Semphyra 31-03-1618

- W czym mogę panu pomóc - oficer dyżurny nie dał Hesowi nawet chwili na rozejrzenie się po komisariacie.
- Szukam Adama Berattio - odparł spokojnie zealota i by nie było wątpliwości, położył na biurku legitymację oraz wymagane upoważnienia. Pasowało mu profesjonalne podejście, nie miał ochoty ani chwili tego przedłużać.
Policjant w jednym momencie stanął na baczność.
- Przepraszam najmocniej, napije się pan czegoś?
Reputacja Milaniego musiała być ani trochę nieprzesadzona. Ciekawe jak to się rozwianie - pomyślał Hes.
- Chciałbym tylko porozmawiać z waszym głównym analitykiem śledczym.
- Tak, tak, oczywiście. Proszę za mną.
Szybkim krokiem przeszli przez długi korytarz, na końcu którego było duże pomieszczenie z wydzielonymi stanowiskami pracy i jednym, znajdującym się w rogu, oszklonym pokojem. Siedział w nim mężczyzna i to do niego skierowano zealotę. Hes zapukał w drzwi, ale po chwili wszedł do środka, nim został oficjalnie zaproszony. Tym razem nie pokazał od razu dokumentów. Jeśli miał współpracować z Adamem, chciał go najpierw wyczuć.
Całkowicie zwyczajny mężczyzna, idealnie pasujący do zajmowanego stanowiska. Technik ostentacyjnie nie zwrócił uwagi na swojego gościa, kończąc pracę przy jakimś zdjęciu. Gdy przekonał się, że petent tak łatwo nie ustąpi, spojrzał na maga z irytacją wypisaną na twarzy.
- Tak? - powiedział to, tak by Hes nie miał wątpliwości jak bardzo mu przeszkadza. Była to reakcja tak różna od tej jaką zaprezentował oficer dyżurny, że Jesus zacząć podejrzewać, iż nikt nie przekazał analitykowi kim jest jego gość.
- Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam. Powiedziano mi, że może mi pan udzielić paru informacji na temat morderstwa w Pruriencie. Jeśli to oczywiście nie byłby problem.
- Proszę nie marnować mojego czasu, wszystko znajduje się w komunikacie prasowym. Żegnam - to powiedziawszy, Adam stracił zainteresowanie mężczyzną i wrócił do swoich zajęć. Po pięciu minutach znów podniósł głowę, faktycznie zaskoczony, że chłopak nawet się nie ruszył.
- Jeszcze tu jesteś? - zapytał policjant, będąc już otwarcie zdenerwowanym.
- Tak. Ciągle czekam na odpowiedzi, o które prosiłem.
Czerwony na twarzy Berattio złapał za telefon.
-Macie wyprowadzić z mojego pokoju nieproszonego gościa! Najlepiej postawcie mu jeszcze zarzut utrudniania śledztwa!- krzyczał do słuchawki
Po chwili z twarzy analityka odpłynęła krew i zaczął się wyraźnie pocić.
- Proszę odłożyć słuchawkę. Czas skończyć tę szopkę - powiedział spokojnie zealota.
- Ja nie wiedziałem.
- To teraz bez znaczenia. Nadal nie udzielił mi pan informacji i tylko to jest ważne. Decyzją arcybiskupa przejmuję to śledztwo, a pana wskazano mi jako osobę najbardziej kompetentną do przekazania mi wszelkich dotychczasowych ustaleń.
Adam uspokoił się i powoli zaczął opowiadać o prowadzonej przez siebie sprawie. Z czasem zaczął się rozkręcać i mówił z wielkim zaangażowaniem i pasją. Co jakiś czas Jesus zadawał pytania i w ten sposób spędzili czas do wieczora. Następnie udali się na kolację, gdzie również dyskutowali o pracy, by w końcu umówić się o dziewiątej rano następnego dnia na miejscu omawianej zbrodni.
W hotelu Hes zapisał na laptopie wszystko czego się dowiedział. Starał się robić to w systemia podpatrzonym u kapitan Mueci, mając nadzieję, że już niebawem Babilon i Khazar wymienią się bazami danych. Miał też czas, by zastanowić się nad śledczym Berattio. Gość zrobił na nim fatalne pierwsze wrażenie, a fakt, że jego koledzy nie podpowiedzieli mu nic o tym z kim ma do czynienia, też o czymś świadczył. Gdyby nie strach w oczach oficera dyżurnego, gdy pokazał dokument od arcybiskupa Semphyry, Abreu mógłby pomyśleć, że to tylko głupi żart. Adam był ewidentnie nielubiany w swojej pracy i to łagodnie sprawę ujmując. Inna sprawa, że później okazał się bardzo pomocny. Dało się zauważyć, że świetnie się przygotował i niezmiernie pomógł zealocie.

Semphyra 01-04-1618

Jesus po raz pierwszy był w przybytku grzechu, jaki niewątpliwie stanowił Prurient. Zafascynowany, chłonął atmosferę miejsca o bardzo wątpliwej renomie, a policyjne taśmy i kręcący się gdzieniegdzie funkcjonariusze policji sprawiali, że czuł się jak w filmie. Berattio już na niego czekał. Przeszli od razu na miejsce zbrodni.
- Potwierdziliśmy tożsamość ofiary. To Mario Giovanni, zastępca kierownika nocnej zmiany. Nieciekawy typ ze sporą kartoteką.
- Chciałbym dostać do niej wgląd - powiedział machinalnie Hes. Dużo bardziej wierzył w podejrzenia Khazarskiej policjantki, niż w możliwość porachunków przestępców. Jednak nie mógł ignorować nawet najmniejszego śladu. - Chciałbym też zapis przesłuchania z szefem denata.
- Oczywiście, sam się tym zajmę. Choć gość nie miał żadnych podejrzeń, widać było, że jest zszokowany, iż ktoś dopuścił się tutaj zbrodni.
- Że znalazł się ktoś aż tak głupi?
- Dokładnie.
- Wczoraj wspominałeś o napisach na ścianach. Chciałbym dowiedzieć się więcej na ten temat.
- Tak, właśnie miałem do tego dojść. - Adam szybko zaprowadził zealotę na odpowiednie miejsce. - Tekst jest w dialekcie wika, a zawijasy miały utrudnić jego odczytanie. Pełne zdanie brzmi: "owce wpatrzone w złoty krążek, gdy największa wartość stanowi siłę". Ze względu na nieścisłości w przekładzie, dopuszczalna jest też translacja: "owce wpatrzone w złoty krążek, gdy największą wartością jest siła."
Nim zastanowił się nad sensem zapisu, Jesus sięgnął pamięcią do akt z Tenri, by przypomnieć sobie czy inne morderstwo też cechowało się podobnymi śladami. Odtworzył w myślach trzy sprawy, dwie z Babilonu, jedną z Khazaru. W każdej pojawiały się naścienne napisy i do tego w tym samym dialekcie.
- Uważam, że powinniśmy to traktować dosłownie - wtrącił Berattio, niewłaściwie interpretując zachowanie zealoty. Ten pokazał tylko gestem, że potrzebuje chwili.
Czyżby Mueca miała rację? Na Lumena! To nie może być przypadek. Jednak wszystkie te sprawy były rozwiązane, sprawcy złapani i osądzeni. Czy nic nie mogło być proste? Jedyny plus, że dwa z trzech postępowań były dla niego dostępne. Ale do zbadania tego tropu musieliby wrócić na posterunek. Dał znać Adamowi, by kontynuował.
- Zleciłem więc przeliczenie monet i banknotów wyciągniętych z ciała ofiary - powiedział analityk, wyraźnie zadowolony z siebie.
- Świetnie. Mamy tu coś jeszcze do załatwienia?
- Zebraliśmy próbki DNA, ale te pasują tylko do stałych bywalców. Na banknotach, też widnieją wyłącznie ślady denata.
- Chyba mogliśmy się tego spodziewać, co? Sprawdźmy jeszcze ekipę sprzątającą i możemy wracać. - Hes starał się przezwyciężyć chęć powrotu do archiwów.
- Na Lumena! Jak mogłem zapomnieć? - krzyknął Berattio i ze złości kopnął w ścianę. - Zbadaliśmy rany na tych nieszczęśnikach i dopasowaliśmy je do obrażeń na kłykciach asystenta kierownika zmiany. To on ich pobił i zabił. Zginęli przed nim.
- Największą wartością jest siła - powiedział cicho mag.
- Słucham?
- Wracajmy do biura.

Jesus usiadł do komputera w komisariacie i czekał, aż archiwum prześle mu skany dokumentów, o które prosił. Nie dawały mu spokoju pytania, obijające się myślami po głowie.
"Czy Giovanni został zmuszony, by zatłuc tych ludzi?"
- 500 kouka - cztery banknoty. - referował apatycznie Berattio, który najwyraźniej otrzymał już wyniki zlecenia dotyczącego ustalenia ilości pieniędzy upchniętych w żołądku denata.
"Miał pokazać siłę, by przeżyć, ale skusiły go pieniądze?"
- 200 kouka - 67 banknotów.
"Może wszystko od początku do końca było tylko mrocznym przedstawieniem urządzonym przez mordercę?"
- 100 kouka - 275 banknotów.
Na mail zealoty przyszły zamówione akta i chłopak zagłębił się w lekturze.
- 50 kouka, 20 kouka, 10 kouka - 237 banknotów.
"Obaj sprawcy nie żyją, bez słowa wyjaśnień w papierach. Po prostu zginęli. Cholera, o co w tym wszystkim chodzi?"
- Bilon kazałem zważyć, trochę ponad siedem kilo.
"Nie można połączyć tych zabójstw, chyba że... sprawca ma możliwość upozorowania swojej śmierci i dzięki temu znika z akt! Na Lumena, stan wegetatywny w szpitalu psychiatrycznym też jest nie do sprawdzenia"
- Będę jeszcze do czegoś potrzebny? - zapytał Adam, wobec braku reakcji na walutowe rewelacje. Najwyraźniej dwudniowy maraton dał mu się we znaki.
- Idź do domu, dam rano znać czy będę czegoś potrzebował. Dobra robota.
Analityk nie miał siły, by okazać zadowolenie, tylko poczłapał w stronę drzwi.
"Ciekawe czy jest jakiś złapany sprawca, który jeszcze żyje i nie oszalał"
Z ponurych myśli wyrwał Hesa sygnał połączenia z comlinku. Arcybiskup Merriam!
- Ekscelencjo?
- Mam dla ciebie informacje na temat współpracy z Khazarem.
Sekundy zamieniły się w wieczność.
   
Profil PW Email
 
 
»mablung   #18 
Agent


Poziom: Keihai
Posty: 111
Wiek: 28
Dołączył: 05 Paź 2010
Skąd: Warszawa
Cytuj
Gwar utrudniał zrozumienie słów w słuchawce. Mablung musiał naprawdę się skupić. Notował skrupulatnie wszystko na wyjętym notesiku.
- Mhm. Czyli macie kogoś. Tak, dobrze mieć podejrzanych. Przetrzymywany w areszcie? Jak długo? Hm, tydzień.... to niewiele. Cóż mam nadzieje, że coś powie o tej masakrze. Co? Ah macie coś jeszcze? Ślady krwi, hm... ciekawe. Przekażcie je temu młodemu technikowi co taki narwany. Na pewno coś znajdzie, jak ma taką motywację. Ale narzędzia zbrodni nie ma?
Resztę relacji wysłuchał już w ciszy, kiwając głową ze zrozumieniem. Schował notesik do wewnętrznej części płaszcza, zabrał swój bagaż i ustawił się sznurku ludzi zmierzających w tym samym kierunku.
- Dobrze, że o tym informujesz. Oby tak dalej. Dla pewności przesyłaj szczegóły przy pomocy tego szyfru co ci... pamiętasz? W takim razie ku chwale...
Nie dał mu dokończyć. Oczami wyobraźni zobaczył jak policjant z czerwoną twarzą zatrzaskuje klapkę telefonu i klnie pod nosem. Mablung uśmiechnął się, również chowając komórkę.
- Mam nadzieję, że podobał się panu pobyt w Babilonie? - zagadnęła go urocza stewardessa, która odbierała od niego kartę pokładową. Gestem wskazała mu miejsce w samolocie.
- Owszem, był dość owocny. Jednak nie ma to jak w domu.

***


Podinspektor Kenichi czekał na niego na parkingu pod lotniskiem. Ubrany był po cywilnemu. Jak zwykle z papierosem w ustach. Przynajmniej wyglądało, że z jego zdrowiem jest lepiej. Odespał trudy ostatnich dni. Był żywszy ale i poddenerwowany. Stukał cały czas w papierośnice palcem. Wzrokiem przeczesywał tłum opuszczający halę przylotów, szukając znajomej twarzy. Biorąc pod uwagę ścielące się u jego nóg niedopałki, czekał już dłuższą chwilę.
- Nie myślałeś, żeby rzucić? - zapytał Mablung, podchodząc z zupełnie innej strony. Podinspektor nie sprawił wrażenia zaskoczonego.
- Robie to właściwie codziennie - odparł zaciągając się ostatni raz i ostentacyjnie strzelając pozostałością nikotynowego mordercy w przestrzeń. - Ale nie trzeba być detektywem by wiedzieć, że mi nie wychodzi.
Przywitali się bez wylewności i wyruszyli.
- Nie wyszedłeś główną halą?
- Nie. Zawodowa przezorność.
Inspektora kusiło, żeby dopytać o jakim zawodzie myślał jego towarzysz. Powstrzymał jednak wrodzoną ciekawość. Skupił się na trasie. Jechali już w stronę z góry wyznaczonego miejsca. Nie znał szczegółów, ale wytyczne były jasne. Gdy wczoraj zadzwonił odnośnie nowego tropu, Shinichi momentalnie ogłosił mu, że chce być na miejscu i sprawdzić go osobiście. Kenichi wstrzymał funkcjonariuszy. Jeden dzień raczej nie miał tutaj znaczenia. Wątpił jednak czy jego towarzysz da sobie radę po całonocnym locie.
- Zaaranżowaliście wszystko zgodnie z moją prośbą?
Pytanie wyrwało inspektora z zamyślenia.
- Tak. Mundur znajduje się na tylnym siedzeniu. Mam nadzieje, że będzie pasował.
- Dobrze.
Tym razem cisza została przerwana szybciej. Nie bacząc na ewentualne zmęczenie współpasażera, zadał pytanie, które od wczoraj chodziło mu po głowie.
- Skąd taki pomysł? Moi ludzie mogliby dowiedzieć się wszystkiego raz, dwa. Przyjechałbyś na gotowe.
- Nie uważasz, że to dziwne? - odparł Shinichi pytaniem na pytanie.
- Co konkretnie?
- To wszystko - agent poprawił się na siedzeniu i w zamyśleniu obserwował smugi po dymie papierosowym. Inspektor nawet nie zauważył, gdy z przyzwyczajenia odpalił kolejną fajkę. - Na miejscu strasznego potrójnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem odkrywamy plecak, nie należący do ofiary, ale do kogoś starszego. Wewnątrz nie ma nic niezwykłego. Kilka podręczników i trochę jedzenia. Pasuje to jak pięść do nosa. Oczywiście można by pomyśleć, że to starszy kolega albo pierwszy szkolny romans. Tylko kto zostawia plecak w obcym domu?
Kenichi skręcił z obwodnicy. Zbliżali się powoli do szkoły.
- Coś sugerujesz?
- Przypuszczam, że ten ktoś już był na miejscu, gdy pojawili się sprawcy.
Podinspektor zatrzymał samochód i zgasił silnik. Informacja nim wstrząsnęła, ale starał się tego nie okazywać.
- Gdzie zatem znajduje się... właściciel.
- Nie wiem. Jest bowiem jeszcze jedna możliwość, która wpada do głowy. Co jeżeli to sprawcy podłożyli ten dowód? - kontynuował swój wywód agent już poza pojazdem. W rękach trzymał wieszak z pokrowcem.
- Zmyłka?
- Albo próba kontroli poczynań policji. Dlatego lepiej, żeby nie rozgłaszać, że policja kręci się wokół szkoły denatki. Co innego jednak rutynowa lekcja bezpieczeństwa dla dzieci prawda?
Kenichi zatrzasnął papierośnicę. Pokiwał w uznaniu głową. To mogło się udać, o ile nie trafili na ślepy zaułek. W ustach nie miał już papierosa. Skończyły mu się.
- Dyrektor został poinformowany o wszystkim. W środku czeka na nas już Genbu.
- Genbu? - zawahał się agent.
- Tak. Policjant z miejscowego posterunku. Przeprowadzał już takie akcje wielokrotnie. Dzieciaki go uwielbiają pomoże nam.
Mablung uśmiechnął się pod nosem.

***


- A pokaże pan nam jak się strzela!? - krzyczały dzieci w kierunku biednego posterunkowego. Powtarzało się to właściwie co klasę. Trzeba było jednak przyznać, że młody oficer faktycznie wiedział jak postępować z dzieciakami. Niektóre nawet go rozpoznawały. Wołały na niego "Posterunkowy Boberek". Na jego masywnego towarzysza, prawie dwukrotnie przewyższającego go posturą, raczej nie zwracały uwagi. Ewentualnie bały się podejść, z nielicznymi wyjątkami. Kenichi darował sobie całą tę szopkę i oczekiwał wieści w gabinecie dyrektora. Mówił, że nie ma cierpliwości do szczeniaków. Trudno było się mu dziwić. Zespół nagłej zmiany czasowej powoli odbijał piętno na Mablungu. Niby zdrzemnął się w czasie lotu, ale nie nazwałby tego spokojnym snem. Ciągle miał przed oczami masakrę oraz tę dziewczynkę co wcześniej. Nie rozumiał dlaczego.
Zaczęli od najmłodszych i systematycznie szli ku starszym klasom. Chodziło o to, żeby wyglądało to jak najbardziej zwyczajnie. Przestrzegali, żeby nie rozmawiać z obcymi, uważać na drodze, znać zasady ruchu, mówili o grzeczności wobec starszych, pomaganiu policjantom oraz zasadach ewakuacji z sali i w kółko to samo. Wreszcie po blisko czterech godzinach dotarli do docelowej klasy. Lekcja poglądowa miała się już ku końcowi.
- Dobrze dzieci. Teraz tak jak to mówiliśmy. Na mój gwizdek. Uwaga... - posterunkowy gwizdnął głośno, a dzieciaki zerwały się z miejsc w olbrzymiej kanonadzie wrzasków, pisków oraz ogólnych śmiechów. Kompletnie niezgodnie z jakimikolwiek zasadami ewakuacji. To były jednak dzieci, a dla nich wszystko było zabawą. W końcu sala opustoszała. Mablung spokojnie podszedł do walizki i wyciągnął z niej plecak znaleziony na miejscu zbrodni. Po chwili wróciła ferajna. Tym razem ustawieni dwójkami usiedli w ławkach w całkowitej ciszy. Tak różnej od tego co zdarzyło się przed paroma minutami.
- Gratulacje dzieciaki. Wzorowa ewakuacja - powtórzy po raz n-ty tego dnia "oficer" Shinichi. - Ale ktoś zapomniał chyba swojego plecaka. Poznajecie?
Położył wskazany przedmiot na biurko do wglądu wszystkich w klasie.
- Tak psze pana - podniosło rękę jedno z dzieci. - To plecak Ryuzakiego.
- Ale jego przecież dzisiaj nie było - dodała dziewczynka z trzeciej ławki pod oknem. Zbyt bystra jak na swój wiek.
- Tak, dlatego pojechaliśmy i... wzięliśmy od niego plecak, żeby pokazać wam jak ważna jest obserwacja! - wtrącił szybko z entuzjazmem Genbu. - Gratuluje wam spostrzegawczości.
Dzieciaki ochnęły i achnęły, a dwójka pochwalonych aż pokraśniała z zadowolenia. W międzyczasie Mablung wyszedł z nauczycielką na korytarz.
- Tak, to prawda nie było go od kilku dni - odpowiedziała z przejęciem.
- Wie pani może dlaczego?
- Oczywiście, a wy... - zachłysnęła się powietrzem. Agent poczuł, że zaraz dowie się o strasznej tragedii. - Myślałam, że to właśnie z powodu Ryuzakiego tutaj jesteście.

***


Kobieta, która przywitała ich w progu, wyglądała na załamaną.
"Częsty widok ostatnio" - skonstatował Mablung.
Miała zaczerwienione od płaczu oczy. Na twarzy wciąż resztki makijażu, jakby próbowała poprawić swój wygląd, ale jej nie wychodziło. Włosy sterczały w koszmarnym nieładzie, a brudne ubranie przykryła szlafrokiem. Zarówno on jak i podinspektor Kenichi pojawili się w swoim służbowym ubraniu. Rozpoznała ich od razu. Jeszcze przez telefon wydawała się wzburzona. Zaprosiła gości do salonu i zaproponowała herbatę. Przez długi czas w pomieszczeniu rozbrzmiewało wyłącznie uderzanie łyżeczek o kubki. Towarzyszył im jeszcze mąż. Ten był równie załamany, ale starał się sprawiać pozory spokoju. Nikt nie chciał się odezwać jako pierwszy.
Zaraz po otrzymaniu nazwiska chłopaka, sprawdzili informacje uzyskane od nauczycielki. Dyrektor je potwierdził. Mieli już wyrobioną teorię, przyjechali tylko ją potwierdzić.
- Więc - zaczęła kobieta łamiącym się głosem. Żałośnie pociągała nosem. - Panowie mają jakieś informacje dotyczące naszego synka?
- Tak - Kenichi przełknął ślinę. - Niestety nie ma łagodnego sposobu by to powiedzieć.
- Proszę mówić wprost. Jesteśmy przygotowani na najgorsze - wtrącił się mężczyzna. Przytulał swoją żonę, która nerwowo drapała się po ramionach.
- Nazywam się inspektor Kenichi, a to mój współpracownik detektyw Shinichi Kudou. Sądzimy, że natrafiliśmy na pewien ślad.
Agent sięgnął do przyniesionej walizki, wyciągając z niej plecak rozpoznany przez dzieci w szkole jako własność Ryuzakiego. Ostrożnie położył go na stoliku. Oczy kobiety rozszerzyły się momentalnie. Porwała go i oglądała nerwowo obracając w dłoniach. Nawet nie próbowała powstrzymywać łez płynących jej do oczu. Przytuliła plecak do piersi.
- To jego. Mojego kochanego Ryu. Mówiłam Ci Renji, że on żyje!
- Proszę pani... - zaczął Shinichi, ale delikatny nacisk stopy podinspektora uciszył go.
- Proszę nam opowiedzieć o zaginięciu państwa syna - wtrącił się patrząc na mężczyznę.
- Nie wiemy czemu właściwie uciekł - odpowiedział Renji po krótkiej chwili uspokajania swojej żony. - Nigdy nie było z nim problemów. Proszę spytać sąsiadów. Oceny też miał dobre, w szkole mnóstwo znajomych, zero problemów. Początkowo myśleliśmy, że miał jakiś wypadek, ale obdzwoniliśmy wszystkie szpitale. Nikt nie był w stanie udzielić nam żadnych informacji. Policja do tej pory również nie była bardzo pomocna. Gdy panowie zadzwonili...
- Proszę! Proszę powiedzieć, że go odnaleźliście. Że nic mu nie jest! - kobieta zerwała się z miejsca i przypadła do agenta. Chwyciła go mocno za dłoń. Szukała w nim nadziei. On zaś nie wiedział, co mógł odpowiedzieć. Przybyli tutaj w zupełnie innym celu.
- Proszę, jeżeli panowie wiedzą cokolwiek. Proszę nam powiedzieć. Wszystko jest lepsze od tej bezsilności.
Shinichi spojrzał na Kenichiego szukając w nim pomocy. Nie znalazł. Podinspektor był równie zagubiony co on. Zwilżył suche wargi językiem.
- Państwo Magame - zaczął, ważąc słowa. - przyjechaliśmy tutaj w innym celu. Parę dni temu doszło do potrójnego zabójstwa na rodzinie. Najmłodsza ofiara chodziła z państwa synem do jednej szkoły. Była to dziewczynka. Sprawa nie została jeszcze nagłośniona dla potrzeb śledztwa. Na miejscu zbrodni odnaleziono ten plecak. Podejrzewamy, że zaginięcie państwa syna może być w jakiś sposób powiązane. Jeżeli mogliby państwo odpowiedzieć na kilka pytań...
Obserwował jak zmieniają się reakcje na ich twarzach. Ona, początkowo jakby nie wierzyła, odsunęła się jakby detektyw śmiertelnie ją obraził. Stała nad nim nie wierząc własnym temu co usłyszała. Mablung miał wrażenie, że jej świat załamuje się na jego oczach. Ostatnie strzępki nadziei są rwane przez jego słowa. W jej oczach widział rosnącą pustkę oraz obojętność. Wypalenie zbyt dużą rozpaczą.
On, z pozoru spokojny. Rosła jednak w nim wściekłość. Zaciskał nerwowo palce na stole i przygryzał wewnętrzną stronę policzka. Czuł się przez nich oszukany, zaprowadzony na skraj wiary, że jego syn jeszcze żyje, a potem brutalnie zrzucony w przepaść zaprzeczenia.
Oboje nie odpowiedzieli od razu. Stan zawieszenia trwał nad ich głowami. Jakby potrzebowali chwili by przetrawić jak bardzo naznacza ich los. Dopiero później kobieta w milczeniu przeszła obok do kuchni. Kenichi i Shinichi skupili spojrzenie na wzorach dywanu. Renji nie zwracał na nich uwagi patrząc niezrozumiałym wzrokiem za swoją żoną. Usłyszeli otwierane drzwi lodówki, kostki uderzające o szkło oraz przelewanie się cieczy z szyjki butelki do szklanki. Po chwili kobieta wróciła, ze szklanicą whiskey w dłoni. Cała zapłakana i zasmarkana, ale ze zdecydowaniem bijącym na twarzy.
- Skarbie...
- Pytajcie - powiedziała wychylając połowę zawartości jednym haustem. - Jeżeli nie mogę pomóc mojemu synkowi, to zrobię co w mojej mocy, żeby ten [ cenzura ] za wszystko odpowiedział.
Mablung nie chciał już korygować kobiet, że młody Ryuzaki może wciąż żyć, że wszelkie tropy wskazują na porwanie. Wolał nie dawać jej złudnej nadziei ani składać obietnic, których nie mógł dotrzymać. Nie miał do tego prawa. Razem z podinspektorem wyjęli notatniki i zaczęli zadawać pytania.


Pochylamy się przed inteligencją
Klękamy zaś przed dobrocią
   
Profil PW Email
 
 
»Sorata   #19 
Yami


Poziom: Genshu
Posty: 1425
Wiek: 32
Dołączył: 15 Gru 2008
Skąd: TG
Cytuj
Spoiler:

Uczestnicy:

  1. Mablung
  2. Shadow
  3. Hes

Streszczenie rozdziału: Nierozwiązane sprawy tajemniczych morderstw prowadzą detektywów w otchłań ludzkich emocji. Czas ucieka, a na każdym kroku pojawiają się tylko kolejne pytania.

Nagrody za rozdział:
  • Sorata +10 (Prowadzący)
  • Mablung +19 Świetny wpis. Tracisz względem Hesa tylko przez Holmsy.
  • Hes + 25 Gratulacje. Powoli można zacząć mówić ci per Sherlocku.
  • Shadow +0 pkt – Brak wpisu. Odpadasz z tankyuu.

Termin oddania wpisów:
    02.07.2018 (do północy)



Rozdział 4


Aktualna punktacja:
Hes – 12 hms
Mablung – 7 hms
Shadow – 6 hms


Victor obudził się z trudem. Głowa nadal pulsowała znajomym bólem schowanej w niej biologicznej bomby zegarowej, ale tym razem nakładało się na niego coś jeszcze coś jeszcze. Dodatkowe wrażenie pochodziło z opuchlizny na potylicy. Powoli wracały do niego wydarzenia poprzedniego dnia. O ile to była faktycznie tylko kilkugodzinna utrata przytomności. Rozejrzał się zanim zebrał myśli i próba odtworzenia wspomnień spaliła na panewce. Był w jakimś ciemnym pomieszczeniu, całkowicie unieruchomiony. I nagi. Niedobrze. Drewniane ściany w miękkim świetle, którego źródła nie potrafił zidentyfikować, sprawiały złudnie przytulne wrażenie. Nie mógł nawet opuścić głowy żeby zobaczyć, w jaki sposób jest przymocowany. Jakby na zawołanie, usłyszał cichy szelest za plecami.
- Słabiak z ciebie, drogi detektywie. Myślałem, że będę miał z tobą więcej ambarasu, a ty mnie uprzejmie wyręczasz. Powiesz mi, dlaczego tak mdlejesz? - Tuż na skraju widoczności pojawił się jakiś ludzki kształt. Głos był typowo męski.
Shadow zmilczał. Nadal kręciło mu się w głowie, a nie chciał dać draniowi dodatkowej satysfakcji. Jego rozmówcy to raczej nie obeszło.
- No cóż, masz mnie. O pardon, mam cię. Zawiłości języka często mi umykają. Jestem raczej milczącym typem, uwierzyłbyś?
Znów zniknął z pola widzenia i w ciszy, która zapadła, rozległ się metaliczny dźwięk przestawianych narzędzi.
- Za to tobie odradzałbym milczenie. – W pole widzenia Shadowa wjechał najpierw wózek narzędziowy z zawartością, której można by oczekiwać w zgoła innym przybytku, a dopiero potem pojawił się w niej całkowicie przeciętnie wyglądający mężczyzna. Strozzi nie powiązał go z żadną znaną sobie organizacją.
- Śmierć Korneliusza to twoja sprawka?! - Szarpnął się w więzach. Zaniepokoił go brak kontaktu z wrodzoną magią. Co tu się, do diaska, działo?
- Chyba się nie zrozumieliśmy. Będziesz odzywał się dopiero, kiedy zapytam.
Nieznajomy psychopata pochylił się i wbrew sobie, zabójca Róży pokrył się gęsią skórką.

Etap czwarty otwiera kolejny scenariusz bonusowy:

Trzymaj się fotela pasażera, Dorotko: Niespodziewanie dostajesz cynk o prawdopodobnym powiązaniu znanych ci morderstw. Będziesz musiał się pochylić nad rozwiązaniem, ale postęp w śledztwie jest wart każdej ceny. [– 3 hms]. Wydane na ten scenariusz punkty można odzyskać pisząc szersze opowiadanie (1hms = 3000 znaków). Nie można w ten sposób odzyskać więcej niż 3 punkty.

Mablung:

Wytyczne indywidualne otrzymasz na PW. Ze względu na twoje wcześniejsze powiązania z Cirillo Corsozą, masz prawo pierwszeństwa w podjęciu się następującego scenariusza bonusowego:

Śladem płatków róży: Dostajesz nowe informacje o zabójstwie w isztarskim kościele i twoja ambicja każe zająć ci się również tą sprawą. +6 hms (wykradzione z punktacji Shadowa). Wybranie tej opcji wymaga obszerniejszego wpisu (+8000 znaków). Dalsze wytyczne otrzymasz na PW.

Twoje prawo pierwszeństwa utrzymuje się w mocy do 17.06.2018 (do północy). Potem scenariuszem może zająć się pierwszy zgłaszający.

Hes:

Wytyczne indywidualne otrzymasz na PW. Jeśli mablung nie zdecyduje się na wykorzystanie scenariusza Śladem płatków róży w określonym w jego wytycznych czasie, nabywasz prawo zgłoszenia jego zajęcia.


Kryteria oceny walk: Klimat 4/10 Mechanika 3/10 Warsztat 3/10. W razie wątpliwości - konsultuj. Pomoc: https://tenchi.pl/viewtopic.php?p=17457#17457
   
Profil PW Email
 
 
»Hes   #20 
Zealota


Poziom: Keihai
Posty: 60
Dołączył: 05 Cze 2017
Skąd: Warszawa
Cytuj
Semphyra 01-04-1618

- Masz oficjalne upoważnienie do pracy z Muecką jako przedstawiciel Babilonu. W tak krótkim czasie nie mogę załatwić wiele więcej - arcybiskup Arkadii nie zasypywał gruszek w popiele.
- Dziękuję panu. Mam nadzieję, że to pomoże nie tylko rozwiązać sprawy, którymi się teraz zajmuję, ale być może, dzięki łasce Lumena, zapobiegnie kolejnym zbrodniom - Hes nie potrafił ukryć entuzjazmu.
- Jesusie, nie zapominaj, że ciągle wykładam historię w Złotych Halach. Mało kto jak ja potrafi docenić lekcję płynącą z przeszłości. Dobrze prowadzone archiwum to prawdziwy skarb. Pamiętaj o tym.
- Nie patrzyłem na to od tej strony. Oczywiście, wezmę tę uwagę do serca. Jutro zadzwonię do pani kapitan. Teraz po drugiej stronie globu musi być ciemna noc.
- Mój kontakt już podjął próby nawiązania kontaktu. Na razie bezskutecznie. Będziemy działać dalej. Prześpij się i szybko zakończ swoje sprawy w Semphyrze. Nazajutrz wieczorem oczekuję cię w moim biurze. Dobranoc.
- Dobranoc, Ekscelencjo.

Mimo, że zealota położył się spać, nie mógł zasnąć. Liczył, że wreszcie wykonał ruch, który przybliżył go do rozwiązania zagadek i ukarania winnych śmierci Monici. Nie mógł zapomnieć, że to sprawa z Arkadii jest priorytetem. Przestępca zabity w barze aż tak go nie interesował, tym bardziej, że odpowiadał za pobicie sprzątaczy. Zapamiętał, by zapytać arcybiskupa o małą Nicolę.

Rankiem następnego dnia Hes spotkał się jeszcze z Adamem. Ustalili szczegóły dalszej współpracy. Jesus miał sprawdzić podobne sprawy i wysyłać technikowi wszelkie możliwe informacje, które uzna za choćby marginalnie związane ze sprawą, za to Berratio miał nadal analizować materiały dowodowe oraz zdawać przedstawicielowi kościoła regularne raporty z postępów prac. Kontakt mieli utrzymywać głównie za pomocą poczty elektronicznej.
- Panie Abreu - niespodziewanie odezwał się analityk poważnym i oficjalnie sztywnym tonem - mam nadzieję, że dobrze się panu że mną współpracowało.
- Ja... tak, tak sądzę - pytanie całkowicie zaskoczyło zealotę. A to, że w głowie już zaczął przerzucać możliwe warianty i wyjaśnienia intencji śledczego stojących za pytaniem, nie pomogło w sformułowaniu logicznej odpowiedzi. - Więcej będę mógł powiedzieć po zakończeniu śledztwa.
- Oczywiście, oczywiście. Jeśli tylko będę mógł jakoś pomóc, jestem do usług.
- Dziękuję, doceniam. Załatwmy tę sprawę.
Na twarzy Adama pojawił się wyraz niezadowolenia i nadal wytrzeszczał oczy na maga.
- Na Lumena, powiedz o co chodzi! - zdenerwował się Hes.
Całkowita nieumiejętność ukrywania emocji przez technika była czasami pomocna, ale częściej mocno irytująca.
- No, liczyłem na coś - Berratio zebrał się na odwagę. - Miałem nadzieję, że ta sprawa pomoże mojej karierze! Dostanę oficjalną pochwałę? Awans? Chociaż podwyżkę?
Jesus zdał sobie sprawę, że od jego odpowiedzi zależy motywacja policjanta i jego chęć do dalszej współpracy. Z drugiej strony nie chciał go oszukiwać pustymi obietnicami.
- Dobra, zróbmy tak. Ty zrobisz wszystko, by ta sprawa, a być może jeszcze druga z stolicy, zostały rozwiązane, a ja odwdzięczę się i postaram się pomoc tobie. Pasuje? - mówiąc to, wyciągnął rękę na znak zawartej umowy.
Chyba się udało, bo rozmówca wyglądał na mocno zmotywowanego do pracy. Szybko złapał wyciągnięta dłoń i energicznie potrząsnął.
- Już zabieram się do roboty.
- Świetnie, czekam na wyniki. Do zobaczenia, Adamie.
- Nie zawiodę, Panie Abreu. Udanego lotu.

01-04-1618 Arkadia

- Usiądź - arcybiskup wskazał Hesowi fotel przy stoliku kawowym w swoim gabinecie. Było to o tyle zaskakujące, że polityk preferował, by dzieliło go z petentami biurko.
- Jak się masz, chłopcze? - kontynuował starszy z mężczyzn i ciągnął dalej swoją wypowiedź, nim rozmówca miał szansę odpowiedzieć. - Martwię się o ciebie. Zamęczysz się tą sprawą w Arkadii, a jest jeszcze i Semphyra. Teraz zastanawiam się, czy to nie był błąd.
- Dziękuję, ekscelencjo. Jakoś daję sobie radę. Nie będę udawał, że nie jest ciężko, ale nie jestem już studentem.
- Oczywiście, że nie jesteś. Więc chyba potrafisz mi powiedzieć, dlaczego to robisz?
- Sir?
- Pozwól mi zrozumieć, dlaczego mój najmłodszy pracownik wypruwa sobie żyły dla tej sprawy?
- Każdy by tak zrobił. Świadomość, że morderca chodzi na wolności... - Jesus przerwał, widząc spojrzenie starego pedagoga.
- Okłamujesz mnie czy samego siebie?
- Jeszcze niedawno powiedziałbym, że kieruje mną zemsta, ale teraz uważam, że poczucie winy.
- Wiem chłopcze, wiem. I nie mogę pozwolić, by to cię zniszczyło. Musisz zwolnić. Weź parę dni urlopu i zapomnij o tej sprawie. Pojedź na ryby, spotkaj się ze znajomymi albo pójdź do teatru.
- Ale ekscelencjo, ja nie mogę teraz zrobić sobie przerwy!
- Naturalnie. Jest inne rozwiązanie. Odbiorę Ci to zadanie. Wybieraj.
- Zaraz wypiszę wniosek urlopowy. - Hes musiał uznać się za pokonanego. wiedział, że jego szef nie żartuje.
- Nie musisz, wszystko już załatwione. Trzy dni masz nawet nie myśleć o pracy.
- Ostatnie pytanie, jeśli mogę.
- Zgoda, słucham.
- Jakie są losy Nicoli Molty?
- Wrócisz do pracy, to ci powiem. Dobranoc, Jesusie.
- Dobranoc, ekscelencjo

03-04-1618 Arkadia

Dźwięk nadchodzącego połączenia obudził Hesa. Nim jednak znalazł comlink, ten przestał dzwonić. Chłopak spojrzał na zegarek. Była prawie pierwsza po południu. Chwilę zajęło mu namierzenie komunikatora. Zanim to zrobił, sygnał odezwał się ponownie. Ktoś bardzo chciał się z nim skontaktować. Adam Berratio. Mag chwilę się zastanowił. Dyspozycje arcybiskupa były jednoznaczne, z drugiej strony umawiał się z semphyryjskim detektywem na bezpośredni kontakt jedynie w przypadku niezwykle ważnych nowości. Ciekawość zwyciężyła.
- Halo? - odezwał się po nawiązaniu połączenia.
- Panie Abreu, to ja, Adam - technik mówił wyjątkowo cicho, jakby szeptał do telefonu.
- Coś się stało? - zaniepokoił się zealota.
- Potrzebuję pana pomocy, nie wygląda to dobrze.
- Na Lumena, powiedz wreszcie o co chodzi!
- Szefostwo chce mnie odsunąć od tej sprawy i to w momencie, gdy dokonałem ważnego odkrycia.
- Co? - Hes szybko przerwał technikowi - Powoli i od początku, proszę. Co dla mnie masz?
- Badałem wszystkie wątki morderstwa w Pruriencie. Najbardziej obiecujące od początku wydawały mi się pieniądze, którymi zabito ofiarę. - Mimochodem Jesus przypomniał sobie jak Berratuo kazał przeliczyć wszystkie nominały i że sam uważał to za marnowanie czasu. - I w końcu dokonałem odkrycia! Na kilku najwyższych nominałach znajdują się pojedyncze znaki. Początkowo nie miało to sensu : 3, 5, c, d, x, S. Ale próbowałem wszystkiego i w końcu powiązałem fakty. To pojedynczy ruch z partii szachów! Skoczek znajdujący się na białym polu c3 rusza się na czarne pole d5 i na dodatek z biciem. Ktoś z nami pogrywa i to w tak oczywisty sposób - wyrzucił z siebie z prędkością pistoletu maszynowego analityk śledczy.
- Adamie, to mogą być przypadkowe znaki. Domyślam się, że do większości ciągów cyfr i liter da się do dopasować wygodną teorię - zealota próbował powiedzieć to najdelikatniej jak się dało.
- Moim przełożeni też tak uważają - przytaknął niechętnie policjant.
- Z tego co wiem, do gry w szachy trzeba mieć przeciwnika. Nie można grać samemu ze sobą - to mówiąc, Jesus poczuł jakby uderzył go grom z jasnego nieba.
Nie słyszał odpowiedzi Semphyryjczyka. Odnalazł aktówkę, którą miał ze sobą niedawno w Khazarze. Na dnie leżała wydrukowana przez Sandrę widomość od Carli. Przesunięte po podłodze meble, pokój podzielony na pola. Na Lumena!
- Halo, Abreu, jesteś tam? - Adam niepokoił się przedłużającą się ciszą.
- Tak, wybacz. Musisz natychmiast przylecieć do Arkadii. Wsiadaj do następnego samolotu, sam pokryję koszty.
- Ale...
- Mogłeś nie wiedzieć, ale zajmuję się w stolicy drugą sprawą. I mam powody podejrzewać, że są one ze sobą powiązane. To niesamowite! - ekscytował się Hes
- Ale...
- Może to ten element, którego nam brakowało. Świetna robota!
- Ale ja mam być odsunięty od tej sprawy! - prawie wykrzyczał do słuchawki technik.
Jesus zaklął szpetnie. Faktycznie, na początku rozmowy Berratio coś o tym wspominał.
- Niestety - kontynuował technik - trochę to moja wina. Całą moją uwagę poświeciłem Prurientowi i zaniedbałem kilka innych śledztw. Do tego szef uważa, że ta poszlaka jest przypadkowa oraz że naciągam fakty do własnych teorii.
- Cholera, da się to jakoś odkręcić?
- Nie mam pojęcia. Jeśli może pan pomóc, to będę bardzo wdzięczny.
- Daj mi numer do swojego przełożonego.

Przez trzy godziny Hes bezskutecznie próbował dodzwonić się do nadinspektora Ortegi, szefa Adama i całego komisariatu, gdzie pracował technik. Ten człowiek był kompletnie nieosiągalny przez telefon. Najgorsze było to, że gdyby arcybiskup nie wysłał go na przymusowy urlop, Jesus mógłby użyć oficjalnych kanałów.
- Niech to licho - zaklął zealota, gdy dowiedział się, że osoba z którą próbował się skontaktować, opuściła już biuro i będzie dopiero jutro.
Chłopak czuł jak sprawy wymykają się z jego rąk. Musiał coś zrobić. W końcu postanowił. Zarezerwował przez sieć bilet do największego miasta regionu Aztecos.

- Ekscelencjo.
- Tak, Angelino?
- Samolot, w którym jest Abreu, właśnie wystartował do Semphyry
- Dziękuję. Mogę zostać sam?
Gdy dziewczyna opuściła gabinet, arcybiskup uśmiechnął się do siebie, usiadł za biurkiem i wykręcił numer do swojego diakona.
- Leon?
- Nie wytrzymał.
- Znów ci się udało, stary lisie. Przypomnij mi, bym nigdy więcej się z tobą nie zakładał.
- Miłego wieczoru, przyjacielu.
- Wzajemnie.



Semphyra 04-04-1618

Z każdą chwilą pewność siebie Jesusa ulatywała z niego jak z przebitej opony. Przenocował już w Semphyrze, a teraz jechał do komisariatu. Zupełnie nie miał planu. Co prawda nadal posiadał dokumenty, którymi posłużył się parę dni temu, ale nie był pewien czy podczas nieoficjalnej wizyty będą one cokolwiek warte. Z drugiej strony, był przestawicielem Kościoła.To samo w sobie stanowiło sporą wartość przetargową. Stąpał jednak po bardzo cienkim lodzie. Nie był jeszcze biegły w czytaniu i graniu na politycznych zależnościach świeckiej i duchownej administracji Babilonu. Nie chciał popełnić jakiejś gafy, więc postanowił nie grać tą kartą. Nie miał czasu na więcej rozważań, bo taksówka zatrzymała się u celu. Zapłacił za kurs i wmaszerował do siedziby policji. W recepcji był ten sam oficer co poprzednio. Poznał Hesa i tylko skinął mu głową. Wewnątrz bez problemu namierzył biuro komendanta. Zapukał do drzwi.
- Proszę - rozległ się głęboki męski głos.
Posłusznie wszedł do środka. W sporym gabinecie centralnym elementem było strasznie zagracone biurko, za którym siedział potężnie zbudowany mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. Nawet jeśli nie spodziewał się młodego zealoty, nie dał tego po sobie poznać.
- Kim jesteś i co tu robisz? - policjant nie owijał w bawełnę.
- Nazywam się Jesus Abreu i chciałem z panem porozmawiać.
- To ty próbowałeś się wczoraj do mnie dodzwonić? - Gdy chłopak potwierdził skinieniem głowy, kontynuował. - No dobrze, skoro już tu jesteś, to mogę poświęcić chwilę. Słucham.
- Prowadzę w Arkadii z ramienia Kościoła śledztwo w sprawie śmierci Monici Molty. Zostałem także wyznaczony do kontynuowania dochodzenia odnośnie wydarzeń z Prurientu. Współpracuję z Adamem Berratio i bardzo go cenię. Okazał się wyjątkowo pomocny.
- A, więc o to chodzi. Nie wiem, jak ci to przedstawił mój technik, ale robię to co uważam za najrozsądniejsze. Prowadzimy wiele postępowań i muszę tak koordynować pracę swoich ludzi, by każdą z nich rozwiązać. Mogę wyznaczyć pracowników, by zajmowali się konkretnym tematem, ale nie, by marnowali czas na pierdoły i wydumane szyfry.
- Znajoma policjantka powiedziała mi kiedyś, że prowadzenie spraw kryminalnych jest jak układanie puzzli. Nie można niczego zlekceważyć, bo czasami najmniejszy detal może okazać się tym, który pozwoli ukończyć cały obrazek. Może mi pan wierzyć, byłem bardzo zaskoczony, gdy odkrycie przez Adama znaków na banknotach sprawiło, że ostatni element układanki wskoczył na swoje miejsce.
- Sugerujesz, że sprawa Prurientu jest w jakiś sposób powiązana z innym dochodzeniem?
- Jestem tego pewien. Nie jednym, nie dwoma, ale całą grupą zbrodni. To naprawdę coś wielkiego.
Ortega nachylił się nad biurkiem, by spojrzeć chłopakowi prosto w oczy.
- Bierzesz na siebie niemałą odpowiedzialność. Jeśli przychylę się do twojej prośby, a to wszystko okaże się niewypałem, sam będziesz odpowiadał za klęskę. A ja nie zawaham się powiadomić twoich przełożonych.
Hes wytrzymał twarde spojrzenie policjanta.
- Nie cofnę się przed niczym, do czasu aż złapię winnych tych zbrodni.
- Świetnie, masz tydzień. Potem czekam na dokładny raport.
- Złożę wyjaśnienia mojemu arcybiskupowi z adnotacją, by przesłać je do pana.
- Arcybiskup Merriam? Niech będzie, czekam na wiadomości. Na ciebie chyba pora. Masz siedem dni. Idź już.

Jak poprzednio, Hes wszedł do pokoju Adama nie czekając na zaproszenie. Technik po chwili podniósł wzrok i krzyknął, zaskoczony.
- Jesus?
- Pakuj się, lecimy do Arkadii.
   
Profil PW Email
 
 

Odpowiedz  Dodaj temat do ulubionych



Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 12